Przyznam bez bicia, że nie słyszałam o tym wcześniej, dopóki nie otrzymałam maila w tej sprawie od Ani G., która jest studentką fizjoterapii. Mail od Ani zbiegł się w czasie z rozmową z jedną z pań pracujących w przedszkolu mojego starszaka, która zwróciła uwagę na tę nieprawidłową pozycję ciała jednemu z przedszkolnych maluchów i jego mamie.
Po rozmowie z naszą zaprzyjaźnioną rehabilitantką potwierdziły się informacje o tym, że warto zwrócić uwagę, gdy nasze dziecko siada w ten sposób. Myślałam na początku, że to kolejny raz, kiedy robi się z igły widły, tymczasem okazało się, że jeśli nie zadziałamy odpowiednio wcześnie, to jest ryzyko, że tego typu siad może prowadzić do wad postawy.
O jaki siad dziecka chodzi? A chodzi o klasyczną pozycję W, albo inaczej siad W. Dzieci przyjmują tę pozycję siedząc zazwyczaj na podłodze albo na łóżku. Ten siad polega na tym, że dziecko siedzi na pupie, jego kolana są zgięte a stopy nienaturalnie wykrzywione. Nogi są rozstawione na boki i kształtem siad ten przypomina właśnie literę „W”.
Niektóre dzieci naturalnie przyjmują tę pozycję siedzącą na podłodze, a niektóre naśladują swoich rodziców. Ja co prawda nie przepadam za tego typu siadaniem, ale wujek moich chłopaków mógłby godzinami bawić się resorakami siedząc właśnie w ten sposób i dziwnym trafem moi chłopcy naśladują wtedy swojego wujka a ja koryguję wtedy bawiącą się trójcę ;-)
Pewnie się zastanawiacie, co niebezpiecznego jest w tej pozycji. Ja też się głowiłam, o co chodzi. Pomyślałam sobie najpierw: „A co może być złego w siedzeniu przez parę minut dziennie w siadzie W?” Okazuje się, że nic złego nie stanie się jeśli dziecko raz na jakiś czas siedzi w ten sposób, zamiennie z siedzeniem po turecku, z nogami wyprostowanymi czy choćby na brzuchu. Gorzej jeśli ta pozycja jest dominująca i siedzenie w ten sposób trwa kilkadziesiąt minut dziennie albo nawet kilka godzin. Zbyt częste lub zbyt długie siedzenie w pozycji „W” może negatywnie wpływać na prawidłowy rozwój i wzrost dziecka, ale też bez przesady i ataków paniki. Warto mieć tę informację z tyłu głowy i obserwować nasze dziecko.
Podczas gdy dziecko przez długi czas siedzi w pozycji W, nie stymuluje stóp wtedy w odpowiedni sposób. Co więcej może nasilić ich rotację do środka lub na zewnątrz. Żeby tego było mało ogranicza również rotację w tułowiu. W rezultacie prowadzi to też do nieprawidłowego układania się miednicy i może powodować wyższe ułożenie kręgosłupa ciała, głowy i obręczy barkowej. Ostatecznie nieprawidłowo układa się również miednica, która narzuca wyższe ułożenie kręgosłupa, obręczy barkowej i głowy.
Skutkiem tego może być skolioza kręgosłupa. Czyli kolokwialnie to ujmując: „pozamiatane” , ale warto mieć to na uwadze i regularnie korygować maluchy podczas siedzenia. Ja tak robiłam z moim Juniorem, który uwielbiał tak siedzieć. Jakakolwiek próba poprawienia jego siadu skutkowała płaczem i wkurzaniem się na mnie ;-) Aż po którymś razem Teosiek zaskoczył i zaczął siadać w pozycji Pinokia, jak to nazywam ;-)
Siad W może być skutkiem np. obniżonego napięcia mięśniowego, problemów z równowagą bądź hypermobilnością stawów, co warto skonsultować u ortopedy albo fizjoterapeuty. Natomiast częste siedzenie w tym siadzie może skutkować np. skoliozą, osłabieniem mięśni tułowia, koślawieniem kolan, problemem z rozwojem stawów biodrowych a także kolokwialnym „platfusem”, o czym przestrzega drugi lekarz w poniższym video. Jak widać, nawet wśród specjalistów zdania są podzielone, i niektórzy zalecają ostudzenie emocji w tym względzie a drudzy zalecają zdecydowane korygowanie postawy, aby uniknąć ewentualnych problemów w przyszłości.
Moim zdaniem zdecydowanie warto nie panikować, a korygować malucha i zachęcać go do zmiany pozycji siedzącej, co w naszym przypadku świetnie zdało egzamin. W chwili obecnej siad W występuje naprawdę sporadycznie a ja mam czyste sumienie, że nie będzie się to przyczyniało np. do nieprawidłowego stawiania stóp w przyszłości. :-)







