Im częściej przebywam w niektórych skupiskach ludzkich, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że ludzie są cholernie różni. To nie to, że ja mam zawsze rację. Bo nie mam!
Tylko mam wrażenie, że moje postrzeganie świata bywa czasami tak totalnie odmienne, że zastanawiam się, czy coś przypadkiem nie jest ze mną nie tak ;-)
Później jednak doprowadzam się do pionu i dochodzę do wniosku, że skoro mam jeszcze głowę na karku i wg najbliższych potrafię zachować zdrowy rozsądek, to znaczy, że raczej jest ze mną wszystko ok. Powtarzam: „raczej” ;-) A propos tych skupisk ludzkich: jeszcze przed świętami wielkanocnymi siedziałam sobie na ławeczce z moimi dziećmi w jednym z centrów handlowych [tak, wiem, że tam są bakterie i niektórzy mogliby mnie za to zlinczować :P ale ja z tych, co lubią ryzykować ;-)]. Właściwie „siedziałam”, to byłoby za dużo powiedziane. Próbowałam usiąść – byłoby bardziej trafne ;-) Próbowałam na chwilę usiąść z moją dwójką chłopaków. Jednemu wręczyłam bidon, a drugiemu próbowałam wcisnąć suchą bułkę, aby choć na chwilę dał spokój z jęczeniem o byle pierdołę. Wcisnęłam juniorowi bułę i nagle czuję, że prawie spadłam z ławki.
Pewna mama pchająca wózek ze swoim dzieckiem w środku pisała coś na swoim smartfoniku i nie zauważyła ławki, na której siedziałam z moim starszakiem. Wjechała w nas kołami i bez żadnego be ani me usiadła obok. Nie wytrzymałam i wycedziłam:
„Dość odważny manewr. Prawie nas Pani staranowała.” – powiedziałam.
„Ehe.” – i dalej ze wzrokiem tępo wrytym w telefon stukała kobiecina w ekran.
„Widzisz, Ivo. – powiedziałam do mojego starszaka. Ta Pani nie dość, że w nas wjechała, to nawet nie powiedziała „Przepraszam”.
Oszczędzę Wam ciągu dalszego tego dialogu, bo do najprzyjemniejszych nie należał.
Siedziała obok nas i kontynuowała klepanie w ekran telefonu. Wtem nagle się odezwała do swojej około dwuletniej córeczki:
„Znowu żeś się zsikała?! Nie mam już do Ciebie siły! Zakładam pieluchę, to nie sikasz. Ściągam, to siurasz, gdzie popadnie! Ile można do Ciebie mówić?! Nie mam zamiaru kupować nowego opakowania pampersów!! Jeszcze raz a się policzymy.” – gestykulując kontynuowała swój jazgot.
Już chciałam zwrócić jej uwagę, ale powstrzymał mnie płacz mojego juniora, który strachem i szlochem zareagował na jej utyskiwania. Pewnie wdałabym się w potrzebno-niepotrzebną dyskusję, z której i tak nic by nie wyniknęło, bo emocje w tamtym momencie rozsadzały mnie od środka. To był ten typ człowieka, który z klapkami na oczach i tępym wzrokiem realizuje publiczne niewiadomoco. W tym samym czasie podszedł do niej sporych gabarytów mężczyzna w garniturze i poprosił ją razem z wózkiem na bok handlowej alejki. Usłyszałam tylko z daleka: „Jeszcze raz, jeszcze tylko raz …” i dalsza część pozostała tajemnicą. Nie mam pojęcia, co jej powiedział, ale wyglądała co najmniej tak, jakby zobaczyła ducha. Mam wielką nadzieję, że przemówił kobiecie do rozsądku, bo stosowanie przemocy słownej do dziecka, to najkrótsza droga do wychowawczej porażki. Szkoda tylko dziecka. Naprawdę, patrząc na tę małą dziewczynkę zrobiło mi się tak cholernie smutno, że przez cały dzień analizowałam zachowanie tej matki, mając w pamięci oczy tej małej istoty wybałuszone jak małe węgliki nie za bardzo rozumiejące, o co w ogóle chodzi matce.
