7 rzeczy, które RODZIC może zrobić dla ODPORNOŚCI i zdrowia swojego DZIECKA❗💪👶

napisała 09/09/2019 Moim zdaniem, Reklama., Szczesliva po godzinach

Pamiętacie pierwszych 12 miesięcy z Waszym pierwszym dzieckiem? Nie wiem, jak to wyglądało w Waszym przypadku, jednak pierwszy rok mojego Starszaka to był dla mnie emocjonalny i fizyczny rollercoaster! To był czas, kiedy przepełniało mnie szczęście, a jednocześnie martwiłam się o każdy aspekt dotyczący mojego dziecka.

I to zawsze towarzyszące mi pragnienie, jakie ma chyba każda mama, każdy rodzic:

Aby pewnego dnia nas przerosły! Te szkraby, którym chcemy nieba przychylić i pomóc rozwijać się prawidłowo.

Powiem Wam, że nic mi nie dało w kość tak, jak zrobił to okres przedszkolny. ;-) Pewnie część z Was się ze mną zgodzi, że żłobkowo-przedszkolne czasy to sprawdzian dla prawie każdej rodziny. W domu mam już trójkę brzdąców, z których dwójka jest w przedszkolu. Co przeżyliśmy – to nasze! Dlatego przychodzę do Was z listą, która  – mam nadzieję – da Wam… nadzieję! ;-) A oprócz nadziei da Wam również przygotowanie do tego, aby ten wrześniowo-październikowy czas przetrwać. By wyjść z niego z podniesioną głową, choć przecież doskonale wiemy, że nic nie da nam 100% gwarancji zdrowia przez cały rok. Możemy jednak wiele zdziałać, aby nie dać się choróbskom i spróbować zapewnić naszym dzieciom zdrowie. :-)

Przygotowałam dla Was listę moich prozdrowotnych pewniaków, które warto wdrożyć w życie! Częstujcie się nią i koniecznie podrzućcie Wasze patenty na to, aby dzieci mniej chorowały i zdrowo się rozwijały.

1. Probiotyki!

Mam to szczęście, że moje dzieci lubią kiszonki – to właśnie w nich znajdują się bakterie probiotyczne, które wspomagają florę bakteryjną naszych jelit, czyli centrum odporności naszego organizmu. Co prawda do kapusty kiszonej nie udaje mi się przekonać moich dzieci (czasami tylko uda mi się zrobić chleb z kiszoną kapustą własnej roboty – mój przepis na niego znajdziecie tutaj – i wtedy go zjedzą, o ile posmaruję go pastą jajeczną lub pastą z czerwonej fasoli), ale o wiele łatwiej udaje mi się je przekonać do ogórków kiszonych, których zapasy robi dla nas babcia Marysia, za co bardzo dziękujemy! :* W nich również bakterii probiotycznych pod dostatkiem. Kefir, maślanka, jogurt naturalny – to także źródła bakterii probiotycznych. Warto ich spróbować. :-) Kiedy jednak moje dzieci zaczynają mi grymasić w kwestii kiszonek, co zdarza im się od czasu do czasu, to sięgam po probiotyki z apteki.

Podajecie kiszonki Waszym dzieciom? Bardzo jestem ciekawa! Sama od ponad roku staram się jeść 2 ogórki kiszone dziennie, dzięki czemu nareszcie zapomniałam o tym, co to jest katar 20 razy w roku! Magia? Nie sądzę! ;-) Bakterie probiotyczne! ;-)

2. Ruch!

Kiedyś pewna mama pochwaliła mi się, że wychodzi ze swoim synem na bardzo długie spacery, bo to zapewni mu zdrowie na przyszłość. Powiedziała, że potrafią razem spacerować nawet 3-4 godziny dziennie. Pamiętam, w jakim wtedy byłam w szoku. Byłam też pełna podziwu dla dziecka, które potrafi tyle spacerować! Moje dzieci po dwóch godzinach bolały nogi i próbowały mi się uwieszać szyi. ;-) Jednak wyszło szydło z worka, jakim cudem spacerowali tak długo. :-) Od słowa do słowa i okazało się, że dziecko wytrzymuje tyle czasu w wózku, bo całe spacery przesypia w spacerówce, a mama nie chodzi z nim do parku, tylko wtedy zalicza shopping w galerii handlowej. :-)

