Muszę od razu uściślić jedną rzecz. Jeśli moje dzieci w nocy nie są dla mnie łaskawe, to niestety nic w wysypianiu się nie pomoże. Wystarczą mi dwa kopnięcia mojego juniora albo barwne sny krzyczącego starszaka i z długiego, spokojnego snu nici.
Kolokwialnie to ujmując: „dupa zbita”.
Jednak nie ukrywam, że z moim snem jest zdecydowanie coraz lepiej. Minęły już notoryczne pobudki u mojego Juniora, który do pierwszego roku życia potrafił budzić się pięć razy w ciągu nocy, a kiedy był karmiony piersią to tych pobudek miał kilkanaście.
Chodziłam jak zombie, czułam się jak zombie i wyglądałam jak zombie. Całe szczęście, że ten okres już za mną, bo do narodzin trzeciego malucha zdążę się jeszcze wyspać, aby pewnie po raz kolejny wejść na najwyższe bezsenne obroty. Nastawiam się na najgorsze, aby się później nie przeliczyć. Gdyby jednak moja córka okazała się łaskawa w tej materii, ozłocę to dziecię, bo bracia zrobili, co mogli, aby matkę wykończyć ;-)
Ale do rzeczy. Bo napisałam, że dodałam jedną rzecz do sypialni i nareszcie zaczęłam się wysypiać. Nie dodałam jeszcze najważniejszej rzeczy, ale to musi poczekać, ponieważ nie znalazłam jeszcze niczego idealnego, co mogłoby się okazać strzałem w dyszkę.
Zanim jednak napiszę „jak krowie na rowie”, co takiego kupiłam i dlaczego jestem tym tak podjarana, muszę się Wam z czegoś wyspowiadać.
Otóż bywam centusiem. Nie zawsze, ale jednak są takie strefy mojego życia, w których oszczędzam na maksa i prędzej coś kupię rodzinie niż sobie, a sobie kupię, jak już przyprze mnie coś do muru i nie będę miała wyjścia albo nagle okaże się, że wyszła jakaś promocja no i muszę kupić coś, na co sępiłam przez ostatnie lata, bo już później takiej okazji nie będzie.
I ja zdecydowanie na coś „sępiłam” i centusiowałam. Tym czymś były poduszki do spania. Do tej pory spaliśmy całą rodziną na poduszkach, które już poduszek nie przypominały. To były prawdopodobnie najtańsze poduszki ze sklepu na literę „I”, które już po kilku miesiącach przypominały zgranulowane mleko w proszku z turbo grudkami. Poza tym nie zliczę nocek, w trakcie których budziłam się cała spocona na karku i szyi, z odgniecionymi fałdami, z bólem karku i głowy próbując dopasować do ciała trzy poduszki na raz tak, aby była odpowiednia wysokość, miękkość i bym się nie pociła jak mops, razem z moim Mężem i dziećmi na czele. O Juniorze nie wspomnę, bo ten to budził się mokry niemalże co noc. To gorące chłopaczysko, które nie może spać w otulającej pierzynie.
No i dojdę do sedna, czy nie dojdę?
Przepraszam, gaduła ze mnie, ale ja muszę po kolei. I pewnego dnia będąc w Norwegii z moim Juniorem rozmawiałam z Leą (którą serdecznie ściskam, bo jest szansa, że mnie czyta), z którą rozmawiałam najpierw na temat z konturowania twarzy, a później zaczęłyśmy plotkować o poduszkach do spania.
Otóż rodzice Lei zakupili pewnego dnia całej rodzinie poduszki. Jakie poduszki? Poduszki takie, na które czaiłam się ostatnie 3 lata, ale nigdy nie było mnie na nie stać, no bo jak sobie policzyłam, że ja muszę mieć tych poduszek tyle i tyle, a oprócz poduszek, to trzeba dzieciaki ubrać, nakarmić i zapłacić za prąd i gaz, to zawsze odpuszczałam.
Ale w końcu je kupiłam niecałe dwa tygodnie temu!
