Pragnę podziękować wszystkim byłym kobietom mojego Męża.

napisała 28/06/2016 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Ja to chyba mam szczęście, bo nie dość, że znam osobiście tylko jedną byłą kobietę mojego Męża, to jeszcze naprawdę fajna z niej osoba. Obawiam się, że gdybym poznała większość z tego szacownego grona, to nie dość, że szlag by mnie trafiał z każdym naszym ewentualnym spotkaniem, to jeszcze na samą myśl i drobne wzmianki o nich gotowałabym się w środku.

Wybitnie terytorialna ze mnie panna, tfu Panna znaczy się. Jak już posiądę coś lub kogoś „na własność”, to koniec. Napisałam tę własność w dużym cudzysłowie, aby nie doprowadzić do trochę wydumanej dyskusji o tym, że człowieka nie da się na własność posiąść. Otóż, oczywiście że dosłownie tego nie da się zrobić. Ja mam bardziej na myśli taką cielesną własność, taką mentalną, psychologiczną własność, małżeńską. Czaicie? Dobra, koniec z tym własnościowaniem.

Tak sobie teraz głośno myślę podczas wystukiwania tych wszystkich słów w klawiaturę, że całe szczęście tego mojego małżonka, że skończył z dorobkiem panien takim z jakim skończył i należał do długodystancowców. Bo na ten przykład taka Magda, Magda vel Szczęśliva, to ona do tych długodystansowców nie należała nigdy, za wyjątkiem jednego pomyłkowego narzeczeństwa. Ja raczej w czasach burzliwej mej młodości z tych sprinterów byłam, co to zaliczą szybko metę, bo widzą że raczej nie ma co porywać się na jakieś tam przełaje, biegi przez płotki czy niedajpaniebosze maratony. Mój małżonek natomiast jak na moje krótkodystansowe standardy to wybitny był maratończyk. Obiecywałam sobie nie pisać o jego podbojach miłosnych, ale parę wzmianek poczynię. Anonimowych i w ogóle. Dlatego żadnych krzywd i rozlewu krwi nie będzie.

Podobno On niektóre z Was nawet lubił, chociaż inne już trochę mniej. W sumie mało mnie to obecnie interesuje. Pewnie byłyście jakoś z gatunku tych interesujących, przynajmniej dla Niego. Pewnie byłyście mądrymi dziewojami, o świetlanej przyszłości, z tysiącem pomysłów na obiad, miliardem pomysłów na wychowywanie przyszłych dzieci i hebeliardem pomysłów na zaaranżowanie kuchni w ich przyszłej chatce puchatka pośrodku Karpat albo innych Sudetów. No cud, miód i stadko pszczół tylko sobie w ulu wyhodować, czy tam kupić i wieść sielskie życie. No ale jasna cholera nie udało się. Taki klimat mamy, że trudno. Dla mnie spoko, dla Was trudno.

Muszę tutaj pośrodku wtrącić pewną dygresję, bo to nie tak jakby się mogło wydawać, że inspiracja do napisania tego postu z nieba mi spadła i postanowiłam popłynąć w tym temacie na tej internetowej stronicy. Oj nie. Napisała do mnie tydzień temu Marta. Warta grzechu, bo jak zobaczyłam jej facebookowe zdjęcia to jej z głębi serca nieładnie pozazdrościłam rewelacyjnego wyglądu – bo obydwie mamy dwójkę dzieci i Męża. Ale Marta ma nie tylko męża. Bo oprócz tego męża pałęta się w ich otoczeniu jego była, która nie mogła ułożyć sobie życia i teraz będzie próbowała słać maile i smski o podłożu półerotycznym próbując coś z tego na nowo ukręcić. Otóż ja napisałam Marcie, co ma robić. Męża swojego już podobno wyszkoliła, teraz tylko ma dorwać tę pannicę i wyjaśnić jej to i owo. To wszystko piszę metaforycznie, a Wy sobie sami wyobrazicie co tu robić, jeśli była i bez skrupułów kobieta Waszego małżonka próbuje ukręcić sękacza ze starego ciasta. A fu i biada jej po prostu. Tyle z mojej strony.

