Czasami myślę, że ta moja głęboko skrywana wrażliwość powinna zostać tam gdzie jej miejsce, czyli w sercu. Często jednak dochodzę do wniosku, że muszę się nią dzielić, gdyż świat jest zbyt brutalny, schematyczny i chłodny, aby pozwalać mu takim zostać.
Jestem kolekcjonerką pięknych wspomnień. Trzymam je trwale w takim bezpiecznym miejscu, do którego mam dostęp tylko ja i moi najbliżsi. Razem zapełniamy tę szufladkę, która z roku na rok jest bogatsza o kolejne piękne myśli i momenty. Najcudowniejsze w tej sekretnej szufladzie jest to, że nigdy nie będę w stanie jej zapełnić tak, aby ona nigdy więcej nie chciała przyjmować kolejnych wspomnień. Gdy chowam do niej cudowne chwile zawsze mam wrażenie, że ona prosi mnie o więcej. A ja nie odmawiam, tylko czekam aż kolejne łzy szczęścia niczym diamenty w niej zamknę. Ta szuflada pamięta wszystko co piękne. Wszystko co nasze.
Pamiętam, gdy mój M. trwał ze mną przy moim szpitalnym łóżku w jednym z warszawskich szpitali. Nie udało mu się znaleźć noclegu i spał w samochodzie. Na zewnątrz -20’C. A on rano z uśmiechem na ustach przyszedł do mnie i przyniósł śniadanie. Przytulił i ucałował. Nie przyznał się przez długi czas, że tamtą noc spędził w aucie, aby mnie nie martwić.
Pamiętam, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. A on nie musiał o nic mnie pytać, tylko już wiedział po mojej minie, że czeka nas teraz wyjątkowa przygoda.
Pamiętam także, gdy na początku naszej znajomości powiedział mi, że musi wylecieć na cały miesiąc. Obowiązki służbowe. Nogi się pode mną ugięły. Bałam się, że zniknie i nigdy nie wróci. A on mnie przytulił i to wystarczyło.
Pamiętam, gdy Ivo któregoś pięknego poranka obudził się i złapał moje policzki w dwie rączki i dał dużego buziaka. Rozpłynęłam się w jednym momencie.
Pamiętam, gdy dowiedziałam się o moim guzie. Przekazałam tę informację mojemu mężowi, a on jak gdyby nigdy nic powiedział: „No to ok. Wytniemy go i po sprawie.” To było największe wsparcie jakie mogłam sobie wymarzyć.
Mam w mojej szufladce tysiace pięknych wspomnień. I wiecie co? Boję się, że przyjdzie kiedyś taki moment i one znikną. Znikną razem ze mną albo z osobami dla mnie najważniejszymi. Że nie będzie już wspólnych śniadań. Rozmów do rana. Chichotów o poranku. Że zostanie mi to zabrane, albo zabrane moim najbliższym.
Często gdy siedzę sama, a moje chłopaki nadal śpią, zastanawiam się nad życiem. Wiem, to może wydawać się banalne. Ale dla mnie zupełnie takie nie jest. Czuję, że nie mam przed sobą nieograniczonego czasu, a każdego kolejnego dnia mam go coraz mniej. Czuję się jakby ktoś kiedyś dał mi linę której się mocno trzymam, jednak każdego roku zabierał z niej kolejne centymetry, aż w końcu kiedyś zabierze mi całą a ja spadnę tam, gdzie nigdy nie chciałabym spaść. Ktoś o ćwierćwiecze ode mnie starszy westchnąłby patrząc na mnie i dziwiłby się dlaczego to dziewczę duma, gdy jeszcze tyle czasu ma przed sobą. A ja dumam, bo chciałabym jak najdłużej utrzymać status quo, czyli moją niezwyciężoną szczęśliwość z tymi, których tak bardzo kocham.
P.S. Też macie swoje szuflady?
zdjęcia: fotopracownia.com







