6 rzeczy, na które żaden rodzic nie powinien żałować pieniędzy!

napisała 24/09/2018 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Bardzo jestem ciekawa, czy zgodzicie się z moją listą 6 rzeczy, na które nie żałuję pieniędzy będąc rodzicem. Odkąd mam trójkę szkrabów, to mam wrażenie, że ta moja lista jest już takim naszym pewniakiem, którego trzymam się sztywno i tylko raz po raz dorzucam do niej jakieś nowinki :-)

Jestem co prawda łasa na nowinki „ze świata i okolic”, ale doszłam już do wprawy wertując nasz rynek. Ucząc się na swoich błędach wiem, że fajnie mieć taką swoją listę sprawdzonych rzeczy. Bo jest ona wyznacznikiem tego, że … nabywamy rodzicielskiego doświadczenia i wiemy już co w naszych rodzinach po prostu … działa!

No to zaczynamy!

1. Książki!

Nie żałuję pieniędzy na książki dla dzieci! Przyznaję jednak, że kiedy mój pierworodny Syn był jeszcze maluszkiem szkoda mi było pieniędzy na książki, bo wydawało mi się, że chłopak każdą z nich zniszczy (czyt.”zje”). Ale dopiero jak skończył rok, to olśniło mnie, że przecież są … książki z twardymi stronicami, często powlekanymi dodatkową folią, która lekko je zabezpiecza przed głodomorami ;-) Dlatego trzymam się pewnej zasady: kiedy dzieci są małe to kupuję książeczki z twardymi, kartonowymi stronicami, a dopiero jak skończą 3 latka, to inwestuję w lepsze książeczki, już niekoniecznie kartonowe, ale z pięknymi ilustracjami!

I tym oto sposobem nasze półki z książkami mamy podzielone na kilka poziomów, a do tych najwyższych półek dosięga tylko starszak, który nareszcie zrozumiał, że książkę warto szanować ;-) I że książki naprawdę wprowadzają w nowy wymiar, za którym można tęsknić!

Mam taką zasadę, że co miesiąc kupuję dzieciom dwie książki. Czasami gdy ponosi mnie fantazja i nowości wydawnicze są wybitne, to łamię ją i kolekcja nasza się szybciej powiększa, nie będę ściemniać ;-)

Też nie żałujecie pieniędzy na książki? Bardzo jestem ciekawa, jak się na to zapatrujecie i co jest w Waszych zbiorach, co moglibyście mi polecić. Większość naszych książek dla dzieci jest jednak nowa, ale często udaje mi się na aukcjach internetowych upolować również stare wydania książek z dawnych lat! I tym oto sposobem wylicytowałam znaną kiedyś serię: „Poczytaj mi, mamo”. Ostatnio czaję się na książeczki typu „pop-up”, takie z trójwymiarowymi stronicami, które podczas otwierania stronic pokazują nam trójwymiarowe historie. Szkoda, że w Polsce takich książeczek tak mało powstaje. Czasami kupuję je na angielskich stronach, bo wybór tam ich jest ogromny!

Audiobooki to też rzecz, która jest naszym odkryciem od 2017 roku! Ale o tym kiedy indziej ;-)

2. Buty!

Dziewczyny, dobre buty dla dzieci ponad wszystko! To jest rzecz, na którą obiecałam sobie, że nie będę żałować pieniędzy i utwierdzam się każdego roku, że dobrze robię.

Moje dzieci pół swojego dzieciństwa biegają boso (i bardzo dobrze!). Ale drugie pół chodzą w butach i skoro tak wiele godzin spędzają w obuwiu, to przecież te buty muszą być dobrze dobrane! Nie ma to tamto. Nie ma, że przyoszczędzę na butach i kupię jakiś półśrodek z sieciówki, bo już wiele razy się na tym przejechałam. Buty mają być porządne, a nie przypadkowe, bo np. ładnie wyglądają albo były w promocji za 2,99 PLN.