Ja przy okazji tego postu chciałam wszystkim Wam, ex przystojnym dziewczętom mojego Męża serdecznie podziękować, z głębi serca i za życia. Za to, że tyle się namęczyłyście i nic z tego nie wyszło, to po pierwsze. No trudno. Wiecie, czasami tak jest, że się czegoś nie ma, albo ma się za dużo i nici z planów. Wtedy czas odpuścić, po prostu. Bo wtedy w końcu wkroczyłam ja – i nagle wszystko wyszło po całości. Trochę bije ode mnie w tym poście szczyptą zarozumiałości, ale to wszystko dla konwencji. A konwencja jest istotna, aby dodać niektórym wiary w to, że to co było, to nie jest istotne. Ważne jest to TU i to TERAZ. Bije ode mnie ta szczypta zarozumiałości również dlatego, aby dodać wiary i pewności tym, co tej pewności siebie nie mają, i aby się nie przejmowały tym stadkiem byłych dziewczyn naszych obecnych facetów. One naprawdę się już nie liczą. Taki mamy klimat, so sorry, I apologize i no niestety.

Wracam do wywodu. Dziękuję Wam kochane byłe również za to, że gotowałyście tyle dla niego. Może to te rosołki, spaghetti bolognese i inne włoskie czy francuskie pyszności przez Was przygotowywane sprawiły, że teraz nie tylko potrafi mi i naszym kochanym synom ugotować fajny obiad, ale i sałatkę skombinuje, capuccino i latte trzaśnie jak trzeba? Wykonałyście w cholerę dobrą robotę, naprawdę. Chociaż może On to po prostu od początku umiał i to Was tego nauczył? Nieważne zresztą.

On nawet potrafi prasować i się tym nie brzydzi. Guzik przyszyje, skarpetkę zaceruje, auto wymyje, wypoleruje, zdechłego gołębia z dachu zdejmie, przepłoszy dzikie kuny, utuli do snu zarówno maluchy jak i mnie, gdy trzeba. Mam nadzieję, że Wasz obecny facet również robi takie okołodomowe piruety, oby. Gdyby nie robił ani tych obiadów od czasu do czasu, ani nie ogarniałby pralki i odmawiałby pomocy przy dzieciach, jeśli jesteście na tym etapie, to hmmm… sama nie wiem co robić. Bo może w takim razie to nie Wasza zasługa, że mój obecny Mąż a Wasz były facet robi, co robi? No nic, zostawmy to dochodzenie na boku.

Za co mogłabym Wam jeszcze podziękować? Myślę, że śmiało ukłony robię również za to, że ma do mnie często anielską cierpliwość. Bo mój obecny Mąż a Wasz były chłopak wie kiedy trzeba ze mną charakternie, a kiedy ze spokojem. Namiętny też jest, nie przeczę. Inteligentny typ, serio. Największe dzięki, że go nie zepsułyście – albo, że to On zepsuć się Wam nie dał. Ostała mi się teraz sama jego esencja męskości, opiekuńczości wobec mnie i dzieci.

Dobra robota, dziewczyny. Naprawdę. Dzięki!

Przy okazji przypominam stare prasłowiańskie przysłowie: „Co było a nie jest, nie pisze się w rejestr…”. A więc moje drogie, szukające ewentualnych przygód panie, te dawne znajome czy też te z nadziejami na przyszłość, teraz to już niestety wara zarówno od Niego jak i naszej rodziny. Bo inaczej pióra polecą na wszystkie strony. Serio mówię. To już nie Wasze poletko, i nie radzę na nie się nieostrożnie zapuszczać.

A tak z przymrużeniem oka, kto jeszcze dołączy się do podziękowań?  ;-)

Podobne wpisy