Jak ustrzec się przed infekcjami jesienią i zimą?

napisała 18/09/2017 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Mamy wrzesień. To jest jeden z tych miesięcy, kiedy drżę z niepokoju i zastanawiam się, czy damy radę całą rodziną ustrzec się infekcji i wejdziemy w piękną, polską jesień bez szwanku. Czy może jak w zeszłym roku rozpoczniemy … maraton chorowania!

Zeszłej jesieni główne „podziękowania” za zarażanie dzieciaków kieruję do mojego Męża, który wracając czy to ze Stanów, czy z Australii czy Azji, przywoził nam wirusy, które rozkładały nas doszczętnie, z panem domu na czele. Przedszkolne infekcje tylko wbijały gwóźdź do zeszłorocznej infekcyjnej trumny.

To nie to, że się skarżę. Mam jednak w pamięci obraz zeszłego roku i obiecałam sobie wtedy, że w po Nowym Roku nie ze mną te numery! Oprócz prób hartowania moich bąbli wiosną i latem, kiedy mniej chorowali, skończywszy na pieczołowitych modyfikacjach ich diety, z ograniczeniem cukru na czele, pewnego dnia znajoma z Kalifornii podsunęła mi pewien pomysł, który z kolei jej zasugerowała ich lekarka rodzinna, od dwóch lat dbająca o zdrowie jej rodziny.

Sofia właściwie nie napisała mi podczas tamtej wymiany zdań zbyt wiele, ale zadała mi jedno pytanie, które właśnie odnosiło się do tego, że oni całą rodziną przestali tak często chorować, odkąd zaczęli stosować się do pewnej zasady:

– Madga [tak na mnie mówi nie potrafiąc wymówić mojego imienia poprawnie ;-) ], jaka jest pierwsza czynność oprócz umycia rąk, jaką wykonujecie całą rodziną po przyjściu do domu?

– Szczerze, to po całym dniu biegania to tu, to tam i przyprowadzenia starszego syna z przedszkola, to ja ruchem koszącym rzucam się na sofę i tak tkwię bezczynnie przez jakiś kwadrans aż jedno z dzieci zawoła, że jest głodne ciągnąc mnie za nogawkę.

– No, no. Znam to i ja. Ale czyli jak? Przychodzisz do domu, myjesz ręce i rzucasz się na sofę i tyle?

– No raczej tyle.

– A ja robię coś jeszcze, my sweatheart. – dodała. A ja lecę umyć ręce, a później każdemu z nas czyszczę nos aplikując spray do nosa na bazie wody termalnej! Nie tylko oczyszczam nam nozdrza ze smogu, który w Los Angeles coraz częściej nas nawiedza, ale też usuwam te wszystkie zanieczyszczenia czy wirusy lub ewentualne bakterie. Nasza Lucy, która się nami opiekuje, mi to poleciła!

– No ale w sensie tak codziennie robisz? Za każdym razie jak przychodzicie z pracy i przedszkola?

– Dokładnie tak. Ja nawet mam z Barry’m dyżurny spray w samochodzie. Traktuję to jako codzienną toaletę naszego nosa, przez który dostaje się większość tego, co powodowało u nas do tej pory infekcje.

To był trop, z którego postanowiłam skorzystać! Raz kozie śmierć – pomyślałam.

Zdarzało mi się o tym zapomnieć w miesiącach wakacyjnych, przyznaję bez bicia, szczególnie z moim Juniorem. Ale odkąd Starszak chodzi do przedszkola, to obowiązkowo po każdym przyjściu do domu, czy to z placówki czy ze spaceru fundujemy kilka psików czyszczących z izotonicznego roztworu na bazie wody termalnej. I lepiej wtedy śpię, w sensie – jestem spokojniejsza. Odpukać żadnej infekcji u Starszaka nie widzę na horyzoncie!