Mama z pewnością miała wtedy dużo ruchu, wszak zwiedzać galerię handlową przez 3-4 godziny to nie lada wyczyn, ale czy miało to pozytywny wpływ na dziecko i zapewniało mu „ruch na świeżym powietrzu”? ;-) Dobra, dobra, nie heheszkujmy. ;-) Prawda jednak jest taka, że odkąd dbamy o to z moim M., by chłopcy mieli dużo ruchu, to nie tylko poprawiła się jakość ich snu (jest dłuższy i spokojniejszy, bez wybudzeń), lecz także stali się mniej nerwowi. Na pewno ma to wpływ również na ich odporność, bo każda forma ruchu poprawia nasze krążenie, ćwiczy nasze mięśnie i rozwija młode stawy. My nie wychodzimy z domu tylko wtedy, kiedy w Krakowie na alarm bije „aplikacja smogowa”. A gdy stan powietrza jest fatalny, to robię chłopakom w domu tor przeszkód z czołganiem i skakaniem włącznie, biegi z niesieniem jajka na łyżeczce i inne zręcznościówki. ;-)

Zabawy, ruchu i śmiechu przy tym masa! ;-) Polecam!

3. Dieta bogata w wapń, witaminy C i D3 oraz DHA

Zazdroszczę wszystkim rodzicom, których dzieci jedzą wszystko, co podsunie im się pod nos. Córeczka mojej koleżanki zje każdą potrawę, co ma podobno po swoim tacie! Szpinak? Proszę bardzo! Dorsz w galarecie? Ależ oczywiście! Ryba po grecku? No jasne! Sałatka jarzynowa? No pewnie! Nie skłamię, jeśli powiem, że trochę zazdroszczę mojej kumpeli! ;-) Moje dzieci na żadne z tych dań nie popatrzą. ;-) O jedzeniu nawet nie może być mowy. I myślę sobie, że odziedziczyły to po mnie, bo ja zawsze byłam grymaszącym dzieckiem (i zostało mi to do dzisiaj). Niewiele jest potraw, które naprawdę lubię. Taki ze mnie egzemplarz.

Ale jako mama staram się urozmaicać dietę moich chłopców na tyle, na ile mi pozwalają. Poza tym – przemycam im wiele rzeczy dla niepoznaki! ;-) Nie znoszą jajek, gałganki moje kochane. ;-) Nie zjedzą ani jajecznicy, ani jajek na twardo czy miękko. Co robię w takim wypadku? Tylko nie śmiejcie się. ;-) Jak robię naleśniki z kaszy jaglanej czy kaszy manny, to potrafię je zrobić na 8-10 jajkach. :D Nie jedzą jajek? Ależ oczywiście, że je jedzą, tylko podaję im je sposobem! ;-)

Z warzywami mam większy problem. Owoce lubią, ale głównie truskawki, borówki i maliny. Uspokaja mnie tylko fakt, że nie plują nigdy, kiedy podaję im suplementy z witaminami i DHA, a wiem, że niektórzy rodzice mają nawet problem, żeby podać swoim dzieciom niezbędne witaminy, bo spotykają się wtedy z oporem dziecka i strasznym płaczem. :( Jestem z Wami, kochani!

Dla mnie najważniejszym kryterium, jakim kieruję się w sytuacji, gdy mamy zielone światło od pediatry na suplementację, jest dopasowany do wieku dziecka skład witamin i minerałów, oraz brak w suplementach syropu glukozowo-fruktozowego oraz sztucznych barwników. Potrzeby dziecka dwuletniego i sześcioletniego są inne, dlatego zawsze oczekuję od składu suplementu rozgraniczenia na właściwe grupy wiekowe. Mamy ostatnio intensywne tygodnie ze szczepieniami (ja z moim M. też zaczęliśmy proces doszczepiania się w Wojewódzkiej Poradni Szczepień) i mojej Gai podaję teraz Marsjanki Futura w syropie. Wersja w syropie zawiera m.in. wapń i witaminy D3 i K2, a także żelazo i witaminę C. Co ważna produkt nie zawiera konserwantów.

Z kolei wersja, którą podaję mojemu Teośkowi, w postaci tabletek do ssania nie zawiera cukru a wyłącznie naturalne słodziki i naturalne barwniki, i została wzbogacona o beta-glukan oraz witaminy C i D, które wspierają naturalną odporność dziecka.

