• O mnie
  • Kontakt / Współpraca
  • Archiwum
szczesliva
  • Strona główna
  • Podróżniczo
    • Gdzie jest Tata?
    • Polska też jest fajna!
    • Szczesliva podróżuje
    • Close
  • Uroda
    • #AkcjaDetox
    • Szczesliva dba o skórę
    • Szczesliva jest FIT
    • Close
  • Moda
    • Moda dla dzieci
      • To shop or not to shop
      • Close
    • Moda dla mam
    • Close
  • Kulinarnie
    • COOLinarnie
    • COOLinarnie dla maluchów
    • Koktajlovo
    • Close
  • Moim zdaniem
    • BLOGOSFERA
    • Jak nie zwariować na macierzyńskim
    • Kalejdoskop miesiąca by szczesliva
    • Szczesliva po godzinach
    • Szczesliva w CIĄŻY
    • Close
  • Polecane
    • Aplikacje mobilne
    • Dla dziecka
    • Dla blogera
    • Zdrowie
    • Close

Gdy nie słychać serca bicia.

napisała szczesliva • 16/12/2016 • Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

To niewątpliwie jeden z najważniejszych i najtrudniejszych tekstów, jaki przeczytacie w tym miejscu. Tekst napisany przez jedną z nas, Anię. Jego siłą jest prawda, której boimy się na codzień. Jego siłą jest również niewyobrażalna miłość i wola walki. Każde zdanie wibruje mi w głowie… dosłownie każde. Czytam i łkam.

…

❝ Na przestrzeni ostatnich dwóch lat uświadomiłam sobie, że życie może nieoczekiwanie zejść na boczny tor i że wokół nas dzieją się tragedie, o których często nie mamy pojęcia. TO się zdarza. Dotyka większe grono kobiet niż nam się wydaje, jest jednak tematem tabu. Tematem którego się nie porusza przy okazji spotkań towarzyskich lub na facebookowym chacie. Tematem, który paralizuje i szokuje zarazem. Tematem, który podejmują tylko odważni.

Moja pierwsza ciąża przebiegła książkowo. Miałam 28 lat jak urodziłam Kaję, wymarzoną, choć niekoniecznie planowaną córeczkę. Po 72 h zmierzającego donikąd porodu Kaja przyszła na świat przez cesarskie ciecie wywracając moje życie do góry nogami (mam na tę okoliczność do opowiedzenia z milion dłuuuuugich historii ).

Trochę już bardziej świadomie i z pełną premedytacją, postanowiłam ponownie zostać mama. Z poprzednich doświadczeń, jedynym moim zmartwieniem na początku drugiej ciąży było to, żeby za dużo nie przytyć. I na koniec nie musieć rolować cycków, które i tak “dostały już w kość” po pierwszej ciąży… Marzył mi się chłopiec ogromnie, bo w najbliższej rodzinie chłopaków jest jak na lekarstwo! Byłam zaskoczona i przeszczęśliwa, jak na usg połówkowym okazało się, że moje marzenie się spełni :) Lekarka dokonała wszystkich podstawowych pomiarów i mimochodem napomknęła, że rozmiary główki dziecka są nieco poniżej normy. Będąc już jedną nogą za drzwiami zostałam poproszona o ponowne położenie się na kozetce. Mierząc po raz drugi ta sama pani stwierdziła, że tym razem jest już o wiele lepiej i odwołuje to, co powiedziała poprzednio. Nie przejęłam się za bardzo zapewniona, że wszystko jest w porządku, co potwierdzał werbalny opis badania.

Kilka tygodni później ze zwykłej próżności i ciekawości postanowiłam zrobić usg 4D.

Jakie było moje zdziwienie, gdy pani mnie badająca stwierdziła, że główka dziecka wydaje się być nieco mniejsza niż powinna. Za namową lekarki udałam się do renomowanego szpitala, w którym prowadzona była moja ciąża na ponowne badanie. Tam po nieco dokładniejszym usg wykonanym przez osobę bardziej kompetentną usłyszałam, że faktycznie główka jest nieco mała. Skierowano mnie również na badania krwi pod kątem ewentualnego zakażenia toksoplazmozą i cytomegalią. Miałam pojawić się na kontroli po 2 i 4 tygodniach. Na podstawie obu badań sonograficznych (jak się później okazało bardzo podstawowych) zapewniono mnie, że wszystko jest w porządku, a wymiary w normie. Infekcji nie wykryto. Przez ułamek sekundy nie przeszło mi przez myśl, że coś może pójść nie tak. Czułam się dobrze, nie miałam żadnych dolegliwości, według opinii innych –kwitłam.

