Zupełnie nie wiem dlaczego zaniechałam pisania listów do Świętego Mikołaja. A to było takie cudowne przeżycie! Te emocje podczas ich pisania. Te wyobrażenia o posiadaniu tych wymarzonych przedmiotów! Te dreszcze, gdy rano okazywało się, że list zniknął z parapetu! Ach!
Marzyłam o Barbie na skuterze. Kolejnego roku prosiłam o Barbie z salonem fryzjerskim. Dość różowe te moje marzenia, przyznacie ? ;-)
Pewnej zimy, gdy na liczniku miałam już kilka napisanych listów, zebrałam się w sobie i poprosiłam o coś wyjątkowego. Teraz, gdy myślę o moim życzeniu uśmiecham się w duchu, bo wydaje się ono być dość zabawnym wspomnieniem. Jednak intencje miałam naprawdę szczere! Ze łzami w oczach pisząc tamten list powiedziałam Świętemu Mikołajowi, że nie chcę żadnego prezentu. Chcę, aby kupił on wszystkim głodnym dzieciom z Afryki … ogrom kiełbasy, aby już nigdy nie były głodne. Rozełkałam się w duchu… I wyobraźcie sobie, że nie płakałam dlatego, że te dzieci nie miały co jeść. Płakałam nad swoją szczodrością, która nakazała mi zrezygnować ze swoich prezentów i podarować coś innym :-D Czułam się w tamtym momencie taka dobra, i taka porządna, i taka wyjątkowa! I załkałam raz jeszcze, po raz ostatni, po czym wróciłam do moich Barbie. A moi rodzice zapewne powstrzymywali wtedy swój niezamierzony chichot. Takie to były czasy… ;-)
W tym roku, mając prawie trzydzieści zim na karku, nie mam już roszczeń w stosunku do Świętego Mikołaja. Od kiedy mam rodzinę i czuję się naprawdę szczęśliwą kobietą, mam nieco inne marzenia. Już nie liczą się dla mnie błyskotki [może odrobinę ;-)] Teraz mam marzenia, postanowieniami zwane, które jest mi cholernie trudno realizować w tym pędzie życia. Obiecuję sobie jednak, że w tym roku postaram się jak nigdy!
ZARZĄDZANIE CZASEM – chcę popracować nad jego organizacją. Chcę popracować nad swoją efektywnością i zadaniowością, tak aby możliwie najwięcej wolnego czasu poświęcić rodzinie. Wiem, że daleko mi do bycia organizacyjnym rekinem, który ma wszystko zaplanowane co do minuty z kalendarzem i zegarkiem w ręku. Jednak postaram się ze wszystkich sił z wyluzowanego osobnika zamienić się w mistrza planowania i organizacji. Nie chce marnować cennych godzin. Nie chcę tracić czasu na pierdoły. Life’s too short!
LOKALNE WYCIECZKI – zupełnie nie potrzebuję egzotyki. Nie kręcą mnie żadne All inclusivy. Marzę o tym, aby tak jak w roku ubiegłym równie efektywnie zaplanować nasze wyjazdy. Te bliższe i dalsze. Tak naprawdę to te bliższe wspominam najlepiej. Eksplorowanie okolicznych zamków. Zdobywanie z Ivkiem maleńkich górek. Gdy popracujemy nad naszą organizacją, może uda się w każdym miesiącu zorganizować jakąś fajną lokalną eskapadę.
ZDROWA KUCHNIA – nigdy nie będę mistrzynią kulinarną. Kuchnia nie jest jedynym rewirem, w którym spełniam się jako kobieta. Nie ukrywam jednak, że lubię gotować i jeść zdrowo. Dlatego w nadchodzącym roku zgłębię tajniki zdrowej kuchni. Zacznę planować posiłki, przestanę marnować żywność i postaram się jak najrzadziej ratować gotowcami.
ZAJEBISTE PLECY – Mam małe marzenie. Chciałabym w zbliżającym roku znaleźć okazję i założyć kieckę z duuużym dekoltem na plecach. Ale żeby w takiej wyglądać zjawiskowo trzeba popracować nad ciałem. Będę pracować, obiecałam już sobie. I stworzę sobie okazję do tego, aby się w takiej kiecce zaprezentować. To podbuduje moje nadwątlone ostatnio ego;-)
KOLACJA PRZY ŚWIECACH RAZ W MIESIĄCU – Ivo już nie jest takim maluchem, jakim był kiedyś. Nie wiem jak to jest w Waszym przypadku, ale od kiedy Ivek jest na świecie ani razu nie zorganizowaliśmy sobie z Mężem żadnego wieczornego wypadu tylko we dwoje. Moja potrzeba w tym względzie jest wielka i czuję, że taki wypad naładowałby mnie energią. Pozbędę się strachu, że mojemu dziecku stanie się krzywda, jeśli zostawię je na kilka godzin z kimś innym niż ja. To jest [był?] chyba największy hamulec, który uniemożliwiał mi [nam] takie wieczorne luksusy ;-) Jeden wieczór w miesiącu byłby spełnieniem moich marzeń! :-)
No to do roboty? ;-)
Nad czym będziecie pracować w następnym roku?







