Nie wiem, czy obserwujecie podobne zjawisko, które zaczyna mnie odrobinę przerażać. Nie będę tego ukrywać, że właściwie zatacza ono coraz szersze kręgi i dociera do miejsc, gdzie zupełnie nie spodziewałabym się takiego obrotu sprawy.
Macie wśród Waszych znajomych idealne małżeństwa, zgodne i szczęśliwe pary, związki książkowe, które nagle poszły w niepamięć? Ot, tak po prostu, nagle pieprznęło u nich i walnęło z grubej rury? Tak, że ci do tej pory kochający się ludzie przestali być dla siebie gołąbkami i to wszystko, co budowali przez ostatnie lata, kolokwialnie to ujmując zrypało się?
Te dzieci, które miały do tej pory kochających się rodziców, teraz patrzą na nich osobno i nie do końca rozumieją, dlaczego jest tak a nie inaczej. Dlaczego rankiem już nie widzą mamy i taty przytulających się do siebie w pościeli, szepczących sobie miłe słowa do ucha podczas przygotowania weekendowego obiadu. Nie są już świadkiem tych wszystkich sytuacji, które mogłyby generować u nich poczucie bezpieczeństwa i pomogłyby im w budowaniu swoich relacji w dorosłym życiu. To, że dzieci nie rozumieją, to jedno. Ale oni sami też nie ogarniają, jak to się stało, że gruchnęło raz a porządnie i teraz idą w swoją stronę, bo sponiewierali się w argumentach i zapomnieli o pewnym cholernie istotnym składniku udanego związku.
Nie chcę ciągnąć tematu zbyt patetycznie i uderzać w górnolotne klawisze, ale wiem sama po sobie, że przychodzi taki moment, gdzie z brudnymi butami wchodzi w nasze życie rutyna, niewyjaśnione sytuacje, bolączki których nie rozwiązywaliśmy na bieżąco, i zapominamy się. Narzekamy, winimy drugą osobę za niepowodzenia, szukamy dziury w całym. Brakuje nam świeżości, odejścia i zapominamy, że przed nami jeszcze cholernie długa droga w tym naszym partnerstwie i jeśli chcemy ją pokonać i wyjść z tego z tarczą nie ponosząc żadnych ofiar, to trzeba pamiętać, o tym, że…
… choćby skały srały trzeba mieć do partnera SZACUNEK. Partnerski szacunek dopalany miłością i rozumieniem.
Szacunek, który nie polega na postawieniu komuś pomnika, a docenianiu tej codziennej, regularnej i czasami niewidocznej gołym okiem pracy, którą wkładamy w to, jak wygląda nasz dom i życie rodzinne. Ten szacunek polega również na tym, aby pamiętać, że my nadal jesteśmy ludźmi, którzy potrzebują tych drobnych gestów, którymi kiedyś byliśmy częstowani na porządku dziennym, a teraz czasami musimy się o nie dopraszać. Szacunek w miłości, słowo klucz.
Pamiętam sytuację sprzed tygodni, kiedy moja znajoma napisała do mnie na FB w totalnym szoku i chciała się upewnić, czy to prawda, bo ona spadła z krzesła i wstać nie może.
– Magda, czy Ty to słyszałaś? Że X i Z już nie są razem! Cudowne dzieci, świetnie prosperująca firma i pier… nęło! To jest niemożliwe! Przecież oni to muszą jakoś poskładać do kupy! 20 lat bycia razem! Podobno X odszedł bo już nie mógł… – przerwałam w pół zdania, bo nie lubię tego typu plot.
– Tak słyszałam i też nie dowierzam… – nie chciałam ciągnąć tematu. Mogłam sobie tylko wyobrazić przez co wszyscy przechodzą..
Małżeństwo, które było zawsze dla wszystkich przykładem okazało się nie być tak idealne, jak my je widzieliśmy. Zresztą jak 50% innych małżeństw, których już nie ma a były mi znane :( Nie chcę znać szczegółów rozstania. Podobno w grę nie wchodziła zdrada, tylko sprawy bardziej przyziemne, które inni nazywają różnicą charakterów i brakiem czasu dla siebie, codziennymi kłótniami o byle pierdołę.
Pisząc dzisiejszy post nie piję tutaj do mężczyzn tylko, bo byłoby to cholernie niesprawiedliwe. Sama często zapominam o tym, jak bardzo mój Mąż się stara, aby lodówka zawsze była pełna, aby dzieci miały ciepłe buty na zimę a z kranu nie kapało. Tak, faceci też podejmują każdego dnia ten trud, o którym my kobiety w ferworze walki na argumenty zapominamy. Oni też stają na rzęsach i dokładają swoje cegiełki do tej naszej wspólnej budowy, której końca nie będzie. Pewnego dnia rynna spadnie to trzeba będzie ją przykręcić. Zaleje nam piwnicę, to będziemy tę wodę wypompowywać. Dach zacznie przeciekać, to z uporem maniaka będziemy łatać dziury.
Codziennie to sobie powtarzam i często o tym zapominam: szanujmy siebie, naszą miłość, nasz wkład w codzienność, aby nie być po tej mroczniejszej stronie, gdzie to co budowaliśmy przez lata, nagle staje w płomieniach i trzęsie naszymi fundamentami.
Miłość to pomieszanie podziwu, szacunku i namiętności. Jeśli żywe jest choć jedno z tych uczuć, to nie ma o co robić szumu. Jeśli dwa, to nie jest to mistrzostwo świata, ale blisko. Jeśli wszystkie trzy, to śmierć jest już niepotrzebna – trafiłaś do nieba za życia.







