Byłam odrobinę zbita z tropu, kiedy przeczytałam wiadomość od Edyty. Na początku nie dowierzałam temu, co czytam. Jak już ochłonęłam zaczęłam badać wiarygodność tych wiadomości. Po kilku wymianach mailowych i rozmowie telefonicznej wiem, że sytuacje opisane poniżej to nie prowokacja na potrzeby wywołania sensacji, a raczej twarde fakty.
Opisane poniżej zdarzenia dotyczą doświadczeń Edyty i nie mogą być interpretowane jako sytuacja ogólnopolska. Wskazują jednak na to, że system odrobinę zawodzi i mogą sugerować, że ci, którzy mają za zadanie opiekować się naszymi dziećmi podczas naszej nieobecności, odrobinę igrają sobie z ogniem. Nie chciałabym, aby poniższe fakty były odebrane jako potwarz dla wszystkich opiekunów w przedszkolach. Zdaję sobie sprawę, że jest wielu opiekunów pracujących z pasją i kierujących się przede wszystkim troską w stosunku do naszych dzieci. Niech ten post będzie sygnałem dla nas rodziców, że powinniśmy obserwować miejsce, w którym przebywają nasze dzieci i wymagać wyjaśnień, jeśli jakieś sytuacje są dla nas niejasne. Pamiętajmy jednak o tym, aby nie wrzucać wszystkich opiekunów do jednego worka. To byłoby niesprawiedliwe.
Edyta jest byłą przedszkolanką. Przepracowała w polskich przedszkolach 15 lat. Obecnie pracuje jako opiekunka, jednak poza granicami kraju. Ma wykształcenie pedagogiczne i kocha swoją pracę, mimo że jest bardzo wymagająca i czasami chciałaby „rzucić ją w cholerę” szczególnie kiedy wraca do domu i czeka ją powtórka z rozrywki ;-) Spoko, ja też czasami mam ochotę wyjść z domu i nie wracać, i mówię to jako kochająca matka moich dzieci ;-)
Wymiana mailowa z Edytą została przeze mnie zredagowana w jedną całość.
„Magdo, po przeczytaniu kilku artykułów na Twoim blogu, m.in. tego, w którym deklarujesz, że nie wpuszczasz do domu gości, którzy są chorzy, i kilku innych dotyczących przedszkola i odporności, chciałam dorzucić od siebie trzy grosze. Nie będę w tym mailu piętnować moich koleżanek po fachu. Chciałam jednak uczulić rodziców posyłających swoje dzieci do tego typu placówek, że macie prawo wymagać i powinniście wymagać wielu rzeczy.
Często tego nie robicie, bo wydaje Wam się, że to jest wchodzenie butami w profesję przedszkolanki. Brakuje Wam pewności siebie. Ja jednak uważam, że takie wchodzenie z butami jest bardzo potrzebne temu środowisku, bo doświadczenie mnie nauczyło, że ludzie z którymi pracowałam czasami zapominają, do czego oni w tych przedszkolach są potrzebni. Nie umniejszając im roli, jaką pełnią, twierdzę jednak, że wielu z nich brakuje podstawowej wiedzy o zdrowiu dziecka, o jego odporności, o procedurach jak o tę odporność dbać. Nie wspominając o regularnych szkoleniach z pierwszej pomocy, których brakuje i niektóre osoby nawet panikują na widok dziecka, którego zdrowotne symptomy odbiegają od normy. […]
Po pierwsze, jeśli napiszę Ci, że wielu opiekunów w przedszkolach nie ma nic przeciwko chorowaniu dzieci, bo mają wtedy mniej pracy, to nie skłamię. […] Do dziś pamiętam sytuacje, w których koleżanki machnęły ręką na dziecko, któremu zapomniały ubrać szalika albo nie ubrały maluszkowi rajstop pod spodnie, przez co zmarzło i już następnego dnia nie pojawiło się w przedszkolu z wiadomych przyczyn. Tego typu przypadki odkrywały z reguły współpracowniczki, które owe dziecko rozbierały po przyjściu do budynku przedszkolnego, w tym ja. Pytałam delikwentkę, jak mogła dopuścić do takiej sytuacji. Machała na to ręką twierdząc, że nie zauważyła. Normą były również sytuacje, w których nie zwracało się uwagi na to, aby ubrać dziecko stosownie do pogody bez względu na porę roku. Przegrzewanie dzieci i „nieodubieranie” ich było normą. Gdy zauważyłam takie przypadki, zgłaszałam to opiekunowi odpowiedzialnemu za daną grupę. Myślisz, że zawsze była reakcja? Każda z nas miała grupę dzieci pod swoją opieką a niestety nie każda traktowała swoje obowiązki z należytą starannością. […]
Chcę tutaj podkreślić pewną rzecz. Nie należy tutaj winy zwalać na to, że opiekunów przypadało zbyt mało na ilość obecnych dzieci i dyrektor placówki źle rozplanowywał zmiany. Choć pewnie jest w Polsce wiele takich placówek, w których dziewczyny nie wyrabiają na zakrętach.
