post archiwalny – sierpień 2017, kiedy to byłam w ciąży z moją córką
Za każdym razem kiedy jestem w ciąży [zabrzmiało to co najmniej tak, jakbym planowała zakładać drużynę piłkarską i była na dobrej drodze ku temu właśnie :D], zderzam się z pytaniami z mojego bliższego i dalszego otoczenia dotyczącymi tego, jak tam moje zdrowie i samopoczucie.
Następnie padają pytania, jak godzę ciążę z zajmowaniem się dwójką dzieci, a później jestem często pytana także o to, kiedy zamierzam zwolnić tempo. Za słowem „tempo” często ukryte są aluzje w stylu: czy daje radę bez zwolnienia lekarskiego L4 i polegiwania w domu oraz czy i kiedy planuję powrót do pracy po porodzie. Ci którzy znają mnie dłużej niż kilka dni wiedzą, że od niespełna dwóch lat to prowadzenie bloga jest moją pracą. Prowadzę działalność gospodarczą i moim pracodawcą jestem ja we własnej osobie. Dla niektórych sytuacja iście komfortowa, dla innych niekoniecznie. Ale dzisiaj nie o tym.
Jestem obecnie niemalże w połowie mojej trzeciej ciąży. Podczas pierwszej i drugiej czułam się znakomicie. Miałam zaledwie kilka krótkich epizodów związanych z pobytem na patologii ciąży, ale nie było to nic alarmującego. Samopoczucie moje było zazwyczaj dobre a kiedy skończył się etap mdłości, to podczas drugiego trymestru skakałam, szalałam, podróżowałam i co tam jeszcze. Dopiero w trzecim trymestrze zaczęły się moje problemy z rozejściem spojenia łonowego, które mnie właściwie unieruchomiły i poruszałam się głównie w obrębie mieszkania i najbliższej okolicy. Taki właśnie urok ciąży, że często nie mamy wpływu na to, co się po drodze będzie z nami działo i wiele planować nie można. To znaczy można, ale czy wszystko pójdzie po naszej myśli to już osobna historia.
Dlaczego dzisiaj piszę o zwolnieniu lekarskim L4 i o tym czy się na takowe zwolnienie lekarskie wybieram?
Otóż dwa tygodnie temu dostałam anonimowego maila z prośbą o poruszenie tematu zwolnienia lekarskiego L4. Czytelniczka, która do mnie napisała, była oburzona faktem, że kobiety podczas ciąży idą na L4 z bardzo prozaicznych powodów, jak np. mdłości, osłabienie czy drobne plamienie. A kiedy ona (bezdzietna) pracuje i bolą ją plecy, ma bolesną menstruację albo jest jej słabo, to przychodzi do pracy, bo nie ma sumienia zostawiać swoich kolegów i koleżanek samych „z całym tym burdelem”, który trzeba ogarniać kadego dnia w robocie.
Przyznam szczerze, że nie znam takich kobiet, które z byle powodu idą na zwolnienie lekarskie. A byle powodem dla mnie jest np. klasyczne lenistwo i chęć leżenia plackiem, by nadrobić zaległe seriale, mimo że czujemy się wyśmienicie. A już poważniejszym powodem, który może sugerować rozważenie L4, są np. zasłabnięcia, plamienia i poważne mdłości, bóle krzyża i podbrzusza, które uniemożliwiają normalne poruszanie się i wiele innych powodów, o których ja nie mam zielonego pojęcia a zdaję sobie sprawę, że istnieją.
Sama nie należę do leniuszków, którzy podejmują się obowiązku pracy w jakimś miejscu a później z lenistwa i bez innych zdrowotnych powodów decydują, że znajdą lekarza, który wypisze jakąś sensowną przyczynę, aby byczyć się przez resztę ciąży do góry nogami. To takie naginanie prawa i tylko te ciężarne, które tak postępują, wiedzą czy ściemniają czy nie.
Dla przypomnienia napiszę tylko, co to jest to zwolnienie lekarskie w ciąży, dawne L4.
