Dwa tygodnie temu w ramach przerzucenia się z transportu samochodowego na publiczny, zrobiliśmy sobie z Iventym przejażdżkę tramwajem. Jeden z przystanków mamy pod domem toteż uznałam, że to wspaniała okazja do tego, aby pokazać mu trochę inny świat niż ten, który widuje zazwyczaj zza samochodowej szyby. Nowe widoki, nowe wrażenia i zaawansowana mechanika i elektronika, którą zdaje się być zafascynowany za każdym razem, gdy widzi przejeżdżający tramwaj czy pociąg.
„Dwa przystanki i do domu.” – pomyślałam.
We trójkę, czyli ja, dwuletni Iventy i mój skromny ciążowy brzuch wsiedliśmy do średniozatłoczonego tramwaju. Nie sądziłam, że wywołamy takie dziwne zamieszanie wśród współpasażerów podróży. Godzina 12 z minutami. Zero korków na ulicach, a i w tramwaju nie było tłoku. W tramwaju młodzi ludzie i ich teczki. To musiała być idealna pora dla studentów, którzy przemieszczali się z punktu A do punktu B.
Byli pewnie styrani porannymi zajęciami na uczelni. Wiecie, co mam na myśli. Mętny wzrok, powolne ruchy i te sprawy. Metabolizm wyciszony, percepcja zachwiana. Prędkość przesyłu raczej minimalna, patrząc na ich miny.
Jednak wykrzesali z siebie jeszcze ostatki energii, aby w jedną milisekundę odwrócić swój wzrok ze mnie i Iventego na tramwajową szybę, gdy wsiadaliśmy! Zrobili to szybciej niż zrobiłby to jakikolwiek kung fu karate mistrz! Pełen szacun za tę wzrokową mobilizację!
Popatrzyłam na nich z zainteresowaniem, ale nie odwzajemnili mojego spojrzenia. Spoglądnęłam raz jeszcze w lewo i prawo, czy nie ma w tramwaju jakiegokolwiek wolnego miejsca. Niestety, wszystkie siedzenia były zajęte. Gdybym jechała tramwajem sama, zupełnie nie zaprzątałabym sobie głowy szukaniem wolnego miejsca. Czuję się w ciąży znakomicie, jak do tej pory, i ani stanie prosto, ani mocne trzymanie się uchwytu nie sprawiłoby mi najmniejszego problemu.
Jednak tym razem trudno mi było utrzymać w ryzach mojego Syna, który miał ochotę oglądnąć każdy kąt i nic nie robił sobie z tego, że tramwaj właśnie ruszył, a ja próbuję skasować bilet. Niestety moja mobilna aplikacja Mobilet akurat odmówiła posłuszeństwa i nie mogłam skorzystać z tego udogodnienia.
„No, trudno” – pomyślałam.
Trzymając Ivka kurczowo za rękę udało mi się znaleźć drobne i wybrać właściwe bilety. Tramwaj akurat skręcał, dlatego chwyciłam Młodego jeszcze mocniej, aby poczuł, że to nie przelewki i trzeba stać prosto, blisko swojej mamy. Bilety się wydrukowały, a ja spojrzałam raz jeszcze w stronę tłumu. Wszyscy, jak jeden mąż, albo spali, albo szukali czegoś za oknem.
Spojrzałam raz jeszcze w stronę młodego chłopaka, który właśnie założył na uszy słuchawki i siedzial akurat na uprzywilejowanym miejscu, z deską pod stopami. Na krótką chwilę spotkaliśmy się wzrokiem, po czym on szybko uwolnił się od mojego spojrzenia.
„Okay, stary” – pomyślałam.
„Uwolnię Cię od tego Twojego schematyzmu myślowego i dam lekcję, o której zapomnieli Twoi rodzice. A Twoi „Starzy” są zapewne w wieku moich, bo wyglądaliśmy na równolatków.”
I może zanim przejdę do meritum, to napiszę kilka słów wyjaśnienia. Należę do grona wyluzowanych matek, równych babek, jeśli mogę tak o sobie napisać starając się być obiektywna. Nie pluję jadem i raczej mało emocjonuję się w sytuacjach kontrowersyjnych. Zdarza się, że emocje niestety biorą u mnie górę, jak w tym wypadku. Z perspektywy czasu patrząc, postąpiłabym pewnie w innym stylu, bardziej elegancko. Biję się w pierś.
Mam też dobre zdanie o naszej młodzieży. Sama kiedyś byłam styranym studentem, który miał dosyć psora od łaciny i marzył, o tym aby wsiadając do tramwaju zapomnieć o oblanym kolokwium. Ale helou! Życie nie zwalnia nas [w moim przekonaniu NIGDY!], od tego, aby wykazać się kulturą osobistą, która powinna być wpojona przez naszych rodziców i pięlęgnowana przez nas samych! Dorosłość, cholera, zobowiązuje! A rolą naszych rodziców w naszym dzieciństwie było zaszczepienie w nas zachowań, które będą pozytywnie kiełkować w naszym dorosłym życiu! Wyobrażacie sobie jazdę tramwajem jako obserwator-matka albo ojciec, i sytuację podobną do mojej, a w roli głównej występowałoby Wasze dziecko, które udaje, że nie widzi kobiety z dzieckiem stojących jak kołki? I w najlepsze siedzi na miejscu, które powinno zwolnić, bo tego chyba wymaga od nas – ludzi, nasza kultura? Spaliłabym się ze wstydu na miejscu hipotetycznej matki. Serio.
Wracając do tego zmęczonego studenta. Doszłam do wniosku, że tym razem nie będę cicho stać jak baranek i skonfrontuję moje myśli z rzeczywistością werbalizując je. Mając jednocześnie nadzieję, że robię chłopakowi przysługę, tak naprawdę. Bo taką samą nauczkę chciałabym, aby dał ktoś inny widząc moje dziecko w analogicznej sytuacji.
Podeszłam do niego, stanęłam w bezruchu i nie robiąc dosłownie nic zmusiłam go do spojrzenia na mnie i moje dziecko. On, prawie sparaliżowany, wstał.
„Stary, wiesz dlaczego zmusiłam Cię do tego, abyś ustąpił mi miejsca?” – powiedziałam głośno, aby usłyszał mnie nie tylko on.
Nic nie odpowiedział. Wszyscy nagle obudzili się i zwrócili swój wzrok w naszą stronę.
„Abyś spotkał się ze swoim lenistwem i brakiem kultury twarzą w twarz. Spotkanie udane?”
Po czym wyszłam z moim dzieckiem z tramwaju, bo był już na nas czas.
Jak zachowalibyście się w podobnej sytuacji? Czy zareagowalibyście podobnie do mnie czy inaczej załatwilibyście tę sprawę? Nie zmienię całego świata, wiem. Jednak nie będę dłużej przyzwalać na to, aby tolerować rzeczywistość, która ewidentnie nie radzi sobie w niektórych sytuacjach…







