Zaczynam obserwować wyścig, który nie do końca rozumiem. Dziewczyny publicznie wszem i wobec chwalą się, że one „przytyły tylko 5 kilo!”. A druga dodaje: „Ja tylko 6, ale wszystko szybko zrzuciłam, bo się nie obżerałam jak inne!”. I tak sobie wtórują bez przerwy.
Tymczasem dodatkowe kilogramy w ciąży niekoniecznie są zależne od nas! Nie oszukujmy się, każda z nas jest inna. Nie przekona mnie nikt, kto napisze:
„Gdybyś kochana zdrowo jadła, to nie spasłabyś się jak prosię. O popatrz na twoje nogi jak kołki. Wystarczy dobrze zbilansowana dieta, trochę ruchu i wyglądałabyś nie jak wieloryb, a jak normalna kobieta w ciąży.”
Normalna kobieta w ciąży? Litości! Taki komentarz co do swojej wagi dostała Weronika. Weronika zawsze odżywiała się zdrowo. Miała sporo ruchu. Kiedy zaszła w ciążę niewiele się zmieniło. Apetyt pozostał ten sam, umiarkowany. Ograniczyła jedynie kilometry biegania i przerzuciła się na orbitrek. Szczerze podziwiam Werkę, bo wiem, że często ciąża rozleniwia i mamy mniej energii życiowej i musimy walczyć z sennością. Ale hej! Nikt nie musi w ciąży być wulkanem seksu, zyskać 100% do pewności siebie i tryskać energią. U Weroniki wszystko było pozytywne, ale co miesiąc dostawała 2 kilo w gratisie.
” Jak to? Pewnie podjadasz? Kolejne dwa kilogramy? Nie możesz aż tyle przytyć w ciąży. Jak za dużo przytyjesz w ciąży, to dziecko może być przez Ciebie chore a później tego za cholerę nie zrzucisz. Może więcej się ruszaj? ” – teściowa wtórowała.
Mąż Weroniki to usłyszał i raz na zawsze zakończył komiczne przytyki, za co biję mu ogromne brawa!
„A Mamusia nie ma nic innego do roboty? Zamiast się wpieprzać w nasze życie, to proponowałabym spojrzeć do lustra i zająć się sobą!”
Wera ciążę zakończyła z 20 kilogramami na plusie. Maleństwo ma teraz 6 miesięcy, a ona zgubiła 13 kilo. Nie czuje presji posiadania idealnej sylwetki i bezpardonowo uważa, że te 7 kilo to naturalna rzecz. I w tym miejscu przybijam Werce dużą pionę!
Kto wreszcie głośno i publicznie powie, że nowym kanonem dojrzałego matczynego piękna są nie te wyretuszowane do bólu dziewczyny, a kobiety, których brzuchy zdobią rozstępy na brzuchu będące ich najpiękniejszym tatuażem?
Kiedy wreszcie nasi mężczyźni, wszyscy jak jeden mąż, po urodzeniu naszego maleństwa staną naprzeciwko nas i powiedzą:
„Kochanie, piękna jesteś, jak zawsze! Kocham wszystko to, co się w Tobie zmieniło. Kocham każdy centymetr Twojego ciała. Wykonałaś świetną robotę i dałaś mi najpiękniejszy prezent, jaki mogłem kiedykolwiek otrzymać. „
Czy to nie byłaby jedna z piękniejszych męskich deklaracji? Nie kupuję, sorry, tych wszystkich matek herosek z pierwszych stron kobiecych magazynów, które każą nam pędzić po ciąży za niedoścignionym dla wielu kanonem 90-60-90 ! Wiem, że takie istnieją i wiem, że dla niektórych schudnięcie po ciąży jest bułką z masłem, i nie jest katorgą a naturalnym procesem. To jednak nie moja bajka.
Nie wszystkie kobiety dostały w pakiecie dobre geny, świetny metabolizm, ochotę i czas na bieganie. Te pierwsze lata z dziećmi to dla wielu z nas okres dojrzewania, przewartościowywania, szukania własnej drogi, zbierania siły.
Uprzedzę pytania. Tak, oczywiście, że lubię się sobie podobać! Chciałabym wyglądać tak, jak wyglądałam 10 lat temu. Ale aby móc prężyć się na golasa przed lustrem z satysfakcją i bez cellulitu na wierzchu musiałabym zrezygnować z wielu innych rzeczy, a moja doba rozciągliwa nie jest za cholerę! W moim przypadku dobrze zbilansowana dieta i spacery nie wystarczą do powrotu wagi sprzed 10 lat. Dopiero intensywne ćwiczenia pomogłyby mi dojść do optimum.
Na razie odpuszczam. Świadomie odpuszczam! Ile przytyłam i ile mi po ciąży zostało? Tyle ile trzeba! Tyle, aby móc urodzić zdrowe dziecko i cieszyć się rodzinnym szczęściem. Tyle ile potrzeba, aby być kochającą mamą i kochaną przez męża żoną!
Piona! :*
P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu ❤ Jeśli macie ochotę puścić go dalej w świat – z góry dziękuję! :*