Z niecierpliwoscią, ale spokojem czekałam na przyjście synka na świat.

Plusem było to, że miałam wyznaczony termin cesarki. Na cztery dni przed wyznaczonym terminem, zaczęłam odczuwać dziwne bóle w dolnej części kręgosłupa (z kręgosłupem od zawsze miałam problemy i uprzedzano mnie, iż mogą się one nasilić w trakcie ciąży.) W związku z tym, że sytuacja miała miejsce na kilka dni przed rozwiązaniem, jedyne z czym mogłam powyższy ból kojarzyć, to bóle porodowe, które nijak się miały do tego wówczas odczuwanego. Nad ranem ból ustąpił, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie był on oznaką przedwczesnego rozwiązania.

Dziś wierzę, że były to ostatnie chwile życia mojego synka, a niezidentyfikowany ból, który odczuwałam, jego walką o przetrwanie. Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy obwiniałam się za to, że nie zdecydowałam się pojechać do szpitala tej nocy … Nie wiem, czy kiedykolwiek to sobie wybaczę.

W 39 tygodniu ciąży (3 dni przed planowaną cesarką) niespodziewanie odeszły mi wody… Mąż spanikowany i z obłędem w oczach dowiózł mnie do szpitala w 40 minut. Odczuwałam już wówczas regularne i bolesne skurcze. Zostałam przyjęta na oddział po godzinie, która wydawała mi się wtedy wiecznością. Zrobiono mi jeszcze rutynowe usg, żeby sprawdzić ułożenie dziecka (w 8 miesiącu Krzyś wciąż był ułożony pośladkowo). Lekarka, która mnie badała, zamilkła. Po czym udała się, by sprowadzić inna lekarkę. Bez zbędnych ceregieli i wstępów poinformowano mnie, że serce mojego dziecka przestało bić.

Szok jakiego doznałam, jest nie do opisania. Krzyk, jaki z siebie wydałam, prześladuje mnie i mojego męża do dziś.

W ułamku sekundy mój świat się zawalił. Nie rozumiałam, co do mnie mówią ani co się wokół mnie dzieje. Oszczędzę Wam szczegółów następnej godziny.

Trafiłam wreszcie na salę operacyjną, gdzie mój synek po cichutku przyszedł na świat. Salę operacyjną wypełniała przeszywającą na wskroś cisza, a jedyna myśl, jaką miałam wówczas w głowie to to, że lekarze nie próbują go ratować, że nic nie robią. Było to dla mnie niepojęte przez kolejnych kilka miesięcy (lekarze po wstępnych oględzinach orzekli, że zgon nastąpił co najmniej na kilkanaście godzin przed porodem).

Dane mi było spędzić z synkiem jeden dzień.

Pamiętam każdą sekundę i jestem ogromnie wdzięczna za ten czas, choć z drugiej strony ta bliskość spowodowała, że jeszcze trudniej było mi się z nim rozstać. Pamietam każdy szczegół na jego delikatnej, śpiącej buźce. Każdą rzęsę na jego zamkniętych powiekach i to, że desparacko chciałam ogrzać jego zimne ciałko.

Po 2 dniach wróciliśmy do domu, z pustym fotelikiem na tylnym siedzeniu samochodu. Pierwsza powitała nas w drzwiach pięcioletnia wtedy Kaja, podekscytowana, uśmiechnięta z własnoręcznie zrobioną laurka dla braciszka..

Pierwsze tygodnie to była wegetacja. Moje serce biło. Cała reszta mnie była martwa, martwy był mój syn. Budziłam się codziennie z nadzieją, że to zły sen . Życie straciło sens, wpadłam w otchłań bez dna. Nie chciałam żyć, nie chciałam być. Jedyne, czego chciałam, to mieć synka przy sobie. Odczuwałam autentyczny, fizyczny ból ramion, które tak bardzo chciały go przytulić. Śniłam o tym, by móc go przytulić, pogłaskać. Po raz pierwszy w życiu poczułam, jak boli pustka. Jest to ból, którego nie da się opisać ani porównać z żadnym innym.

