Podczas tych kilkanastu lat, które zostało mojemu Synowi do pełnoletności, chciałabym nie tylko przygotować go do dorosłości, nauczyć samodzielności, odpowiedzialności, kultury, obowiązkowości, …
Chciałabym także pozwolić mu cieszyć się czasem pozbawionym większych trosk. Chciałabym, aby wspominał dzieciństwo jako radosny etap. Etap pełen przygód, ciekawych wyzwań, przydatnych lekcji. Czas przepełniony odkrywaniem, próbowaniem, dotykaniem, smakowaniem, wąchaniem. Czas prób.
Chcę, aby Ivo znał smak malin, poziomek, ale i gorzkich źdźbeł trawy.
Chcę, aby poczuł zimno morskiej fali i rwącego potoku, ale i dotknął żarzącego się węgielka w ognisku.
Chcę, aby nauczył się chodzić po wysokim murku i by potrafił wstawać po upadku do brudnej kałuży.
Chcę, aby umiał posługiwać się nożem i widelcem, ale także by doznał efektów słodyczowego łakomstwa.
Podczas wielu lekcji, które na niego czekają, będę mu towarzyszyć i pomagać wysuwać wnioski z jego działań. Podczas niektórych nie będę obecna – będą inni, którzy wskażą efekty jego poczynań, bądź on sam dojdzie do pewnych konkluzji.
Chciałabym jednak, aby jego dzieciństwo było przede wszystkim pozytywne, radosne i owocne w przygody. Tak samo jak moje.
Zabrzmi to może zbyt patetycznie, ale ciekawa jestem, toteż zapytam. A Ty? Czy pozwalasz swojemu dziecku być dzieckiem?
Feel free to read this post in ENGLISH [click]
Ten wpis możesz przeczytać także po ANGIELSKU [click]