Bo to nie jest kwitek zapewniający wakacje pod gruszą w egzotycznym miejscu, wydawany oficjalnie i z byle powodu w trakcie ciąży ;-)
Warto pamiętać, że ciąża sama w sobie nie jest podstawą do skierowania na zwolnienie lekarskie. Zasadność wystawienia L4 musi stwierdzić lekarz na podstawie oceny stanu zdrowia ciężarnej i wyników badań. Jeśli zwolnienie lekarskie ma swoje uzasadnienie, wtedy lekarz wystawi je na druku ZUS ZLA (kiedyś L4). Zostanie ono dodatkowo opatrzone kodem B, który oznacza, że zwolnienie wystawiono z powodu niezdolności do pracy przypadającej w trakcie ciąży.
Ale do rzeczy, ponieważ zadałam w poście pewne pytanie. Podczas obecnej, trzeciej ciąży czuję się wybitnie nieciekawie. Pisząc „nieciekawie” mam na myśli notoryczne osłabienie, zawroty głowy pojawiające się kilka razy w ciągu dnia i w nieprzewidywalnych momentach, spadki ciśnienia i senność, nad którymi trudno zapanować. Nie jestem narzekającym na zdrowie typem, ale przyznaję bez bicia, że ta ciąża daje mi w tyłek tak, jak żadna inna wcześniej. Gdybym miała codziennie dojeżdżać do pracy i efektywnie pracować przez 8h tylko przy biurku nie wiem nawet, czy doszłabym do samochodu albo na przystanek tramwajowy, bo moje samopoczucie nie pozwala mi czasami przejść 50 kroków.
Nie mam ciąży zagrożonej a moje wyniki badań są w normie. Mój organizm podczas tej ciąży reaguje tak a nie inaczej – totalnym osłabieniem całego organizmu. Czy te powody, o których napisałam wyżej, byłyby podstawą do wydania L4? Kiedy pro forma zapytałam o to moją lekarkę – powiedziała, że absolutnie tak. Jeśli często miewam spadki ciśnienia i czuje się osłabiona dla własnego i dziecka bezpieczeństwa powinnam zostać w domu. I sugerowałaby mi rozważenie zwolnienia lekarskiego.
Zatem, czy zamierzam pójść za zwolnienie lekarskie?
Nie zamierzam. Ale tylko dlatego, że sama jestem sobie szefem i mogę pracować wtedy, kiedy mam na to ochotę. Jeśli czuję się słabo, mogę zwolnić tempo. Mogę zrobić sobie dzień, dwa lub trzy wolnego. Ode mnie zależy czy i ile będę pracować. Mogę pracować w łóżku.
Jednak gdybym pracowała w klasycznej pracy np. pracując jako sprzedawca, lekarka, policjantka, nauczycielka – nie miałabym skrupułów i udałabym się na zwolnienie lekarskie. Obawiam się, że już sam dojazd do pracy mógłby okazać się dla mnie potencjalnie niebezpieczny nie wspominając o braku efektywności, kiedy zdrowie odmawia współpracy i człowiek ledwo siedzi na krześle.
A co na to mój pracodawca?
Ponieważ sama sobie jestem szefem, sama ustalam sobie warunki i dopasowuję czas pracy do tego, jak się danego dnia czuję. Jestem dla siebie wyrozumiała, choć mam wrażenie, że i tak momentami przeginam i powinnam odpoczywać, o czym często sam organizm daje mi znać. To długa historia, jednak blogowanie nie polega jedynie na pisaniu tekstów na sofie, ale może o tym kiedy indziej.
Czy kobiety powinny mieć jakiekolwiek skrupuły decydując się na zwolnienie lekarskie w ciąży?
Jeśli nie czują się na siłach a ich organizm sam daje im odczuć, że czas zwolnić, to nie powinny mieć żadnych skrupułów! Jeśli uczciwie podchodzimy do tematu zwolnienia, to same wiemy, na ile możemy sobie pozwolić i czy przypadkiem nie przeginamy i nie forsujemy się nazbyt. Jestem zdania, że lepiej zapobiegać niż leczyć, a tak naprawdę to lepiej zapobiegać niż stracić…
Cud, który nam rośnie pod naszym sercem…
P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu ❤ Możesz też go podać dalej. Dziękuję!