Potem przyszedł czas na poczucie winy, rozpamiętywanie w nieskończoność każdego momentu ciąży, każdego ruchu żyjącego we mnie dziecka. Nie wierzyłam nawet przez moment, że się z tego podniosę, że życie jeszcze kiedyś będzie miało sens, a już na pewno nie w to, że będę potrafiła być szczęśliwa.. Straciłam wiarę w istnienie, wszelkie wartości przestały mieć sens, a ja w kółko zadawałam sobie pytanie

“Dlaczego ja? Co takiego zrobiłam, by spotkała mnie tak okrutna kara?”

Pomogły mi książki. Napisane przez matki, których dzieciom nie dane było żyć. W moim życiu pojawiły się kobiety, które przeżyły podobny koszmar i to ich pomoc we wczesnym stadium żałoby była nieoceniona. Prawda jest taka, że tylko i wyłącznie osoba z podobnym doświadczeniem jest w stanie zrozumieć, co czuje się w takiej sytuacji. Nie potrzeba słów, wystarczy świadomość, że ktoś wie, co przeżywasz i że nie jesteś jedyną, którą to dotknęło. Myślę, że miałam dużo szczęścia w nieszczęściu, otoczona opieką osób, które chciały i wiedziały, jak mi pomóc. U swojego boku zaś męża, który wytrwale i z oddaniem wspierał mnie ze wszystkich sił. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła przetrwać ten koszmar bez niego. Tkwiłam w otchłani jeszcze przez wiele miesięcy, z której on konsekwentnie mnie wyciągał. Skłamałabym pisząc, że nasz związek nie ucierpiał. Życie wystawiło nas na największą próbę. Chylę czoła przed moim mężem, bo gdyby nie jego upór i heroiczna walka, którą o nas stoczył, to pewnie nie bylibyśmy dziś razem.

Po 3 miesiącach od śmierci Krzysia udało mi się znaleźć wspaniałego terapeutę. Zaczęłam uczęszczać na regularne cotygodniowe sesje. Myślę ,że przełom nastąpił dzięki profesjonalnej pomocy, jaką otrzymałam. Bardzo powoli i ostrożnie zaczęłam stawiać pierwsze kroki w przyszłość. Pracowałam ciężko, by zmienić siebie i swoje myślenie, wyzbyć się przede wszystkim poczucia winy, które przez długi czas nie dawało mi żyć.

Nauczyłam się, że żałoba to podróż, którą trzeba odbyć powoli i po swojemu, że nie ma dobrego, czy złego sposobu na jej przetrwanie. Jest tylko mój –indywidualny i jakikolwiek by nie był  –jest OK. Kluczem do sukcesu jest akceptacja. Mi, pomimo ciężkiej pracy nad sobą nie udało się jeszcze dojść do tego etapu.

W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy usłyszałam wiele komentarzy typu  “urodzisz sobie następne dziecko”, “jedno już przecież masz, więc to nie koniec świata “ itd. Rodzina i znajomi nie wiedzieli, jak mają się zachować, ani jak pomóc. Jedni nie potrafili nam spojrzeć w twarz, inni unikali tematu, a jeszcze inni udawali, że nic się nie stało. Każda reakcja z zewnątrz, jaka by nie była, wywoływała u mnie gniew, momentami agresję. Nie mogłam zrozumieć, że ludzie żyją dalej, bo dla nas świat się zatrzymał.

 Krotko po pierwszych urodzinach Krzysia, lub jak kto woli po pierwszej rocznicy śmierci, zaszłam w kolejną ciążę. Próbowałam się do tego emocjonalnie przygotować przez dobrych kilka miesięcy, ale jak okazało się w praniu teoria i praktyka mają ze sobą niewiele wspólnego. Rozpoczął się trwający 8 miesięcy koszmar. Nie było minuty żebym nie myślał o nienarodzonym dziecku. Usg robiłam u najlepszego specjalisty, początkowo co miesiąc, potem co 2 tygodnie, a pod koniec – nawet co tydzień! Obsesyjnie zapisywałam każdy ruch dziecka, z najmniejszą dolegliwością pędziłam na ostry dyżur, dwa razy dziennie monitorowałam bicie serca. Wykonywałam całą masę dodatkowych badań krwi, a mimo to – nawet przez chwilę, nie wierzyłam w to, że urodzę żywe dziecko!

Wykończona fizycznie i emocjonalnie tym razem kompletnie nieprzygotowana wydałam na świat żywego, zdrowego chłopca.

Całkowite przeciwieństwo starszego brata i wierną kopię swojego taty. W dzień jego narodzin 6 dorosłych osób personelu szpitalnego płakało wraz z nami na sali operacyjnej, emocje rozsadzały ściany, a mój syn dał niepowtarzalny koncert – pierwszy w swoim zżyciu!