Mają być z odpowiednio miękką podeszwą, we właściwym rozmiarze (czyli nie większe niż pół rozmiaru), oddychające, z odpowiednich materiałów. Pamiętam, jak kiedyś założyłam mojemu pierworodnemu buciki, które dostał na drugie urodziny. Wiem, że intencje osoba ofiarujące je miała dobre, bo przecież buty były ze „spajdermenem”, ale po spacerze jego stopa była cała czerwona, z otarciami, i młody kolejnym razem już nie chciał, żebym mu jakiekolwiek buty zakładała na spacer :(

Dobre obuwie przy mojej trójce szkrabów to podstawa! Tym bardziej, że każde z nich ma baaa-aaa-aaardzo wysokie podbicie! Wasze też mają z tym problem? Czy są w ogóle dzieci, które mają niskie podbicie? To wysokie podbicie to akurat odziedziczyli po mnie, dlatego tym bardziej zwracam uwagę na dobre obuwie. Moja babcia zawsze mówiła:

„Magdusia, czego nie wydasz na dobre buty, to wydasz później na fizjoterapeutę.”

I coś w tym musi być!

Jedną z naszych ulubionych marek są buty marki Bobux. Z certyfikatami m.in.: Zdrowa Stopa a nawet Akredytacją Niemieckiego Laboratorium Badawczego TUV. Pierwsze swoje Bobuxy miał Teosiek, kiedy zaczął chodzić i to był wtedy strzał w dziesiątkę.

Bobux to jeden z niewielu producentów obuwia, dzięki któremu moje szkraby nie muszą się męczyć z zakładaniem buta, bo buty cudnie wślizgują się na stopę i na niej później idealnie trzymają!

Poza tym wysoką ich jakość wykonania widać na odległość. Na tę jesień chłopcy mają Bobuxy z serii Aktive, takie trochę lżejsze i na wcześniejszą jesień (zobaczycie je na zdjęciach z Bieszczad), ale mamy też te skórzane i świetnie nam się sprawdziły ostatnio w Krakowie (zdjęcia na górze), gdy było chłodniej i mokro. I widzę już, że będę świetne nawet na przymrozki. Chyba pierwsze buty, których nie muszę zakładać chłopakom i sami sobie z tym radzą! Jaka to ulga przy zbieraniu się na spacer!!! Nie muszę Wam chyba mówić…

Gaia w tym roku też dostała swoje pierwsze Bobuxy. Co prawda w domu w dużej części gania boso, ale już jak idziemy na działkę na dziadków czy tupta sobie przy płotku, to zakładam jej mięciutkie buciki i tutaj świetnie nam się sprawdziła seria Xplorer z Bobuxa. Na dzisiejszych zdjęciach obuwie, które widzicie u moich szkrabów jest właśnie marki Bobux. Kocham je! Mają podeszwę tak mięciutką i są tak lekkie, że aż żałuję, że takich butów nie produkują dla dorosłych. A te buty, które ma na sobie Ivo z jakby przedłużeniem w formie dodatkowej skarpety – majstersztyk! Mnie samej brakuje właśnie takich butów na jesień, które są niższe, ale mega wygodne.

Niech ja jeszcze tylko znajdę skarpetki, które nie robią tzw. „paprochów” między palcami i są w 100% z bawełny, to będziemy mieli już wtedy komplet! A może polecicie jakieś skarpetki?!

3. Miód manuka!

Nie wiem, czy o nim słyszeliście i czy w ogóle jesteście entuzjastami jakiegokolwiek miodu, ale odkąd maść propolisowa poradziła sobie z ciemieniuchą u mojego Teośka i Gai, i odkąd każde zadrapanie z lekką ropą traktujemy propolisem, który sama robię w domu [mój przepis tutaj] to ja wierzę w moc miodu jak nigdy! Ja jestem z tych, które drążą temat w nieskończoność i jestem osobą, która jest najpierw za naturalnymi sposobami leczenia a dopiero później sięgam po mocniejsze działa, gdy trzeba.