Z tamtą sytuacją powróciły moje wspomnienia z odpieluchowania mojego starszaka, który dopiero mając 2,5 roku na dobre pożegnał się z pieluchami. Pierwsze próby związane z tym, jak go odpieluchować, podjęliśmy w okolicach jego pierwszych urodzin. Starszak patrzył wtedy na nocnik jak na najlepszą zabawkę, która wcale nie służy do sikania, a bardziej do lizania i ewentualnej zabawy. Kiedy sadzaliśmy go na nocnik, to on zupełnie nie kumał kolokwialnej „czaczy”. Sikał dopiero wtedy, gdy z tego nocnika schodził. Później jeszcze kilkukrotnie próbowaliśmy różnymi sposobami zachęcić go do porzucenia pieluch, ale po jego zachowaniu w porę ogarnęliśmy się, że to nie ma najmniejszego sensu, bo nasz kochany koleś nie jest zainteresowany tematem!
Doszliśmy do jakże rezolutnego wniosku ;-), że cholera jasna: nikt ze znanych nam dorosłych osób nie sika w majty ani w pieluchę, czyli wszystkie znaki na niebie wskazują, że … i nasz Syn do 18-stego roku życia się odpieluchuje :-D I to był najlepszy trop, na jaki mogliśmy wpaść! Oczywiście, to że my wpadliśmy na niego, wcale nie zmniejszyło głupkowatych pytań otoczenia pojawiających się przy każdej niemalże wizycie:
” Jeszcze sika w pieluchę?!”
” Jeszcze nie odpieluchowany? Moje na nocniku siedziało już od ukończenia sześciu miesięcy!”
„Ojeeej, to on jeszcze sika w pampersa?!”
„I co? Odpieluchowujecie się?! Czas chyba najwyższy?”
„Dwa lata ma i nie robi kupy na nocniku? ”
„A gdzie nocnik? Dawaj mi gu to, to go nauczę!”
Z całym szacuneczkiem, ale weź Ty się Drogi Człowieczku odchrzań od mojego dziecka. Rozumiem troskę, ale litości! Ile razy można analizować fakt, że nasz Syn nadal sika w pieluchę. Czy ja się Ciebie pytam, czy masz obstrukcje? Albo czy korzystasz już z pampersów dla dorosłych? Co to w ogóle za dyżurny temat, z którego robi się publiczno-rodzinną debatę?
Nie sika do nocnika, bo nie jest na to GO-TO-WY! Najskuteczniej jest właśnie poczekać na dziecięcą gotowość a nie zamęczać małego człowieka… Analogicznie do Ciebie – nauczysz się płynnie mówisz w drugim języku, gdy będziesz miał na to ochotę i potrzebę.
Naprawdę, nie sztuka zamęczyć dziecko i sadzać je na siłę, fundując mu odpieluchowującą krucjatę, z której nic sobie nie będzie robiło, a może nawet jeszcze przysporzymy mu bezsensownych stresów. To nie jest żaden odpieluchowujący egzamin maturalny, który może świadczyć o jakiejkolwiek ponadprzeciętności czy wyższym ilorazie inteligencji dziecka, jak to się niektórym wydaje. To też niekoniecznie lenistwo rodziców, tylko chęć oszczędzenia dziecku stresów, bo tak, takie odpieluchowanie może stres generować.
Po prostu, jedne dzieci są na to gotowe w wieku 6 miesięcy, a inne w wieku lat trzech. Jednym dzieciakom z tym po drodze, a drugie zakumają dopiero przy dwudziestym podejściu w wieku lat trzech!
Nie róbmy z odpieluchowania walki na śmierć i życie. Grunt, to zdrowy rozsądek. Piona!
P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu ❤ Możecie też go podać dalej. Dziękuję!







