• O mnie
  • Kontakt / Współpraca
  • Archiwum
szczesliva
  • Strona główna
  • Podróżniczo
    • Gdzie jest Tata?
    • Polska też jest fajna!
    • Szczesliva podróżuje
    • Close
  • Uroda
    • #AkcjaDetox
    • Szczesliva dba o skórę
    • Szczesliva jest FIT
    • Close
  • Moda
    • Moda dla dzieci
      • To shop or not to shop
      • Close
    • Moda dla mam
    • Close
  • Kulinarnie
    • COOLinarnie
    • COOLinarnie dla maluchów
    • Koktajlovo
    • Close
  • Moim zdaniem
    • BLOGOSFERA
    • Jak nie zwariować na macierzyńskim
    • Kalejdoskop miesiąca by szczesliva
    • Szczesliva po godzinach
    • Szczesliva w CIĄŻY
    • Close
  • Polecane
    • Aplikacje mobilne
    • Dla dziecka
    • Dla blogera
    • Zdrowie
    • Close

Jak podać dziecku lek? – Bardzo istotna wskazówka.

napisała szczesliva • 12/11/2016 • Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Ten post opisuje moje doświadczenia. Zanim jednak Wy zastosujecie się do poniższych porad, konieczny jest kontakt z lekarzem. Pamiętajcie, że informacje podane w internecie nigdy nie mogą zastąpić Wam wizyty lekarskiej.

Kiedy dostałam tę wiadomość od jednej z Was, a było to dokładnie przedwczoraj, prawie zeszłam na zawał. My też przeżyliśmy kiedyś bardzo podobną sytuację z naszym pierworodnym. Ale może po kolei.

Nasz Syn miał drobne zmiany skórne, z którymi wybraliśmy się do dermatologa. Miał wtedy roczek. Jego wykwity skórne zaniepokoiły mnie. Wiecie, pierwsze dziecko. Chuchałam i dmuchałam na wszystko. Dermatolog w ogóle się sprawą nie przejął, potraktował to jak rutynowa sprawa i przepisał maść.

Poszłam do apteki, maść kupiłam. Pani aptekarka napisała na opakowaniu, jak ją należy stosować, a ja byłam cała uradowana, że nasz problem po kilku dniach zniknie. Lek, jak to lek. Lekarstwo jakich wiele. Po wieczornej kąpieli zawołałam mojego Męża i poprosiłam go o przyniesienie maści. Nałożyłam odrobinę na opuszek palca i wtedy mój M. złapał mnie za rękę. Nigdy nie wtrącał się w tego typu sprawy, ufając mi, ale tym razem coś go tknęło.

– Słuchaj, a co to jest za maść? Wiesz w ogóle, jak ją dawkować?

– No wiem. Dwa razy dziennie.

– A czytałaś ulotkę?

– No w sumie nie. Ale dawkowanie mam przecież na opakowaniu napisane odręcznie przez aptekark. O patrz, tutaj.

I w tym momencie się zaczęło! Za moment dokończę, tymczasem przytoczę Wam maila od Krystyny. Czuję się w obowiązku go opublikować, bo wiem że sezon chorobowy w pełni, i takich sytuacji może być wiele.

Krystyna napisała:

„Noc na czuwaniu… Człowiek uczy się na błędach. :(

Nigdy nie ufaj aptekarzowi. Wczoraj został mi wydany zły syrop na receptę (różnica dwóch literek w nazwie), nie zauważyłam tego w związku z czym L. zamiast syropu dla niemowlaka dostał silny syrop dla dorosłych. Nic mu na szczęście nie było, ale mógł po nim dostać silnych duszności – według lekarzy, z którymi konsultowałam się telefonicznie.

Jak się dowiedziałam? Aptekarka miała na tyle odwagi, że przyszła i się przyznała do błędu, ale co z tego, jeśli 15 minut wcześniej mój syn go dostał? Apteka to nie sklep spożywczy, równie dobrze mógłby być uczulony na któryś ze składników, albo dusić się kaszlem przez pół nocy i wylądować w szpitalu.

Idziemy do lekarza, kupujemy wypisane leki i często nie sprawdzamy, czy to właśnie ten lek przepisał nam lekarz, bo lekarz dokładnie w przypadku małych dzieci instruuje nas, jak mamy go podawać, więc ulotka jest zbędna.

Od wczoraj aptekarz i aptekarka jest dla mnie osobą bez kompetencji. Czuję też ogromny ciężar na sobie, bo wiem, że to moje dziecko i powinnam może ufać tylko sobie i wszystko sprawdzać, ale do głowy mi nie przyszło, że aptekarka może wydać zły lek, który dostępny jest wyłącznie na receptę a nazwę ma napisaną drukowanymi literami… „

Współczuję Krysi tej sytuacji. Grunt, że skończyło się na obserwacji, a nie płukaniu żołądka czy innych perypetiach…

Wrócę do naszej sytuacji sprzed dwóch lat. Wisząc tak nad naszym dzieckiem w tej łazience i czytając ulotkę tej maści, okazało się, że ten lek w ogóle nie jest przeznaczony dla małych dzieci! Czaicie? Zupełnie nie nadawał się dla dzieciaków, a człowiek, który mi go przepisał, dermatolog do jasnej cholery [!], totalnie dupie miał to, że małemu dziecku przepisał właśnie silny steryd, który powinien być podawany w ostateczności a nie w celu pozbycia się jakiejś wysypki! Zero odpowiedzialności, zero przezorności. Totalna lekarska rutyna i przepisanie leku od czapy.