Jak to było z tym miodem manuka? Niespełna pół roku temu zaczęłam czytać o miodzie manuka, który ma naprawdę świetne właściwości i jest polecany przy budowaniu odporności u dzieci, i go w końcu… kupiłam!

Nie kosztował mało, od razu się przyznaję, ale wystarczył nam na bardzo długo. Te oryginalne nowozelandzkie miody manuka mają różną zawartość dobroczynnych substancji, które określa skala MGO. Mój miód Manuka jest 400 MGO, ale są i te 100, 200 a nawet 800! Ja zaczęłam wdrażać się w temat i doszłam do wniosku, że 400 MGO nam wystarczy.

I co robiłam z tym miodem manuka? Najpierw po łyżeczce codziennie na czczo im dawałam. A później po pół łyżeczki. A później o nim zapomniałam. Ale przypomniałam sobie o nim szybko, i gdy junior albo starszak mieli lekko szkliste oczy czy katar się im zaczął pojawiać, to ja im po łyżeczce manuki na czczo. I wiecie co? I to chyba działało! Naprawdę wyszli mi z kilku infekcji w ostatnim czasie bardzo szybko, bo katar się pojawiał i po dwóch dniach o dziwo znikał, jak nigdy!! Przypadek? Nie wiem! Co prawda chłopcy teraz z zapaleniem płuc i oskrzeli, ale prawie całe przedszkole podobno zdziesiątkowane, dlatego pewnie jakiś masowy przypadeczek przyszedł i niestety prawie wszyscy polegli.

P.S. Wiecie, że mi miód manuka nakładała niedawno na pięty pani podolog po pedicurze? Ale się zdziwiłam! Podobno w podologii też świetnie się sprawdza na pękające pięty i pomaga w gojeniu! Od pół roku mam miód manuka i się z nim nie rozstaję. W sezonie jesiennym Teosiek i Ivo dostają po łyżeczce codziennie. Z Gaią się wstrzymam, bo warto z miodem poczekać do 12 m.ż. i zrobić wtedy pierwszą próbę uczuleniową.

4. Sprzęty na kółkach do jazdy!

Hulajnoga balansowa i rowerek biegowy to były jedne z najlepszych zakupów, które były świetną inwestycją! One naprawdę realnie pomagają w rozwoju ruchowym! Mój starszak był kiedyś z trzymaniem równowagi na bakier i poleciła nam wtedy hulajnogę pani fizjoterapeutka, i to był strzał w dychę! W ogóle mam wrażenie, że hulajnogi są jeszcze mało doceniane i nie są jeszcze tak popularne, ale porządna hulajnoga balansowa to inwestycja na lata i spokojnie obskoczy dwójkę, trójkę dzieci! Nasza hulajnoga balansowa wytrzymała już 4 lata i teraz odziedziczy ją Teosiek, a po nim będzie Gaia i starszakowi sprawimy wyższy model odpowiedni do jego wzrostu.

Nasze dzieciaki właściwie to nie jeżdżą na hulajnodze tylko zimą, a tak to wiosna, lato, jesień to dla nich sezon! Ja nawet mam hulajnogę :D Szaleństwo ;-) Super opcja na rodzinne spacery, nawet jesienią. Do tego dobre buty, kurteczka typu softshell i nic nam nie jestniestraszne!

P.S. Nie zapominajcie o kasku, bo na spacerach widzę, że wielu rodziców o kasku dla brzdąców zapomina, a to duży błąd! No i kupując hulajnogę patrzcie na to, aby kółka były miękkie! To żadna przyjemność jeździć na sprzęcie, który ma kiepską amortyzację, więc dobre hulajnogi charakteryzują się też tym, że nie słychać ich, jak jadą. Przy hulajnodze zakładajcie dzieciom pełniejsze buty. Szkoda ich paznokci zakładając im np. sandałki, bo łatwo o zdarcie opuszków palców.

