Droga Mamo, która szłaś tamtego popołudnia krakowskimi Plantami w stronę Barbakanu pchając wózek ze swoim maleństwem. Pchałaś ten wózek kilka kroków przede mną i delektowałaś się tym chłodem, który dawał wszystkim ulgę od promieni słonecznych.
Szłaś spokojnym krokiem i delektowałaś się tą ciszą, o którą często w macierzyństwie trudno. Zapewne Twoje maleństwo dało Ci popalić wcześniej, jak i moje dawały, gdy miały zaledwie kilka miesięcy a trudno było wtedy odgadnąć ich potrzeby. Karmiłam, przewijałam, karmiłam, tuliłam, przewijałam a i tak zawsze było czegoś za mało albo za dużo.
Pchałaś ten wózek. Dzień był upalny. 28 stopni. Słońce w pełni. Ja zdecydowałam się na spacer w bluzce z krótkim rękawem, choć i tak było mi w niej za gorąco. Ty też ocierałaś pot z czoła, bo te znikome fragmenty ścieżki w cieniu dawały tylko pozorną ulgę od ciepła. Wszyscy się roztapialiśmy – to było pewne.
Patrzyłam tak chwilę na Ciebie i przypomniałam sobie moje pierwsze macierzyńskie początki. To było jedno pasmo niewiadomych i pytań, które zadawałam samej sobie. Z perspektywy czasu wiem, że popełniałam wiele błędów i mogłabym robić coś lepiej. To jednak praktyka czyni mistrza. Tymczasem ja mam dwójkę dzieci i dalej mi do mistrzostwa daleko.
Ja trzymając za rękę mojego starszaka a Ty pchając wózek skręciłyśmy w pewnym momencie jednocześnie w stronę płyty krakowskiego Rynku. Obie spacerując w pełnym Słońcu prawdopodobnie szybko tego pożałowałyśmy, że uciekłyśmy od tamtego cienia.
Nagle się zatrzymałaś. Popatrzyłaś, z której strony padają promienie słoneczne i jeszcze szczelniej przykryłaś swoje maleństwo kocykiem naciągając go na budkę aż po rączki wózka, aby żaden promień Słońca nie dotarł do niego i nie uszkodził tej jego delikatnej skóry. Nie czułaś na sobie mojego wzroku, ale ja cały czas dyskretnie patrzyłam na Ciebie. Jakbym siebie widziała, gdy przed czterema laty pchałam wózek z dwumiesięcznym synem i tak jak Ty wtedy …
… nieświadomie dusiłam moje dziecko w wózku fundując mu horrendalnie wysoką temperaturę wewnątrz i zero przewiewu.
Spacerując tak nakryłam wtedy mojego kilkumiesięcznego Syna kocykiem tworząc nad jego wózkiem coś na kształt zasłony nie wiedząc, że mogę doprowadzić nie tylko do przegrzania dziecka, ale nawet do udaru. Zmontowałam jemu pewnego rodzaju termos, który sprawiał, że temperatura rosłaby wewnątrz i rosła, niemalże bez końca. Myślałam, że te lufciki po bokach wózka cokolwiek dadzą, a zasłona z kocyka ochroni mojego Syna przed promieniami Słońca. Takich mam jak ja przykrywających wózek kocykiem albo kilkoma tetrami było wtedy zdecydowanie więcej.
I wtedy właśnie podeszła do mnie pewna kobieta, jak i ja dzisiaj do Ciebie podeszłam, i powiedziała szeptem, abym usłyszała to tylko ja nie czując skrępowania:
– Proszę odsłonić to maleństwo, proszę mi zaufać. Wiem, że Pani nie zdaje sobie sprawy z tego, że w środku wózka przez ten kocyk jest kilkanaście stopni gorącej niż na zewnątrz. Szkoda maluszka. Pozdrawiam.
A Ty podziękowałaś za te dyskretne szepty i zdjęłaś kocyk z wózka. Matczyne porozumienie to coś nieocenionego. Dziękuję Ci za zaufanie ♥
Przykrywanie wózka kocykiem czy tetrą a co za tym idzie zmniejszanie cyrkulacji powietrza wewnątrz jego powoduje wzrost temperatury w środku, co może nie tylko skutkować problemami dziecka z oddychaniem, ale również przegrzaniem a nawet udarem. Temperatura wewnątrz wózka w słoneczny dzień podczas 25 stopni Celsjusza może wzrosnąć nawet do 40 stopni Celsjusza. Aby dziecku zagwarantować cień nie doprowadzając do przegrzania warto zaopatrzyć się w parasolkę przeciwsłoneczną do wózka oraz ograniczać dłuższe spacery w pełnym słońcu. Dodatkowo warto pamiętać o częstym dopajaniu dziecka i ochronie przeciwsłonecznej.
Konkludując już – wszystkie tak naprawdę kiedyś popełniałyśmy błędy zupełnie nieświadomie. Jednak dobrze mieć czasami życzliwych obserwatorów, którzy bezinteresownie i bez złośliwości pomogą :-)
P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu ❤ Dziękuję!