Nie chcę wieszać psów ani na lekarzach ani na aptekarzach. Bo pewnie konowałów jest jak na lekarstwo, a przynajmniej mam taką cichą nadzieję! Wiem, że pomyłki się zdarzają, choć nie powinny. Jesteśmy tylko ludźmi.

Przychodzi mi do głowy tylko jedna refleksja, którą z automatu wdrażam w życie od tamtej sytuacji. Nie zdawajmy się na innych w 100%. Czytajmy, my – rodzice, ulotkę! Bo to my jesteśmy tym ostatnim ogniwem. To z naszej ręki dziecko je i dostaje leki…

1. Sprawdzajmy, czy w zakupionym opakowaniu leku, na pewno jest odpowiednie lekarstwo, bo i o takich zamianach produktów słyszałam.

2. Upewniajmy się, że lek, który przepisuje nam lekarz, nadaje się dla naszego dziecka i nie wchodzi w interakcje z innymi lekami, które nasz maluch już otrzymuje dla przykładu.

3. Jak podać dziecku lek? W jakiej ilości należy podać przepisane lekarstwo? Czy na pewno mamy w ręce odpowiedni medykament? I czy jest on dopuszczony dla dla dzieci –  upewnijmy się o tym wszystkim, zanim zaaplikujemy go dziecku, a nawet sobie. Obojętnie czy jest to syrop, tabletki, czopki, antybiotyk czy spray.

Większość znanych mi lekarzy korzysta z podręcznych encyklopedii leków. Często spotkałam się z tym przy wypisywaniu recept dla mnie, jako matki karmiącej. Lekarze sprawdzają podczas wizyty informacje w internecie albo mają zainstalowane w swoim telefonie specjalne aplikacje. Wielki szacun za to, że niektórym się chce, a nie wypisuje coś na kolokwialną „pałę”. Doceniam.

Nasza w tym jednak rola jako rodzica, aby upewnić się, że dziecko dostaje prawidłowy lek. Bo jedni mogą mieć szczęście i wyłapią błąd w porę, jak mój Mąż. A dla drugich może być odrobinę za późno i trzeba będzie walczyć ze skutkami podania…

I oby tak nigdy się nie stało! Zdrowia, przede wszystkim! I ostrożności! :*

szczesliva.pl

Tweet
67
Zapiekane jabłka z płatkami owsianymi, jagodami, tymiankiem i odrobiną miodu
Kiedy mój mąż wyjeżdża, ja robię coś, o czym on nie wie.

O autorze

Facebook Profile photo

szczesliva

■ Mama, po uszy zakochana w mężu Żona, Kobieta z krwi i kości, Estetka jakich mało, dawny podróżniczy Krwiopijca.

Podobne wpisy

  • A żeby była na tym profilu równowaga, to powiem Wam, że dzisiaj …[…]

  • Jakim „CUDEM” schudłam prawie 40 kilogramów w ciągu 12 miesięcy? 🍽️🌿🧘🏻‍♀️

  • Niemożliw. 😔

  • Zatęskniłam.

Wyszukiwarka

Archiwum

Tagi

aplikacje dla rodziców bajki dla dzieci blogi parentingowe blog parentingowy chłopiec ciąża dzieci dziecko gdzie jest tata jak zrobić płyn antybakteryjny karmienie piersią Kraków macierzyństwo małżeństwo najlepsze blogi parentingowe podróże z dzieckiem post sponsorowany projekt 52 przepis reklama rodzicielstwo szczesliva Tata podróżuje Trochę Ciążowej Prywaty WSPÓŁPRACA

Najnowsze komentarze

  • Monika - Jeszcze 5 lat temu nie opublikowałabym tego zdjęcia (bo zapomniałam coś z niego usunąć)❗😜🙈
  • Beata - Jeszcze 5 lat temu nie opublikowałabym tego zdjęcia (bo zapomniałam coś z niego usunąć)❗😜🙈
  • Beautymama - 📺 👶 Czy przedszkole to miejsce, w którym dzieci powinny oglądać bajki w TV❓❗
  • Monika - Po czym poznałam, że chcę z moim mężem spędzić resztę życia? Po tym!
  • szczesliva - Dziennik Elektroniczny – HIT czy PORAŻKA? (jego zastosowanie dla Rodziców i Dzieci)
Ta strona korzysta z plików cookie ("ciasteczka"). Pozostając na niej, wyrażasz zgodę na korzystanie z cookies.

Ostatnie wpisy

  • Dołącz do Klubu Zmian! Miejsca dla KOBIET, w którym DZIAŁAMY❗ :-) 🏃‍♀️‍➡️🫐🧘🏻‍♀️
  • Tłuszcze, których dzieci się boją, a mózg ich potrzebuje. – kampania edukacyjna „Zdrowe menu dla mózgu” Fundacja Grow & Flow
  • 🍫🤎 Brownie z buraków bez mąki pszennej – przepis fit i bezglutenowy!
  • ✈️Jak spakować się w BAGAŻ PODRĘCZNY🎒 na kilkudniowe wakacje z dziećmi – praktyczny poradnik mamy trójki dzieci
  • Co URATOWAŁO mnie z ANGINOWEGO maratonu? Moja historia sprzed 2 lat, o której rzadko mówię.

WAŻNY KOMUNIKAT

Wszystkie treści opublikowane na www.szczesliva.pl mają wartość wyłącznie informacyjną. W żadnym wypadku nie mogą zastąpić indywidualnej porady lekarskiej, psychologicznej, prawniczej ani też żadnej innej.
Facebook Twitter Instagram

COPYRIGHT © 2026 szczesliva.pl Strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt zgodnie z ustawieniami przeglądarki. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystanie plików - zmień ustawienia przeglądarki. - Polityka Prywatności
»
«