Jestem prawdziwym mieszczuchem. Lubię miasto. Lubię mieć wszystko pod nosem. Pławię się w spacerowaniu między ciasnymi uliczkami krakowskiego Starego Miasta. Ale bywają momenty, że mam tego po dziurki w nosie. Marzy mi się własny ogródek. Pachnące wiosną nowalijki, które sama zasiałam. Morze kwiatów, którymi mogę przystrajać mieszkanie do woli.
Dochodzę nawet czasami do wniosku, że 3 kurki, które latałyby na swoim poletku to też nie byłby głupi pomysł. Zawsze jak myślę o własnych kurach, przypominają mi się znajomi z Anglii, którzy nad życie kochali swoje 20 zielononóżek i każdą wołali po imieniu. To było mistrzowskie a zarazem takie niecodzienne.
Mam obecnie bardzo małe możliwości rozwoju w kwestii bycia działkowiczem z prawdziwego zdarzenia, ale …! Wpadłam na pewien pomysł. Mamy całkiem spory taras, na którym zmieści się co najmniej kilka skrzynek z ziemią. Zasiałam marfefkę, sałatę, groszek zielony, szpinak, por, pomidory. Warzywa, których używamy na co dzień. A jeśli zwiększy się nasze zapotrzebowanie na powyższe, to pomyślimy o zaaranżowaniu dachu w odpowiedni sposób! Sic! :-)
To będzie doskonała okazja dla mnie do tego, aby wykazać się cierpliwością, której mi ostatnio bardzo brakuje, a także sprawdzić czy bycie działkowiczem jest pracochłonne i daje plony, o które warto walczyć. Oczywiście na bardzo małą skalę, ale satysfakcjonującą, myślę :-) A dla Iventego będzie to mała szkółka. Nauczymy się rozpoznawać podstawowe warzywa, a później utrwalimy wiedzę przy odpowiednich książeczkach obrazkowych. Co prawda Ivcio [Tuptusiem zwany] nie jest skory do mówienia do mnie per Mama, ale może jego pierwszym świadomie wypowiedzianym słowem będzie: pomidor ;-P Codziennie rano podlewamy nasze zielone zawiązki i mamy nasz kolejny, mały rytuał :-)
Jestem taka szczęśliva ;-) gdyż ponieważ albowiem: mój ogródek zaczął się ostatnio zielenić! :-)
Jesteście działkowiczami, choćby nawet tarasowo-balkonowymi? Macie jakieś sugestie dla mieszczucha, takiego jak ja, w kwestii np. własnych plonów?









