Pewnie większość stałych czytelników mojego bloga wie już, że jestem w trzeciej ciąży. Co jakiś czas dzielę się z Wami fragmentami mojego życia, obawami na temat tego, co przynoszą mi kolejne dni, i doświadczeniami, którymi lubię wymieniać się z innymi kobietami.
Miewamy często różne zdanie na wiele tematów, ale w większości szanujemy się. Jak szanować się powinni ludzie, wszak po coś chyba mamy naszą inteligencją emocjonalną, która wiele nam podpowiada.
Zawsze dostaję od Was wiele cennych rad i sugestii, czy to w komentarzach, czy też na moją prywatną skrzynkę. Za wszystkie po stokroć dziękuję! Nie na wszystko udaje mi się odpisać, za co bardzo przepraszam. Bywają tygodnie kiedy są ich setki, a moje dzieci ciągną mnie za portki i nie mam sumienia odmawiać im mojej uwagi.
Może odrobinę się w tym momencie przed Wami obnażę, ale pomyślałam sobie, że niech i tak będzie. Im dłużej piszę tego bloga, tym staję przed coraz nowszymi wyzwaniami. Kiedyś, kiedy w tym miejscu nie było miliona osób a była zaledwie ich garstka, czułam się jak u siebie. Jakbym przychodziła do mojego własnego domu, w którym jestem akceptowana taką, jaka jestem. Zawsze zdawałam sobie sprawę z moich wad, jak również i z moich zalet. Każda z nas ma swoje słabsze, czy mocniejsze strony. Każda z nas ma lepsze lub gorsze dni. Myślę, że nie zagalopuję się twierdząc, że każda z nas jest inna i w tym tkwi całe piękno naszej kobiecej różnorodności. Grunt, to tolerować naszą odmienność i akceptować fakt, że mamy prawo podejmować różne decyzje.
Jednak odkąd w tym miejscu nie bywają już tylko setki osób, a liczyć je śmiało mogę w setkach tysięcy, bywają momenty, w których czuję jakby niektórzy nie przychodzili tutaj do mnie, jakbym była żywym człowiekiem.
Niektórzy przychodzą tutaj po to, aby mnie kopnąć. Niektórzy przychodzą tutaj do mnie po to, aby strzelić mnie z kolokwialnego liścia. Niektórzy w tym miejscu wypowiadają się tylko wtedy, kiedy mają coś negatywnego do powiedzenia w moją stronę i próbują wbić mi szpilkę.
Nie wiem, czy te osoby zdają sobie sprawę, że jestem kobietą. Normalną kobietą, a nie wytworem internetu ani ścianą, która pozwala rzucać w siebie granaty. Ponad trzydziestoletnią kobietą z krwi i kości, która dzisiaj na śniadanie zjadła tosty po moich dzieciach, miała bezsenną noc, bo jeden z jej synów miał bardzo silny ból brzucha przez pół nocy. I zamiast chodzić jak rusałka w podskokach, to czasami czuje się jak czołg, który jest w ciąży i za moment wybuchnie.
Tak, nie jestem żadnym wytworem internetu. Jestem najzwyklejszą w świecie kobietą. Kilka dni temu płakałam w poduszkę, bo czasami hormony kobiece nie pozwalają wziąć niektórych spraw na klatę, jak robi to facet. Kilka dni temu miałam ochotę rzucać talerzami przez balkon po nocach dla odreagowania emocji, bo moje dzieci doprowadzały mnie do szewskiej pasji przez cały tydzień.
Tak, płaczę, wkurwiam się, zwieszam czasami wzrok i mam ochotę zapaść się po ziemię, bo bywa, że jest pod górkę. Bywają również i piękne chwile, których jest zdecydowanie więcej.
Ale te piękne chwile dla niektórych nie są prawdziwe. Są jakieś wyssane z palca i stwarzają dziwną iluzję nieprawdziwości. Dla niektórych te piękne chwile, którymi próbuję dzielić się ze światem, to powód do tego, aby mi coś wytknąć. By szukać dziury w całym, by pokazać, że skoro jest tak cudownie, to pewnie mam w tym interes, aby pokazywać siebie światu tak a nie inaczej.
Kiedy podzieliłam się z Wami moją radością, że spodziewam się trzeciego dziecka, byłam naprawdę w siódmym niebie. To była nowina dla mnie zaskakująca, bo jakoś tak nie do końca wierzyłam, że po raz trzeci będzie mi dane doświadczać kolejnego cudu macierzyństwa. A jednak, udało się! Uradowana, ale i ogromnie przestraszona, napisałam, że jestem w ciąży.
Dostałam od Was morze ciepłych słów, za które bardzo dziękuję! Wzruszyłam się na te tysiące gratulacji, których szczerze się nie spodziewałam, bo zdawałam sobie sprawę, że nie każdemu w smak była moja radość.
Wśród tych wielu ciepłych słów dostałam również słowa bardzo gorzkie, które odpychałam od siebie jak najdalej, a jednak one cały czas we mnie tkwią nie dając spokoju. Po jednej z takich wiadomości, postanowiłam się do niej odnieść:
„Tylko nie mów teraz, że znowu jesteś w ciąży. Pewnie zaszłaś w nią tylko po to, aby mieć o czym pisać i zrobiłaś to dla pieniędzy. […]
Jeśli ktokolwiek z Was myśli podobnie do osoby, która zostawiła mi taki komentarz powyżej, chciałabym Was poprosić, abyśmy się pożegnali. Takie twierdzenia bardzo bolą, siedzą głęboko w serduchu, wiercą w nim dziurę i sprawiają, że zaczynam wątpić w to miejsce, jako miejsce życzliwych sobie kobiet. Nie po to to miejsce powstało, aby kwestionować wyjątkowe chwile innych ludzi.
Powyższe twierdzenie jest nie tylko kłamliwe, ale i krzywdzące. Dla calej mojej rodziny…
Prawdziwego powodu, dla którego zaszłam w trzecią upragnioną ciążę, nie da się opisać słowami. To coś kompletnie nieopisywalnego i nienamacalnego. Pragnęliśmy trzeciego dziecka, aby mnożyć tę miłość, którą mamy w rodzinie. Aby mnożyć to ciepło i tę radość, którą mamy razem, co rozumie mam wrażenie większość tutaj obecnych. Jak widzę, jak moi synowie się wspierają, uczą się wspólnie, dzielą się z nami miłością, to chcieliśmy dać im i sobie jeszcze więcej tego cudu, który doświadczamy.
Najpiękniejszego i najbardziej wyjątkowego cudu rodzicielstwa i cudu dzieciństwa…
*post archiwalny
P.S. Jeśli udało Ci się przeczytać ten wpis, będę wdzięczna, jeśli zostawisz po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu.