5. Inhalator!

Ja o tym inhalatorze tłukę i tłukę na blogu, ale to był przedmiot, który stawiam w pierwszej piątce przedmiotów, na które rodzic nie może żałować pieniędzy, zaraz po dobrych butach! Nawet niedawno pediatra nam wspominała, że to zdecydowanie przyspiesza leczenie i że zdaje sobie sprawę, że to nie jest tani przedmiot, ale używa się go latami i może służyć wielu domownikom! Jedyne o czym należy pamiętać, to to, że każdy powinien mieć swoją maseczkę, podpisaną [!] i po każdym użyciu należy ją wyparzać. Raz na jakiś czas trzeba też ją zmieniać, wraz z rurkami doprowadzającymi. No i zapomina się też o tym, że w takim inhalatorze są filtry! Przed nami właśnie wymiana filtra, ale już do mnie jedzie pocztą, także uff! Więcej o inhalatorze pisałam tutaj.

Ja inhaluję chłopaków przy każdym katarze. Albo robię im inhalacje z soli fizjologicznej albo z zabłockiej mgiełki solankowej. Sól zabłocką dorzucam im też do kąpieli przy przeziębieniu! Razem z solą bocheńską są świetne i warto sprawdzić je bo przy przeziębieniach ja chłopaków moczę w wannie ciepłej wody z solą. Działa jak złoto! Więcej o tego typu kąpielach pisałam tutaj.

6. Podróże

Te małe, przede wszystkim! To jedna z tych rzeczy, na które zbieram do skarpety i za każdym razem, gdy mam kupić sobie kolejny niepotrzebny balsam do ciała, który stoi w łazience i się kurzy (bo ja z tych, co to „lecą” na ładne opakowania czasami i zapach :P), to wrzucam do naszej podróżniczej skarbonki tę kwotę. Na te duże podróże jeszcze poczekamy, jak nam Gaia podrośnie, ale te małe zaczęliśmy realizować od tego roku na większą skalę.

Zmianę klimatu traktuję jako formę uodparniania dziecka do nowych warunków, bo warto pamiętać, że przy każdych nowych warunkach odporność naszych maluchów jest „ćwiczona”. Stąd zalecane są wakacje nad morzem, gdy mieszkamy na południu Polski, a gdy mieszkamy na północy to pediatrzy polecają wypad w  góry na południu. Co prawda trudno nam wyjechać na cały 3 tygodniowy turnus, jak to się robiło kiedyś, za czasów, gdy sama byłam dzieckiem, ale nawet kilka dni w nowych warunkach jest pożądana! Ostatnio eksplorujemy Bieszczady na zmianę z Górami Sowymi. Jest moc!

Gaia i jej pierwsze mięciutkie buciki Bobux, o których wspominałam

Teośkowe buty Bobux z zaimpregnowanym zabezpieczeniem z przodu

Właśnie jak piszę do Was dzisiejszy post, to jesteśmy po raz trzeci w tym roku w Bieszczadach. Co prawda tylko kilka dni, ale zawsze coś! Pogoda nam się właśnie załamała, bo było piękne słońce przedwczoraj a od wczoraj już deszcz, ale zakładam chłopcom kurtki softshellowe, odporne na wiatr, zakładam im dobre, wygodne buty, mają na nogach wspomniane Bobuxy, i biegają nam po deszczu w pełni szczęścia! :D

Czy czegoś im do szczęścia potrzeba? Nie sądzę! :D Chyba tylko rodziców, którzy wytrzymają z ich temperamentami i szaleństwami ;-)

A to wszystko dla nich! :-) Dla brzdąców, którzy wypełniły w naszych serduchach wyjątkowe miejsce, o którym wcześniej nie mieliśmy pojęcie, że w ogóle istnieje! ;-)

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu  ❤ Możecie też go podać dalej. I koniecznie dorzućcie, na co Wy nie żałujecie pieniędzy jako rodzice! Dziękuję!

Uściski!

Magda

Partnerem postu jest marka Bobux.

Podobne wpisy