Dodam tylko, że staram się dbać o to, aby tę końcówkę po każdym myciu opłukać i nie fundować kolejnemu psikającemu bakterii poprzednika. Czasami o tym zapominam, ale obiecałam sobie pilnować się w tym względzie. To samo zresztą należałoby zrobić np. po inhalacjach przy użyciu inhalatora – bezwzględnie należy opłukać końcówki, z których korzystamy.

Dlaczego wybieram izotoniczny roztwór na bazie wody termalnej, jako jedyny na razie dostępny na rynku w Polsce?

Znajdziecie go pod nazwą Naso Drill. Stosowany profilaktycznie, nawet codziennie, nie wysusza śluzówki nosa. To dla mnie turbo ważne, bo w zeszłym roku krwawienia z nosa wg naszej pediatry były spowodowane wysuszeniem silniejszymi preparatami. To była nasza zmora! Strupki w nosie – nic przyjemnego… Ten roztwór sprawdził mi się też przy delikatniejszych infekcjach. Ja taką infekcję zaliczyłam w lipcu będąc w ciąży i o dziwo ani razu nie miałam krwawienia z nosa, a nos był dobrze wyczyszczony i odetkany. Ten spray można stosować już u dzieci od 1 miesiąca życia. Dodam tylko, że w ciąży opcji leczenia infekcji jest dostępnych bardzo mało. Mnie ratują tylko naturalne sposoby, z syropem z cebuli i czochu na czele, czego nie może przeżyć mój małżonek ;-)

 

.

W lipcu starszak zaliczył też chrypę, od której zaniemówił [co w sumie było balsamem na moją skołataną matczyną duszę, bo on potrafi trajkotać 24/7 :D ] prawdopodobnie spowodowaną darciem się wniebogłosy na swojego młodszego brata. Wtedy z pomocą przyszedł nam syrop Petit Drill dla dzieci od 6 m.ż., który dostaliśmy miesiąc wcześniej, i akurat była okazja do jego przetestowania. Dla starszych dzieci, powyżej 6 roku życia jest drugi syrop, Petit Drill Junior.

Nie stosowaliśmy go wcześniej, ale ukoił gardło Starszaka. Syropy Petit Drill są bez cukru i parabenów, na bazie wysokiej jakości glicerolu, czyli cudownie nawilżają gardło i stosuje się je na podrażnienia tych okolic (np. chrypkę, suchy kaszel np. spowodowane suchym powietrzem itp.). Czasami wystarczy poprzestać na delikatniejszych środkach jak ten, bo podrażnienie gardła spowodowane może być np. wysuszeniem śluzówki, zamiast faszerować maluchy od razu silniejszymi środkami. Co prawda mam nadzieję, że infekcje nas wszystkich ominą w tym roku, ale gdyby Was nawiedziły, to obczajcie powyższe. Zarówno syrop Petit Drill, Petit Drill Junior jak i spray do nosa Naso drill są wyrobami medycznymi. 

O dziwo, odkąd zastosowaliśmy żelazną zasadę mojej Sofii dotyczącą czyszczenia nosa roztworem na bazie wody termalnej, Starszak w tym roku zaliczył tylko 3 infekcje, a w zeszłym był chory prawie 1/2 roku! Tfu, tfu, odpukać w niemalowane! ;-)

Pięknej, polskiej, złotej i zdrowej jesieni! Mam nadzieję, że rytuał czyszczenia nosa po przyjściu ze spaceru czy przedszkola ustrzeże Was chociaż częściowo przez jesiennymi infekcjami! My cały wrzesień szalejemy z latawcami! Największą zajawkę mam ja sama! :D

 

 

 

 

.

P.S. Przychodzi wieczór. Moi chłopcy już ledwo żywi z matką na czele ;) Ja zaraz zamykam okno (standardowo wietrzę sypialnię przez spaniem), wrzucam ich do wanny i będę czekać na ten błogi, wieczorny spokój, który każdemu rodzicowi powinien się należeć jak psu buda!

 

P.S. Niech wrzesień i październik będzie dla naszego i Waszego zdrowia łaskawy! ;-)

 

Podobne wpisy