Jeszcze niedawno smęciłam wszystkim, że te wakacje spędzę w mieście. I co prawda robię, co w mojej mocy, aby wykorzystać je z dziećmi jak najbardziej efektywnie, to cały czas czułam taki delikatny żal, lekki niedosyt, że nie udało nam się w tym roku ani nigdzie pojechać dalej, ani nigdzie polecieć.
No trudno, mówi się.
W kwietniu sama zaliczyłam Wenecję i Korfu, rezerwowane na kilkanaście godzin przed odlotem. Taki tam mój spontan bez rodziny, który dał mi niezłego kopa. Ale to by było na tyle z wojaży w 2017 roku, co w sumie niepodobne do dawnej Magdy, która była oblatywaczem ;-)
Od kiedy znam mojego Męża marzyła nam się też Gruzja lub Chorwacja, którą razem z brzdącami pokonalibyśmy 4×4. Gruzja i Chorwacja jednak poczekają. Kiedy indziej. Na to potrzeba co najmniej kilku tygodni, których chwilowo nie mamy.
Na początku czerwca zamówiłam nawet na totalnym nawet bilety lotnicze do Norwegii za jakieś grosze dla całej naszej czwórki, ale dzień później okazało się, że … (cholera jasna) nie damy radę polecieć, bo plany mojego Męża pozmieniały się. Szlag mnie wtedy trafił. Nie znoszę marnowania świetnych ofert… Co się jednak okazało kilka dni temu? Że jednak plany mojego M. znowu uległy zmianie i … jednak lecimy!
Prawie spakowani. Paszporty ogarnięte. Dyżurne pieluchy zapakowane. Matka podniecona. Dzieci jeszcze bardziej. I co? I w środowy wieczór, czyli dla Was wczoraj a dla mnie dzisiaj (kiedy to piszę), po kontroli lekarskiej mojego starszaka, który ostatnie 2 dni spędził z gorączką i już nam się wydawało, że wydobrzał, dostało chłopaczysko skierowanie do szpitala z podejrzeniem o mononukleozę. Choć wydaje się to mało prawdopodobne, to starszak z M. są właśnie w szpitalu, z dobrymi prognozami (kiedy to piszę jest środek środowej nocy, a kiedy będę przy końcu wiadomości, to będziemy już zapewne na lotnisku), ale jeśli wypiszą ich ze szpitala, to samolot na trasie Polska-Norwegia, jak mieliśmy lecieć, będzie właśnie ruszał do startu.
Matka Polka razem z Ojcem Polakiem zdecydowali, że oni zostają w Krakowie ja jednak z naszym Teośkiem … polecę! Że pokażę juniorowi te obiecane fiordy. Że wyściska chłopaczysko swoją babcię i postaramy się dobrze bawić, a co! A jak chłopaki zostaną wypisani ze szpitala, to może uda się ogarnąć im jeszcze lot do nas. A jak nie, co w sumie najbardziej prawdopodobne, to następnym razem :-)
Także, kiedy Wy teraz to czytacie, to jest czwartkowy wieczór, a ja z Juniorem jesteśmy właśnie w przestworzach i machamy Wam z okolic naszego pięknego polskiego Bałtyku! Dlatego żegnam się na chwilę z Wami i z Polską, i powitam Was już z Norwegii!
Plany się zmieniają, ale my się nie poddajemy! :-)
Uściski!
Magda&Teo







