Nie jestem szczęściarą, której dzieci były nocnymi aniołkami i łaskawie po wieczornym karmieniu szły na długie kimono.
Moje pierwsze dziecko zdecydowało, że od urodzenia aż do prawie drugiego roku życia da mi zdrowy wycisk i pokaże mi co to worki i sińce pod oczami, oraz jak smakuje potykanie się o własne nogi w środku nocy i z samego rańca ;-)
Czego to ja nie robiłam! Próbowałam kombinować z harmonogramem dnia. Myślałam, że dziecko można nauczyć przesypiać całą noc, bo niektóre moje znajome twierdziły, że ewidentnie coś robię źle. Że nie potrafię w te klocki :D Bo ich dziecko nocki całe przesypia! Próbowałam biczować się z tego powodu, szukać dziury w całym i analizować każdą naszą godzinę aktywności za dnia. Serio, pomału wariowałam i nie wiedziałam, jak to możliwe że niektóre dzieci mają litość nad swoimi rodzicami, a inne mają to kolokwialnie w dupie, zupełnie jak mój Syn. Niektórzy pocieszali mnie, że drugie dziecko będzie zupełnie inne. Że niby nie ma opcji, aby kolejne też budziło się co półtorej godziny. I co?
I nico! Mój drugi Syn okazał się być jeszcze gorszym egzemplarzem! :D Zamiast pobudek co dwie godziny, jak jego starszy brat, to fundował mi pobudki co pół godziny w pierwszych trzech miesiącach. Wyglądałam jak zombie. Czułam się jak zombie i zachowywałam się jak zombie :D Teraz się z tego śmieję, ale wtedy zupełnie nie było to dla mnie zabawne. Momentami rozważałam skakanie z naszego tarasu, ucieczkę z domu a nawet wyjazd w góry do mojego Taty i zostawienie juniora z moim mężem. Tak w ramach życiowej sprawiedliwości i odreagowania :D
Kombinowałam z moją dietą. Ograniczałam produkty wzdymające. Nie piłam na wieczór herbaty ani kawy. Wyciszałam całe towarzystwo. Zadbałam o stałe pory kąpieli i posiłków. Szeptałam, kangurowałam, tuliłam, głaskałam, bujałam, bounce’owałam na piłce do fitnessu, szumiłam mu do uszu. Co prawda z czasem kolki zostały uśmierzone, ale żadna z wymienionych rzeczy nie załatwiła sprawy snu! Przypomniało mi się! Ja nawet zaczęłam wgłębiać się w aromaterapię i robiłam różne aromaterapeutyczne mieszanki. Kupowałam rożne olejki, w tym ten z rumianku rzymskiego za chore pieniądze :D I co? I kurdebalans nico!
Nauczona doświadczeniem z pierwszym Synem wiedziałam, że dopiero odstawienie go od piersi przed drugimi urodzinami sprawiło, że mój kochany „koleś” uwolnił się od nałogu jakim było ciumkanie mojej piersi na zawołanie o każdej porze dnia i nocy i jest szansa, że będzie spał w nocy. Oczywiście, uważam, że karmienie piersią to cudowna sprawa i warto pielęgnować ten rodzaj bliskości, jeśli jest nam dany, ale w pewnym momencie czara mojej goryczy się przelała i uznałam, że zbliża się kres naszej mlecznej drogi. Półtora roku na liczniku. Finito. To była dobra decyzja. Co prawda to zupełnie nie pasowało mojemu Synowi, jednak po dwóch tygodniach chłopak ogarnął, że „mama nie da i koniec”. Że będziemy się tulić na potęgę, ale bez karmienia. Że bliskości będzie sporo, ale cycka już nie ma.
Jeszcze przez kilka miesięcy to jego nocne spanie było przerywane. Kiedyś podczas wizyty u moich dziadków pod Wrocławiam nie wytrzymałam i zapytałam moją babcię z ogromnym żalem:
„To co ja mam do cholery robić, żeby chłopak przesypiał mi całe noce? Już rady nie daję, a w dzień trzeba jakoś funkcjonować”. – miałam wtedy ochotę się rozryczeć, strzelić sobie po setce wódki i pójść spać.
Na co moja babcia odpowiedziała ze stoickim spokojem:
„Magdusia, to Ty nie znasz jeszcze tej niezawodnej metody? Niemożliwe! Właściwie to były dwie takie powszechnie przeze mnie stosowane!
Pierwsza polegała na bardzo energicznym rzuceniu dziecka w ramiona swojego ojca a następnie zamknięciu drzwi na klucz i zabarykadowaniu się na kilka dni w pokoju z prowiantem. Ta metoda ma same plusy! Buduje ona więź ojca i dziecka i pozwala umęczonej mamie się wyspać! Nie daj sobie wmówić, że facet się nie nadaje. Praktyka czyni mistrza!
Druga metoda dla cierpliwych polega na przeczekaniu odpowiedniej ilości czasu niezbędnego na osiągnięcie dojrzałości, co z reguły przychodzi samoczynnie w okolicach siódmego roku życia, dziwnym trafem akurat wtedy, kiedy dzieci zaczynają chodzić do szkoły. Wtedy można wołami ich z łóżka wyciągać, a i to czasami nie pomaga! Spaliby do 10-tej i dłużej! Dlatego, jeśli pierwsza metoda nie skutkuje, to druga pomoże! ;-) ” – i puściła mi oka zza swoich okularów :D
Spoko. No to czekam 4 lata! :D Teraz już wiem, że każde dziecko jest inne. Że to, że moje maluchy nie śpią po nocach, to nie jest moja wina, a ich natura i potrzeba bliskości, która muszę zaspokajać. Nie dla mnie te metody zostawiania bambra samego w łóżku, aby się wypłakało i w rezultacie pogodziło z tym, że mama nie przychodzi wtedy, kiedy ono tego bardzo potrzebuje.
Trudno jest się z takim stanem rzeczy pogodzić, gdy lecimy na pustym energetycznym baku, ale wiem jedno – to minie! Choćbym miała czekać jeszcze parę wiosen, to się doczekam! ;-)
Piąteczka!
P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu ❤ Możecie też go podać dalej. Dziękuję!







