Pisząc ten tytuł miałam z początku napisać „Romka” zamiast „Cyganka”, ponieważ doskonale zdaję sobie sprawę, że w niektórych kręgach określenie „cyganka” jest uznawane za obraźliwe. Jednak ponieważ na odchodne pani sama rzuciła: „my stare Cyganki, wiemy co mówimy!” uznałam, że nie będę bawić się w „poprawność polityczną”, czy jak ją tam zwać. Aczkolwiek od dłuższego już czasu używam określenia „Romowie”.
Przyznam się Wam, że stosunek do Romów mam neutralny, chociaż czasami się trochę ich obawiam, bo temperament mają jakby włoski? ;-) Naście lat temu prowadząc salon fryzjerski w jednej z wrocławskich dzielnic [tak, tak, miałam kiedyś salon fryzjerski, zamierzchłe to były czasy! :D] , gdzie mieszkało sporo Romów, miałam z nimi często styczność. Bywali dość głośni, niekoniecznie przestrzegający zasad savoir-vivre’u, ale jako że miałam styczność z grupą, która była raczej dość majętna, nie spotkałam się nigdy np. z kradzieżami z ich strony czy nieuczciwościami, co podobno ma miejsce w tych społecznościach. Zresztą, jak i w każdej społeczności, nie oszukujmy się… Dlatego staram się być zawsze sympatyczna, choć nigdy nie wiem, czego się spodziewać :-)
Do dzisiaj pamiętam tamten dzień. Mam go nawet zapisany w pamiętniku, który wtedy prowadziłam. Może czas wrócić do pisania dziennika? Dobrze się to czyta! ;-) Spacerowałam wtedy z moją Gaią po jednej z krakowskich dzielnic, upał był wtedy nie z tej ziemi, i ni stąd ni z owąd z bramy wyszła kobieta cała ubrana na czarno. Czarna spódnica z czerwonymi wstawkami, czarna bluzka i włosy kruczoczarne. Patrząc na nią z tyłu już domyśliłam się, że jest Romką. Charakterystyczny ubiór i długie włosy, które były splecione w misterny warkocz, przez które przebłyskiwały srebrzyste pasma, co wskazywało na to, że kobieta na pewno pierwsze 3 dekady życia ma już za sobą. Szła przed nami bardzo szybko a ja specjalnie zwolniłam, trochę chyba z obawy, że nas zaczepi a ja zupełnie nie byłam w humorze do gadki-szmatki czy odpowiadania uśmiechem na jakieś uwagi, choćby sympatyczne. Ani co gorsza na jakiekolwiek wróżby! :D
Ale stało się :D
Tak jak pomyślałam, że nie chciałam być zaczepiona, tak nie minęła sekunda, jak owa pani usłyszała za sobą nasze kroki i skrzypienie kół wózka, odwróciła się i szybkim susem, na lekkiej „bezczelce” zerknęła do naszej spacerówki. Jak ja nie znoszę tego typu zachowań! :D Ale wzięłam głęboki oddech, udaję kulturalną i czekam na rozwój wydarzeń.
Coś tam pomruczała pod nosem po swojemu i patrzy na tę moją Gaię. I wzdycha jakie to ona ma piękne oczy. Patrzy na mnie i wzdycha, że ma oczy po mnie. A ja lekko przerażona, sama nie wiem :D Czekam spodziewając się, że zaraz akcja nabierze rozpędu. Wiecie, to zawsze tak się niewinnie zaczyna, srutututu a później następuje coś nieoczekiwanego.
I miałam rację! Nagle Cyganka piękną polszczyzną rzuca:
– No! I lalka nie ma głupiej matki, bo nie przykrywa pani wózka kocem jak to robią niektóre. I ich lalki ledwo mogą oddychać! Pani tak nigdy nie robi bo od gorąca to można ducha wyzionąć w taki ukrop. My stare Cyganki, wiemy co mówimy!
Mądra kobieta! Uff. Odetchnęłam z ulgą! :D Za wyjątkiem tej „lalki”, to podpisuję się pod tym apelem w 100%! Nie przykrywajmy dzieciaków szczelnie w wózkach, kiedy na zewnątrz gorąco. Dajmy im oddychać. Tyle ode mnie i od … „starych Cyganek” :-) Niestety, nadal widuję dzieci szczelnie zasłonięte w gondolach i spacerówkach jakimiś kocykami. :(
Swoja drogą, jak osłaniacie dzieci np. od Słońca kiedy są w wózku? Ja byłam kiedyś mega zadowolona z parasolki, którą miałam przy wózku i udawało mi się ją dopasować tak, że idealnie zakrywała razem z budką promienie słoneczne.
P.S. Jeśli udało się Wam przeczytać dzisiejszy post, to będę przeszczęśliwa, jeśli zostawicie po sobie ślad w postaci kciuka czy serduszka na Facebook’u. To jest dla mnie znak, że czytacie treści ode mnie. Dziękuję. :*
Magda