Zapanował wszechobecny spokój, napięcie opadło. Każdy uśmiech mojego maleństwa sprawia, że życie nabiera sensu. Faktem jednak jest, że nic ani nikt nie wypełni pustki po Krzysiu. W naszych sercach ma on miejsce szczególne. Jesteśmy rodzina 5 osobową i zawsze nią będziemy. Krzyś choć nie w fizycznej postaci, jest z nami na codzień, mieszka z nami, wyjeżdża na rodzinne wakacje.

Kiedy jadę na cmentarz, staram się nie rozpaczać. Zamykam oczy i przywołuję w pamięci jego obraz. Tulę go w swoich ramionach, ogrzewam, głaszczę po policzku – tak jak wtedy – w szpitalu.

Wierzę, że on to czuje i wie, że nikt na świecie nie kocha go bardziej niż mama ..

A.

szczesliva.pl

Tweet
92
Posiadanie opiekunki do dziecka to nie jest kobieca fanaberia.
"Im więcej dzieci choruje, tym lepiej." List od byłej przedszkolanki

O autorze

Facebook Profile photo

szczesliva

■ Mama, po uszy zakochana w mężu Żona, Kobieta z krwi i kości, Estetka jakich mało, dawny podróżniczy Krwiopijca.

Podobne wpisy

  • A żeby była na tym profilu równowaga, to powiem Wam, że dzisiaj …[…]

  • Jakim „CUDEM” schudłam prawie 40 kilogramów w ciągu 12 miesięcy? 🍽️🌿🧘🏻‍♀️

  • Niemożliw. 😔

  • Zatęskniłam.

Wyszukiwarka

Archiwum

Tagi

aplikacje dla rodziców bajki dla dzieci blogi parentingowe blog parentingowy chłopiec ciąża dzieci dziecko gdzie jest tata jak zrobić płyn antybakteryjny karmienie piersią Kraków macierzyństwo małżeństwo najlepsze blogi parentingowe podróże z dzieckiem post sponsorowany projekt 52 przepis reklama rodzicielstwo szczesliva Tata podróżuje Trochę Ciążowej Prywaty WSPÓŁPRACA

Najnowsze komentarze

  • Monika - Jeszcze 5 lat temu nie opublikowałabym tego zdjęcia (bo zapomniałam coś z niego usunąć)❗😜🙈
  • Beata - Jeszcze 5 lat temu nie opublikowałabym tego zdjęcia (bo zapomniałam coś z niego usunąć)❗😜🙈
  • Beautymama - 📺 👶 Czy przedszkole to miejsce, w którym dzieci powinny oglądać bajki w TV❓❗
  • Monika - Po czym poznałam, że chcę z moim mężem spędzić resztę życia? Po tym!
  • szczesliva - Dziennik Elektroniczny – HIT czy PORAŻKA? (jego zastosowanie dla Rodziców i Dzieci)
Ta strona korzysta z plików cookie ("ciasteczka"). Pozostając na niej, wyrażasz zgodę na korzystanie z cookies.

Ostatnie wpisy

  • Dołącz do Klubu Zmian! Miejsca dla KOBIET, w którym DZIAŁAMY❗ :-) 🏃‍♀️‍➡️🫐🧘🏻‍♀️
  • Tłuszcze, których dzieci się boją, a mózg ich potrzebuje. – kampania edukacyjna „Zdrowe menu dla mózgu” Fundacja Grow & Flow
  • 🍫🤎 Brownie z buraków bez mąki pszennej – przepis fit i bezglutenowy!
  • ✈️Jak spakować się w BAGAŻ PODRĘCZNY🎒 na kilkudniowe wakacje z dziećmi – praktyczny poradnik mamy trójki dzieci
  • Co URATOWAŁO mnie z ANGINOWEGO maratonu? Moja historia sprzed 2 lat, o której rzadko mówię.

WAŻNY KOMUNIKAT

Wszystkie treści opublikowane na www.szczesliva.pl mają wartość wyłącznie informacyjną. W żadnym wypadku nie mogą zastąpić indywidualnej porady lekarskiej, psychologicznej, prawniczej ani też żadnej innej.
Facebook Twitter Instagram

COPYRIGHT © 2026 szczesliva.pl Strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt zgodnie z ustawieniami przeglądarki. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystanie plików - zmień ustawienia przeglądarki. - Polityka Prywatności
»
«