To już kolejna wiadomość, którą dostałam od Czytelniczki w tym temacie. Nie mogę przejść obok niej obojętnie. Tym bardziej, że problem dotyczy również w pewnym sensie i mojej rodziny, dlatego postanowiłam wyrazić swoje zdanie w tym temacie i jego obocznościach.
Pisała o tym już do mnie Hania. Pisała też Karola. Ostatnia wiadomość od Poli przelała czarę goryczy. Pola ma dwuletnie dziecko i mieszka [niestety] z Teściami. Piszę niestety, bo na palcach jednej ręki policzyłabym sytuacje, w których piszecie do mnie o tym jak o „super rozwiązaniu”. Ja w tej materii mogę tylko dodać to, że warto pomyśleć o własnym lokum, choćby ciasnym, bo zależność od innych czasami nie wpływa pozytywnie na wzajemne relacje.
Pola napisała we fragmentach tak:
„Od kiedy pamiętam byłam tą złą. Wg moich teściów to przy mnie dziecko mniej jadło. Przy mnie było niegrzeczne, to przy mnie nie chciało myć zębów. To na sto procent ze mną na spacerze się przeziębiło, ode mnie się zaraziło i to ja sprawiłam, że ma podobno ADHD bo jestem matką, która wiecznie swoje dziecko stresuje. […]
Nie pamiętam, żebym wg nich kiedykolwiek coś dobrze zrobiła. Przy nich mój X. zawsze wszystko zje z talerza. Śniadanie zje całe. Obiad wtranżoli a na kolację zje za trzech. Na spacerze będzie trzymał ich za rękę a przy mnie będzie uciekał. Przy mnie będzie dziubał jak ptaszek i to ja wg nich doprowadzę do jakiejś anemii i innych przypadków.
Oni mówią, że to moja wina, rozumiesz? Czy ja już zwariowałam czy mają rację? Ja naprawdę się staram. Rzeczywiście mój X przy nich jest trochę innym dzieckiem, ale przy mnie jest naprawdę świetnym dwulatkiem, Czasami opornym, ale docieramy się.
[…] „
To ja z największą przyjemnością wyrażę swoje zdanie w tym temacie, wypowiem się osobiście i postaram się zwięźle.
Żeby była jasność! Moje dziecko, kiedy jest przy swoich dziadkach, pradziadkach, przy ciotkach czy przy obcych ludziach jest nie dlatego grzeczne, że oni się nim lepiej ode mnie zajmują, mają do niego podejście i oddaja mu całe swoje serce, czas i sratatata. Wybaczcie ostatni kolokwializm, ale odrobinę mną trzęsie w tym temacie.
Moje dziecko nie je przy swoich dziadkach więcej, bo oni lepiej gotują. Nie ubiera się przy nich o poranku bez marudzenia dlatego, że potrafią mówić do niego lepszym językiem. Moje dziecko również nie jest przy nich grzeczniejsze, ponieważ oni mu poświęcają cały czas i wiedzą, jak mówić do trzylatka. Żeby było jasne i klarowne – moje dziecko nie dlatego nie ucieka przy nich na spacerach, że oni z nim idą lepszym krokiem, pokazują mu ciekawsze rzeczy i są w ogóle najlepsi.
Nie tędy droga! Raz jeszcze powtórzę i dojdę do sedna. To, że mój syn zachowuje się kulturalniej przy obcych ludziach, ciotkach czy babciach, nie znaczy że im można pomnik stawiać. Wiecie dlaczego tak nie jest, że mój Syn zachowuje się przy nich inaczej?
Bo moje dziecko jest przy mnie, swojej mamie, w 100% SOBĄ! Tak, to jest cała ta „tajemna wiedza”. Przy innych ludziach się kryguje, próbuje wpasować w ramy, stara się być kulturalny, bo nie do końca zna grunt, po którym stąpa. Dziecko zachowuje się w dużej mierze jak dorosły! Czy my będąc nie wśród najbliższych, jesteśmy w 100% sobą? Czy może zakładamy w pewnym sensie maskę? Może nawet też nie tyle maskę, co pokazujemy siebie z dobrej strony, bo z tej gorszej nie wypada? Nie pozwalamy sobie na wybryki, pilnujemy się i sprawdzamy, czy uderzamy w te same klawisze, co otoczenie.
Dokładnie tak samo jest z dziećmi.
Dlatego drogi obserwatorze charakteru mojego dziecka i komentatorze moich zachowań – zrozum tę jedną, dość prostą zasadę. Moje dziecko przy mnie nie musi udawać. Przy mnie czuje się pewnie i bezpiecznie. Otrzymuje ode mnie bezwarunkową miłość i nie musi starać się być akceptowanym, lubianym czy kochanym. W przeciwieństwie do innych sytuacji, poza swoim domem, gdzie o aprobatę musi zabiegać.
Więc zanim ktokolwiek będzie próbował pokazać swoją wyższość próbując punktować moją niższość jako rodzica, niech pamięta o jednym: tylko przy mnie moje dziecko jest w 100% sobą. I tyle w temacie :-)