Dlaczego je kupiłam? Bo (cholera!) rzucili je o dziwo do promocji -50%! Jak to zobaczyłam, to o mało się nie posikałam ze szczęścia. Mój małżonek świadkiem.
Wszyscy znacie ten sklep więc nie muszę wymieniać jego nazwy. Jak napiszę, że jest na literę „J” to na 100% ogarniecie. Otóż bodajże tylko do najbliższego wtorku albo środy (5 albo 6.09) jest -50% off na antyalergiczne poduszki Wellpur, które robią noc dobrze. Niektóre przed promo prawie 500 PLN kosztowały. Redukują napięcie i są zbudowane jakby z rozdrobnionej pianki termoelastycznej. Mają poszycie pokryte antybakteryjną, srebrną warstwą Silc cośtam-coś tam, nie pamiętam dokładnie.
Ale (matko i córko!) jakie one są cudowne! Jak wspaniale wkomponowują się w moją szyję i głowę! Jak nareszcie mnie nie wku…ają tym, że poci mi się kark i głowa! I w końcu wyglądają tak, jakbyśmy się mieli zaprzyjaźnić, a nie miętosić aż w końcu wyrzucę dranie do kosza po roku!
Online w sklepie internetowym chyba wszystkie są w promocji, stacjonarnie tylko kilka modeli. Ja zamówiłam moje online (płatność dopiero w sklepie), sprawdziłam czy są w sklepie w mojej okolicy, przymierzyłam je na miejscu, czy mi pasują, i dopiero wtedy za nie zapłaciłam. Także polecam je Wam zarezerwować online, bo nie wiadomo czy stacjonarnie będą w promo, a zapłacicie za wybrane w sklepie. Można się rozmyślić i wybrać inne, jeśli coś innego Wam przypasuje bardziej albo zrezygnować, jeśli Wam nie pasuje.
Pewnie zastanawiacie się, które dokładnie kupiłam.
Sobie
kupiłam tę, tj. nazywa się model Fagerness, bo najbardziej przypomina kształt poduszki, za którym przepadam najbardziej. Ona nie jest niska, jest chyba najwyższa z tych wszystkich termoelastycznych, ale jednocześnie cudownie się dopasowuje. A przy tym nie jest twarda.
Mojemu M.
kupiłam tę, tj. model Tynset, bo jest odrobinę niższa od mojej a on woli odrobinę niższe poduchy.
Starszakowi i juniorowi kupiłam tę i tę, czyli model Dale i Skarness ,
bo te typy najbardziej odpowiadały temu, co oni preferują, czyli dla nich sprawdziły się najlepiej. Dale jest jeszcze niższa od tej, którą ma mój M. a Junior śpi na lekkim wzniesieniu i Skarness jest super. Nareszcie mi się chłopaczysko nie poci!
TUTAJ zobaczycie wszystkie modele posegregowane wg cen, bo mi sortowanie życie ułatwia i obczajcie te, które są 50% off a akurat większość chyba właśnie jest.
No nie wierzę! Wysypiam się! Od niespełna dwóch tygodni (za wyjątkiem przedwczorajszej nocki, podczas której Junior dał mi w tyłek) wysypiam się jak bogini!!! Nie boli mnie kark, budzę się bez napięcia, które zawsze mi towarzyszyło z rana.
Poduszka jednak zmienia perspektywę i jakość życia, a myślałam, że to bujdy. To żadne bujdy, to niezbity fakt na mnie testowany. Teraz tylko ciułam na materac, który zmieni jakość życia mojemu kręgosłupowi. Nie trafiłam jeszcze na ten idealny, ale szukam dalej. Jakbyście mieli jakieś typy, marki, sklepy, podrzućcie koniecznie. Muszę się dać wyspać kręgosłupowi do stycznia najpóźniej, bo później poród i po mnie :D
Jak zawsze, służę. Mam nadzieję, że choć niektórym pomogę! :-)
Spokojnej nocy! :*