A wersja dla mojego Starszaka, który ukończył już 6. rok życia, w postaci tubek żelowych zawiera kwasy tłuszczowe omega-3, które wspierają właściwe funkcjonowanie mózgu i odpowiadają za właściwy rozwój funkcji poznawczych, czyli m.in. pamięć i koncentrację. Za rok chłopak idzie do szkoły i to dopiero będzie dla nas wyzwanie! Dajcie mi nadzieję, że my ten okres przetrwamy, proszę! Bardzo dobrze, jeśli w suplemencie dla dzieci od trzeciego roku życia znajduje się również beta-glukan. To jest naturalny cukier złożony, wchodzący w skład błonnika, który wspiera naturalną odporność dziecka. Świetnie, że znajduje się on w Marsjankach Futura, które podaję moim chłopcom.

Kiedy pomyślę o tym, że w pierwszym roku życia dzieci rosną nawet ponad 25 cm wzwyż i potrajają swoją wagę, a następnie od drugiego roku życia aż do okresu dojrzewania rosną statystycznie ok. 6 cm rocznie, to dopiero do mnie wtedy dochodzi, jak zaawansowany to jest proces wzrostu i jak ważne jest to, co jedzą! Także dieta to podstawa, aby rozwój naszych dzieci przebiegał prawidłowo.

Jedno jest pewne: my, rodzice, możemy sobie śmiało dać medal! Tylko my wiemy, jak bardzo się staramy, aby pewnego dnia nas przerosły! :*

Zerknijcie na kategorię: kulinaria na moim blogu, którą znajdziecie w Menu blogu. Mam tam mnóstwo przepisów na dania, które wspierają odporność organizmu – m.in. na wspomniany chleb z kapustą kiszoną, pastę z czerwonej fasoli z dodatkiem ogórka kiszonego i wiele innych. A nóż widelec uda mi się Was zainspirować i trafić w kulinarne gusta Waszych dzieci? ;-)

4. Zmiana klimatu

Kiedyś zupełnie nie rozumiałam konceptu zmiany klimatu, która miałaby niby wpłynąć na zwiększenie odporności dzieci i poprawę ich zdrowia. Pamiętałam również, że za każdym razem, gdy moja mama jeździła z nami nad morze, to w pierwszych dniach mi i mojemu bratu rozwijała się… choroba! I nici z wakacji. Nie wiem, jak to moja mama wytrzymywała, ale takie były fakty. Mieliśmy fatalną odporność.

Dopiero jeden z pediatrów, który leczył mojego Starszaka, wyjaśnił mi ten fenomen zmiany klimatu, która miała niby mieć wpływ na poprawę odporności. Powiedział, że to znakomita rzecz – zmieniać klimat, czyli inaczej przyzwyczajać organizm dziecka do innych warunków. Jeśli jesteśmy z południa, to jedźmy nad morze, a jeśli jesteśmy znad morza, to wybierajmy np. południe, by zderzyć się z odrobinę innymi warunkami. Jest jednak bardzo ważna zasada, o której powiedział mi wspomniany wcześniej pediatra – taka zmiana klimatu przynosi najwięcej korzyści, kiedy trwa minimum 3 tygodnie. W pierwszym tygodniu może wystąpić np. „przeziębienie”, w drugim  się z tego „przeziębienia” leczymy, dopiero w trzecim tygodniu nasz organizm zaczyna radzić sobie świetnie z innymi warunkami. Także jeśli mamy taką możliwość, to starajmy się zmieniać klimat minimum raz w roku. Szczególnie jeśli nasze dzieci mają niższą odporność i łapią infekcję za infekcją.

5. Ubiór na cebulkę.

Każdej jesieni czytam to samo: nie przegrzewaj dziecka! Ubieraj je na cebulkę! I ja co roku widzę te dzieci ubrane na cebulkę właśnie, mające tysiące warstw na sobie, których… nikt nie ściąga. Popełniłam na blogu wiele wpisów w tej kwestii i czasami zastanawiam się, czy one czasami docierają do tych, do których są kierowane? ;-)

Nie wystarczy dziecko ubrać na tzw. cebulkę. Należy później to dziecko potrafić rozebrać z tych warstw, które nie są potrzebne. Tymczasem mamy wrzesień, za moment będzie październik i nadal będziemy widzieć biegające dzieci, czerwone i spocone na twarzy, ale opatulone od stóp do głów. Oby jednak nie! ;-)

Za każdym razem, gdy odwiedzałam moją mamę w Norwegii, starałam się brać przykład z rodziców tam mieszkających. Dzieci potrafią tam biegać w krótkim rękawku, kiedy na zewnątrz jest 15 stopni, podczas gdy w Polsce, gdy jest ta sama temperatura, widuje się już dzieci w zimowy kurtkach. ;-) Tutaj warto byłoby poruszyć temat hartowania dzieci. Myślę jednak, że podzielę się z Wami sposobami na to w osobnym wpisie, bo to zdecydowanie bardziej złożony temat niż by się mogło wydawać.

