A gdy skończy kolejny kierunek na Yale lub Harvardzie i po habiltacji zdecyduje się na astronautykę, to szlag trafi to, że miał być lekarzem [ jak sobie wymarzyliśmy i zdążyliśmy sprzedać wizję całej rodzinie i wszystkim sąsiadom] bo on będzie komponował szablony sudoku do kolejnego numeru Sudoku 5000 w czeskich kioskach. To prowokacja, of kors.
Od kiedy pamiętam chodziłam na zajęcia dodatkowe. Jedne wspominam bardzo miło i nie mogłam doczekać się kolejnych – np. zajęcia z lektorem j.angielskiego, a drugie przeklinałam i drżałam na samą o nich myśl [ gimnastyka artystyczna i taniec towarzyski].
Wiem, że moi rodzice zawsze chcieli dla mnie jak najlepiej. Ich wysiłek w przekonywaniu mnie do pilnej nauki, w szczególności języków obcych, bez których znajomości podróż za granicę wydaje się być teraz obciachem i abstrakcją, nie poszła na marne. Czułam się pewnie w każdym kraju, w którym postawiłam swoją stopę. Dodało mi to pewności siebie – często grałam pierwsze skrzypce jako tłumacz, a także ośmieliło w poszerzaniu swoich horyzontów w innych dziedzinach.
Gimnastyka artystyczna i taniec towarzyski były dla mnie katorgą. Wyginanie się przy drabinkach nie miało jakiegokolwiek sensu w moim przekonaniu. Nie widziałam celu w tym, aby próbować dotknąć swojej głowy stopą ani w tym, aby mój szpagat wyglądał jak próba zamiany stalowych nożyczek w gumowe frędzle. Sam widok osób prowadzących zajęcia wywoływał u mnie dreszcze. Patrząc na to z perspektywy czasu widzę, że trenerzy nie mieli żadnego podejścia pedagogicznego. Co więcej, jawnie faworyzując uczestników, którzy czerpali przyjemność z zajęć, odbierali resztki chęci mniej zaangażowanej reszcie grupy [ btw bardzo licznej zresztą ].
Ale ja nie o sobie chciałam pisać. Zastanawiam się w jaki sposób / czy / kiedy? zacząć próby zainteresowania mojego syna różnymi dyscyplinami [niekoniecznie sportowymi], w których miałby szansę się odnaleźć. Nauka języków obcych z pewnością będzie przez nas – rodziców narzucona, jednak pozostałe zajęcia będziemy stopniowo wprowadzać/eliminować z jego kręgu aktywności. Widzę, że chłopak uwielbia muzykę, co zresztą zostało już nieśmiało zauważone i zasugerowane nam przez jego Wujka, który jest muzykiem. Tutaj nasza rola w stymulowaniu jego rozwoju w tę stronę [ podstawowe instrumenty muzyczne adekwatne do jego wieku już są zamówione]. Mamy oczy i uszy szeroko otwarte. I to chyba najlepsze co możemy robić na tym etapie.
I cóż z tego, że marzy mi się aby Synal trenował judo, skoro on może chcieć grać zawodowo w szachy? Zamiast zdolności matematyczno-informatycznych będzie miał inklinacje do szydełkowania tudzież zostanie poławiaczem pereł na Morzu Egejskim?
AKTUALIZACJA:
Ivo jednak będzie perkusistą! Wujek ma rację!
P.S. Koniecznie włączcie dźwięk w lewym górnym roku! ;-)
#metallicaforlife
zdjęcie: www.homorazzi.com







