Jeszcze 5 lat temu nie przypuszczałabym, że kiedykolwiek zadam sobie takie pytanie. Jednak im bardziej wgłębiam się w rodzicielstwo i im częściej podrzucacie mi linki do różnych zagranicznych artykułów czy wątków na forach, to zaczynam myśleć, że wszystko chyba jeszcze jednak przede mną ;-)
Muszę od razu zaznaczyć na wstępie, że należę osób, które starają się pogłębiać swoją wiedzę i nie opieram moich opinii na tezach, które były popularne jeszcze 50 lat temu. Nie wierzę w herezje czy teorie spiskowe niepoparte żadnymi badaniami. Taki właśnie ze mnie typ, który twardo stąpa po ziemi i „nie wierzy w duchy”. Można mnie za to nie lubić (uwierzcie, że jest takich osób całkiem sporo), ale można mnie równie dobrze tolerować (za co z góry dziękuję).
Jeszcze niedawno siedzieliśmy sobie z moim M. na sofie. To był weekendowy wieczór. Ja ledwo żywa, jak to ja (mięczakiem bywam i się z tym nie kryję), ale nagle wpadła mi do głowy myśl, którą postanowiłam się podzielić z moim Mężem. Wpadła mi ona do głowy, bo byłam świeżo po tym, jak usłyszałam w południe rozmowę dwóch kobiet. Nie dawała mi ona spokoju nic a nic.
Aby nie zdradzać zbyt wielu szczegółów i nie zanudzać Was dokładnym opisem sytuacji powiem tylko, że byłam w publicznym miejscu, próbowałam pracować na laptopie, piłam kawę i chcąc nie chcąc usłyszałam dialog dwóch kobiet zdecydowanie po 30-stce. Z rozmowy wynikało, że obydwie są matkami i mają dzieci w wieku przedszkolno-szkolnym. Niewykluczone, że były siostrami. Poniższe imiona zostały zmienione a dialog jest oparty na tym, co wtedy usłyszałam:
– Dobrze, że siedzisz. To teraz weź głęboki oddech. Mikołaj powiedział nam, że będzie pożyczał od Klaudii sukienki.
– Dla kogo będzie je pożyczał?! – zapytała ją druga z miną, jakby zobaczyła ducha.
– Nie zrozumiałaś mnie. On powiedział, że będzie pożyczał sukienki od Klaudii i będzie je nosił. Sam je będzie nosił.
– Po co?!
– Ty się mnie pytaj po co. Ja go o to samo zapytałam.
– I co Ci powiedział?
– Że jeszcze nie wie po co, ale jak się dowie, to mi też powie.
– I pozwoliłaś mu?
– A co miałam zrobić? Zabronić sześciolatkowi?
– No nie wiem. Waldek, by naszemu Mateuszowi za takie coś chyba nogi z dupy powyrywał a mnie by zamknęli na oddziale. Zawału nie dostałaś?
– Nie dostałam.
– I co mu powiedziałaś?
– Że nie musi pożyczać sukienek od Klaudii. Pójdę z nim na zakupy i sam sobie wybierze takie sukienki, jakie będzie chciał.
– Mówisz to zupełnie poważnie?! – zapytała ją druga o mało nie gubiąc języka w buzi a ja wtedy w myślach biłam się za to, że nie zatkałam uszu tylko przysłuchiwałam się bezczelnie rozmowie. Na początku jeszcze próbowałam się skoncentrować na mailu, na który odpisywałam, ale po chwili ciekawość była silniejsza ode mnie. Pójdę kiedyś za to do piekła, w które nie wierzę.
– Zupełnie poważnie. Wczoraj byliśmy na zakupach. Wybrał sobie dwie sukienki, które nosi po domu, jak tylko wraca z półkolonii.
– A co na to wszystko Marcin?!!!
I w tym momencie dosiadł się do mnie znajomy, który wypatrzył mnie przez szybę. Nie wiem, co na to owy Marcin, który zapewne jest ojcem chłopca chcącego rozpocząć przygodę z sukienkami.
Wracając do tego wieczoru na sofie. Siedziałam sobie wtedy z M. na sofie, przypomniałam sobie tamten dialog z kawiarni i zadałam M. znienacka pytanie:
– Słuchaj, a co byś zrobił, gdyby nasz Ivek chciał nosić sukienki?
– Że co?
– No co byś zrobił, gdyby chciał nosić sukienki? – nie ma to jak zaskoczyć faceta pytaniem lekko oderwanym od rzeczywistości.
– No to musiałbym mu te sukienki najpierw kupić, bo w Twoich to by się utopił.
Odetchnęłam z ulgą! Ja myślę bardzo podobnie!
Co bym zrobiła, gdyby mój syn chciał nosić sukienki? Najpierw bym pewnie wzięła głęboki oddech a później … zaproponowałabym zakupy. Zapewne po drodze próbowałabym zapytać, skąd pomysł na te sukienki, co miałoby pewnie za zadanie mnie uspokoić, choć nie sądzę, abym na tym etapie dowiedziała się czegokolwiek konkretnego.
Obserwuję jednak bacznie świat. Widzę, że nic już nie jest czarne i biało, jak by się mogło niektórym wydawać. Jeszcze wielokrotnie będziemy zaskakiwani przez nasze dzieci i lepiej, abyśmy przyjęli do wiadomości fakt, że … człowiek jest zagadką. Że schematy, w których dorastaliśmy, niekoniecznie muszą być schematami, które będą dotyczyć naszych dzieci.
Obserwujmy i rozmawiajmy ze sobą. Pozwólmy naszym dzieciom być sobą. Nie ma nic gorszego nic tłumić czyjeś potrzeby w momencie, gdy drugi człowiek dopiero zaczyna poznawać świat. Wyrywanie nóg z d.upy, o którym wspomniała pani z kawiarni, raczej nie zbliży nas do siebie, a jeszcze oddali. A my mamy siebie poznawać, a nie negować i wkładać w utarte schematy.
Piąteczka!