6. Dyżurny temat narodowy – czapeczka, którą chce mojemu dziecku włożyć na głowę prawie każda pani w podeszłym wieku mijana na ulicy! ;-)

Są trzy rodzaje dzieci.

Pierwsze to te, które nie noszą czapeczki, gdy na zewnątrz jest 20 stopni Celsjusza. Rodzic raczej słusznie uznaje, że jest zbyt ciepło na to, aby katować dziecko czapką. ;-) Gorzej z niektórymi przechodniami, którym aż zimno na widok takiego dziecka i muszą podzielić się swoją opinią. Kiedy moja Gaia walczyła z piaskiem i koparką w piaskownicy, to było akurat 20 stopni Celsjusza. Czy potrzebowała kurteczki i czapeczki? No pewnie, że nie :-)

Drugie dzieci to te, którym rodzic nie chce zakładać czapeczki, gdy na zewnątrz jest 20 stopni Celsjusza, ale one same na siłę ją sobie zakładają. :D Bo prostu lubią. ;-) I tutaj nic z tym nie zrobimy. Rodzic dla świętego spokoju zostawia dziecku tę czapkę na głowie i ja się takiemu rodzicowi nie dziwię. Chwila świętego spokoju bez wrzasków i kłótni – bezcenna! :D

Trzecia grupa dzieci to te, którym rodzice zakładają czapkę nawet wtedy, gdy na zewnątrz ciepło. Dziecko w sumie nie ma nawet nic do powiedzenia, ale mama czy babcia cieszą się, że uszy są schowane za warstwą materiału. To nic, że głowa cała spocona. ;-) Mama i babcią są spokojne i ukontentowane. ;-)

7. Spokój ducha i cierpliwość.

To jeden z ważniejszych punktów, które warto wdrożyć w życie będąc rodzicem: uzbroić się w cierpliwość! Odporność naszych dzieci kształtuje się nie przez rok czy dwa lata. To wyjątkowo długi proces, który u jednych dzieci trwa dłużej, a u drugich o wiele krócej. Wiele się mówi o tym, że karmienie piersią wpływa na odporność dzieci i znacznie ją poprawia. Mówi się również o tym, że zdrowa dieta w ciąży również oddziałuje na odporność dziecka kształtującą się jeszcze w życiu płodowym. Z opowieści moich znajomych wiem jednak, że nawet pomimo karmienia piersią i idealnej diety ta odporność wcale nie jest u ich dzieci wzorowa. Każde dziecko jest inne – co my możemy robić jako rodzice, to wspierać nasze dzieci na każdym kroku! I postarać się nie przejmować tymi „gorszymi” okresami.

I piszę to jako mama trójki dzieci, z których każde jest inne, a przy każdym przecież robiłam zawsze to samo, starając się za każdym razem stawać na wysokości zadania. ;-)

Każda z nas jest bohaterką! Często rozmawiam z moim o kilkanaście lat młodszym bratem, które pyta mnie wielokrotnie:

„Magda, jak Ty dajesz radę? Bez snu? Tyle razy budzić się w ciągu nocy?”,

„Jak Ty to robisz, że Ci się chce?”,

„Jak Ty wytrzymujesz te ich wrzaski i humory?”.

Gdyby wiedział, że na świecie jest tak wiele innych bohaterek będących mamami, to by zrobił wielkie oczy! ;-) Dziewczyny, my naprawdę dajemy z siebie wszystko, co możemy, aby zapewnić naszym dzieciom to, co najlepsze, dając im również ogrom miłości, która przenosi góry i wraca do nas w dwójnasób oraz działa na nas niczym samoładujący się akumulator! ;-)

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu  ❤ Możecie go też udostępnić swoim znajomym. Dziękuję! :*

Partnerem mojego postu

a także szczęśliwego dzieciństwa naszych najmłodszych

i ich prawidłowego rozwoju są Marsjanki Futura. 

Podobne wpisy