Wystarczy, że na tym matczynym posterunku będę ja. Serio. Wiem, że trudno przyjąć do wiadomości fakt, że to ja decyduję o tym małym człowieku a reszta świata może się jedynie przyglądać.
Zastanawiam się jednak skąd w ludziach ta potrzeba robienia mojemu dziecku lepszego, wyższego dobra? I skąd to przekonanie, że ich racja jest na miejscu, a moja racja to tylko jakieś fanaberie i teorie spiskowe knujące coś przeciwko mojemu dziecku?
Kiedy wczoraj, jak zresztą co tydzień, robiłam zakupy na pewnym krakowskim targu, moim oczom i uszom ukazała się sytuacja niczym z jakiegoś internetowego mema. Przy jednym ze straganów stała matka z dzieckiem, która właśnie dokonywała „aktu” zdejmowania swojemu dziecku skarpetek. W cieniu 25 stopni Celsjusza. Sprawa oczywista – ja też bym te skarpetki ściągnęła, aby nie ugotować malucha na twardo. Wtem, znienacka odzywa się druga kobieta stojąca obok nich:
„Agnieszka, co Ty najlepszego robisz? Przecież go jeszcze zawieje!” – odezwała się jej matka albo teściowa.
„Zawieje? Przy tym skwarze? ” I w tym samym czasie starsza wiekiem kobieta założyła dziecku te skarpetki ponownie. Matka zamieniła się w słup soli, nabrała wody w usta, aby za chwilę wypalić i odejść z miejsca ataku lepiej-wiedzącej:
„To mamusia kupi sobie tę góralską czapę. Bo jeszcze mamę zawieje.” – i wsunęła jej na głowę czapę ze straganu z góralskimi gadżetami, który był tuż obok nich. „I ta czapka dla tej pani.” – skwitowała do babuleńki i poszła w długą.
Ta matka [czy tam teściowa], stała tak z nowo nabytą czapką na głowie i chyba w tym momencie zorientowała się, że popełniła niezłą gafę tym swoim wtrynianiem się na siłę w dobro wyższe swojego małego wnuka. Obserwatorzy mieli niezły z niej ubaw a ja miałam ochotę nagrać te sytuację i pokazać kilku osobom z mojego otoczenia ;-)
Skonkluduję więc może na szybko. Jeśli moje dziecko biega boso po deszczu. Chodzi po parku bez czapki. Je czekoladę. Zajada czasami frytki z ketchupem. Idzie do przedszkola w wieku 3 lat, a nie o pół roku wcześniej. Jest szczepione na meningokoki. Nosi pieluchę do drugiego roku życia albo i dłużej. Śpi jeszcze ze swoimi rodzicami. Jest karmione piersią a później mieszanie. To w większości przypadków jest to moja świadoma i właściwa dla nas decyzja, a nie wypadek przy pracy. I nic mi do tego, że Ty robisz inaczej.
Róbmy po swojemu i bądźmy czujni. To jedyna droga, aby otoczenie nie próbowało nas rozmieniać na drobne ;-)







