Mój Syn jest bardzo ruchliwym stworzeniem. Właściwie bez ustanku porusza swoimi kończynami i zdarza się, że mam problem z jego upilnowaniem w jednym miejscu. Mam wybitnie słabą kondycję, nie zaprzeczam. Szczególnie daje mi popalić wtedy, gdy mam coś pilnego do zrobienia bądź próbuję zrobić zakupy.
Ostatnio wpadłam na genialny pomysł. Może się on Wam wydać absurdalny, dlatego wybaczcie mi drastyczny opis i wątpliwą innowacyjność. Pewnego dnia, kiedy mój syn wpadł w przedzakupowy szał [jak zwykle] i zaczął wymachiwać rękami i nogami na wszystkie strony, ciągnąć mnie za nogawkę i strzelać z procy w sam środek mojego pomarszczonego czoła, doszłam do wniosku, że miarka się przebrała! Ile można wytrzymać? Powiedzcie mi…

Zakasałam rękawy, ukucnęłam przy nim. Zrobiłam groźną minę [niczym Ogr z Gumisiów], znalazłam duże drzewo i oznajmiłam mojemu Synowi:
- Ivo, synu mój. Miarka się przebrała. Nie mogę więcej tolerować Twojego zachowania, toteż zdecydowałam, że przywiążę Cię do tego oto drzewa! [Wybaczcie mi ten wykrzyknik, ale nie mogę ukrywać, że nie podniosłam głosu – jednak bardzo się starałam. Nie wyszło…]
- Mamo! To się całkiem dobrze składa. Też o tym wcześniej myślałem! To jest genialny pomysł! Ty mnie przywiążesz do drzewa a ja będę do niego przywiązany! [Mój Syn dostałby piątkę z logiki, mówię Wam!] Pies dziadków też od czasu do czasu przywiązuje się do drzewa, przy okazji je obsikując! Fajnie, co nie?
- Ivo, synu mój. Ja nie pozwolę Ci obsikiwać drzewa, jednak pokażę Ci w jaki sposób przytulając się do niego możesz uspokoić swoje rozbiegane myśli i zakotwiczysz na pniu szalone rączki.
- Mamo, jesteś genialna! Już czuję się przywiązany!
Mój Syn zrobił wtedy wielkie oczy. Popatrzył na mnie obejmującą brzozę, uśmiechnął się i westchnął prawdopodobnie na znak tego, że bardzo przypadło mu to do gustu. Po chwili sam zrobił dokładnie to samo. Tulił się do drzewa, uśmiechając przy tym znacząco. Od tamtego momentu, gdy nasze myśli są chaotyczne i mamy nadmiar niespożytej energii, zatrzymujemy się podczas spaceru tudzież przed zakupami, przywiązujemy do jednego z drzew, które napotykamy na drodze i w ciszy dotykamy kory, przesuwamy palcami wzdłuż zdrewniałych wyżłobień i uśmiechamy się do siebie ;-)



Poniosło mnie trochę z powyższym dialogiem, jednak sami rozumiecie. Widzę, że mój Syn chciałby mi wiele powiedzieć, ale ma czasami problem z dobraniem odpowiednich słów, toteż czasami publicznie robię to za niego ;-)
Ostatnio zaczęłam zgłębiać swoją wiedzę dotyczącą sylwoterapii [terapii drzewami]. Próbuję zwalczyć mój wrodzony sceptycyzm ;-) Praktykujecie drzewoterapię? Liznęliście cokolwiek z jej zakresu? Uważacie ją może za zbyt kontrowersyjną? Mam zamiar przedstawić Wam w niedalekiej przyszłości moje obserwacje z nią związane ;-)
Myślicie, że jestem wyrodną matką ponieważ przywiązuję go do drzewa?
;-)