Z mojego doświadczenia pamiętam, że często w praniu okazywało się, że nie mamy co robić, bo dzieci było jak na lekarstwo. Niektóre ze współpracownic wręcz nie kryły się ze swoim twierdzeniem, że „im dzieci jest mniej, tym mniej mamy pracy” więc takie chorowanie większej ilości dzieci pozwalało im na luźniejszą zmianę. […] Ja zazwyczaj byłam „tą niedobrą”, która każdy taki przypadek maglowała w dyrekcji przedszkola i typu działania wychwytywałam. Co robiła dyrekcja? A dyrekcja zamiatała to pod dywan, bo bała się, aby sprawa nie wyszła do rodziców. Sama dzieci miałam wtedy w wieku przedszkolnym i nie do pomyślenia było to, co docierało do moich uszu. […]
Co możecie zrobić? Jeśli nie życzycie sobie, aby chore dzieci przychodziły do placówki, to zaznaczcie to już na pierwszym zebraniu i pilnujcie tego. Wraz z innymi rodzicami już na początku ustalcie wyraźne zasady gry. Powinniście mieć na to wpływ. Jeśli przyprowadzając Wasze dziecko zauważycie, że inny rodzic chce zostawić malucha z gilem do pasa, to reagujcie. Nie czekajcie na rozwój sytuacji. Zgłaszajcie to i rodzicowi dziecka, i opiekunowi grupy. […] Na moich zmianach odsyłałam dzieci do domu w momencie, gdy widziałam widoczne oznaki choroby już, gdy dziecko odbierałam od rodzica. Często rodzic ignorował to. Ciekawe, czy by to ignorował, gdybym kolejne zarażone dzieci przez jego malucha odesłała do opieki właśnie do jego domu?
Zielony katar i osłabienie widać u dziecka od razu. Tego nie da się zauważyć, dlatego nie uwierzę, gdy rodzic próbuje mi wmówić, że choroby nie widać i u dziecka rozwinęła się dopiero w trakcie pobytu w przedszkolu. Ja gdy po moich dzieciach widziałam szkliste oczy, to już miałam sygnał, że zaczyna się chorowanie. Każde takie dziecko pozostawione w przedszkolu chore zarazi pięcioro kolejnych maluchów. Epidemia gwarantowana. Czujmy się odpowiedzialni za zdrowie nie tylko naszych dzieci. Przedszkole jest od zabawy i rozwoju, nie od chorowania! […]
Piszę do Ciebie nie po to, aby obsmarować przedszkolne towarzystwo. Skoro czyta Cię wielu rodziców, zwrócę się teraz w ich stronę. Sprawdzajcie miejsce, do którego chcecie posłać swoje dzieci. Pytajcie o ilość przedszkolanek przypadających na grupę. Pytajcie o ich kwalifikacje. Nie byłoby głupotą zasygnalizować potrzebę monitoringu. Dajcie wyraźny sygnał, że będziecie od czasu do czasu przychodzić i sprawdzać, czy Wasze dziecko w przedszkolu jest bezpieczne i pod należytą opieką.
Wpadnijcie czasami znienacka na przedpołudniowy spacer w plenerze i sprawdźcie, jak sprawy się mają. To już nie są te czasy, że rodzic nie ma żadnego prawa. W każdym miesiącu zawieracie z placówką transakcję, płacicie za pobyt dziecka i to placówka ma się ze wszystkiego wywiązywać nie dopuszczając do uchybień. Dopraszajcie się o wietrzenie pomieszczeń, kiedy dzieci są na spacerze. Sprawdźcie, czy na ścianach nie ma pleśni lub grzyba. Nie kończcie Waszej wycieczki do przedszkola w drzwiach machając ręką do dziecka na pożegnanie. W miarę możliwości bierzcie czynny udział w zebraniach. To wszystko dla dobra Waszego dziecka. […]
Jako rodzice powinniście mieć wpływ na posiłki, które dostają Wasze dzieci. Menu niech będzie urozmaicone i sezonowe. W końcu to, co jemy, też wpływa na to, jak się czujemy i jak ma się nasze zdrowie. […]
I na koniec: wymagajcie! Wymagajcie od opiekunów tego, aby pełnili swoją rolę należycie. Kontrolujcie ich z rozwagą i dajcie wyraźny sygnał, że dziecko i miejsce, w którym ono przebywa, jest dla Was priorytetem. Współpracujcie z innymi rodzicami. Dbajcie o to, abyście jako rodzice Waszych dzieci patrzyli w jednym kierunku, kierując się dobrem Waszych dzieci, a nie tylko swoją wygodą. Bo w przedszkolu mają się dzieci rozwijać, a nie chorować…
E. „







