Wiadomości, w których pytałyście mnie o to, jak udało nam się począć dziewczynkę, było w ostatnim czasie mnóstwo! Głównie interesowało Was to, jaka była nasza tajemna metoda na urodzenie dziewczynki, bo chcecie zaplanować płeć dziecka a węszyłyście w tej kwestii jakąś tajemnicę, którą pewnie głęboko skrywam ;-)
Jeśli czytacie mój blog od niedawna, to wiszę Wam krótkie wprowadzenie. Otóż jestem mamą trójki dzieci. Mam dwóch chłopców w wieku niespełna 5 i 2,5 roku oraz dziewczynkę, która urodziła się w grudniu zeszłego roku. Od zawsze chciałam mieć trójkę dzieci i poszczęściło się nam w tej kwestii. Nigdy jednak nie byłam zdeterminowana, aby mieć dzieci określonej płci, ale rozumiem, że dla niektórych jest to ważna kwestia.
Bardzo często po narodzinach drugiego syna byłam pytana:
„To co, machniecie sobie jeszcze trzecie, żeby była tym razem dziewczynka?”
Nie ukrywam, że za każdym razem byłam osobiście zaskoczona (momentami zniesmaczona) tym pytaniem, ale każdy ma prawo pytać. Ja z kolei mogę nie odpowiadać bądź mogę dać odpowiedź, która wejdzie drugiemu w pięty, jeśli uznam, że jest niesmaczna. Zazwyczaj wybierałam opcję numer dwa ;-) Zołza jestem straszna, wiem.
Pojawiały się też pytania w stylu:
„Słyszałaś może o tym, że można zaplanować płeć dziecka? W Waszym wypadku przydałaby się teraz dziewczynka. Może podrzucić Ci metodę na zrobienie dziewczynki, którą przeczytałam ostatnio na forum XYZ?”
Nie korzystałam z tych porad, ale z zaciekawieniem je zawsze czytałam. Matko! Niektóre były mega skomplikowane i chyba nie starczyłoby mi cierpliwości, aby je zastosować.
Kiedy dowiedziałam się, że jestem w trzeciej ciąży i mój lekarz oznajmił mi, że pod serduchem rośnie mi córeczka, przyznam szczerze, że byłam mega zaskoczona :D Byłam niemalże pewna, że jestem już zaprogramowana na rodzenie chłopców i koniec kropka. Oczywiście, że cieszyłam się, że dziewczynka zdrowo rośnie i że chłopcy będą mieli teraz odrobinę inne doświadczenie z siostrą, a nie kolejnym bratem, ale informacji o płci nie przyjmowałam jakoś przesadnie ekstatycznie. Raczej z pewną dozą niedowierzania i odrobiny strachu, wszak nie znałam „instrukcji obsługi dziewczynki”, której stopniem trudności wszyscy mnie straszyli ;-)
Kiedy urodziła się Gaia zalała mnie kolejna fala pytań od Czytelników i znajomych:
„No to Madziara, jak to było, powiesz? Jaką metodę stosowałaś? Koniecznie zdradź mi!”
A ja wtedy ze stoickim spokojem i 100% prawdą odpowiadałam i odpowiadam Wam teraz:
Tak, zdecydowanie stosowaliśmy się do jednej prastarej metody.
Nazywa się ona dumnie: „metoda na chybił – trafił” :D
I tak właśnie było w naszym przypadku. Zero planowania, jedzenia czegoś tam, ograniczania czegoś tam, odwiedzania klinik i mierzenia temperatury. Postawiliśmy w tym względzie na przypadek. Nie należę do cierpliwych osób i kiepsko u mnie z przestrzeganiem zasad, stąd ten freestyle w tym względzie ;-)
Ale z perspektywy czasu i moich doświadczeń porównując te metody, o których czytałam kiedyś, mogę powiedzieć, że część z tych informacji jest prawdziwa bądź prawdopodobna.
Przy planowaniu płci podobno spore znaczenie ma dieta.
Podobno jeśli chcemy mieć syna nasza dieta powinna być raczej słona i bogata w sód i potas. Z kolei planując spłodzić córkę dieta powinna być raczej słodka, a nie słona i powinna być bogata w wapń i magnez. Warto ograniczyć spożywanie bananów i zastąpić je np. orzechami (tak np. podpowiadają naukowcy z Uniwersytetu w Maastricht)
Taką dietę należałoby zacząć wprowadzać na 6-8 tygodni przed planowanym zapłodnieniem. Z kolei naukowcy jednego z uniwersytetów w Południowej Afryce zbadali, że kobiety pijące przynajmniej dwie kawy dziennie rodziły synów trzy razy częściej niż te, które tej kawy nie piły. I w moim przypadku to by się sprawdzało!
Zanim zaszłam w ciążę z moimi chłopcami to piłam kawę jak szalona! Nawet 3-4 kawy dziennie. Z kolei przed ciążą z moją Gaią ograniczyłam kawę i przerzucałam się na kawę zbożową. Ciekawa jestem, czy kawa miała wpływ na płeć dzieci w moim wypadku i czy właśnie dlatego, że z kawy zrezygnowałam teraz na świecie jest Gaia. Obawiam się, że przyczyny tego stanu nie dowiem się nigdy. Nie żebym jakoś przesadnie chciała ją znać, ale może komuś to moje doświadczenie pomoże :-) Gwarancji nie daję, niestety!
P.S. Koniecznie powiedzcie, czy w Wy też korzystaliście z jakiejś metody przy planowaniu dziewczynki, a może też „na chybił-trafił” (czyli 50/50, czyli metodą prób i błędów :D), czy może z jeszcze innych metod? Podobno jest ich wiele i niektóre z nich są mega skomplikowane, związane np. z owulacją. Będę mega wdzięczna, jeśli zostawicie je w komentarzu. Może przydadzą się innym!
Uściski!
Magda
P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu ❤Możecie go też udostępnić swoim znajomym. Dziękuję! :*







