Jest to post archiwalny a powyższe zdjęcie nie przedstawia mojego Syna.
Przyznam zupełnie szczerze, że pytanie, które pojawiło się pod jednym z moich ostatnich postów, bardzo mnie zaskoczyło. Nie dlatego, że bałam się na nie odpowiedzieć, ale głównie dlatego, że zaskoczyła mnie bezpośredniość osoby zadającej to pytanie.
Chociaż patrząc na sprawę zupełnie szczerze, to powinnam się już przyzwyczaić do różnorodności pytań, które padają pod moim adresem. A jednak mniej więcej co kilka dni jestem zaskakiwana i zastanawiam się, czy ktoś naprawdę jest ciekawy, czy też próbuje wbić mi szpilkę :-)
Wiecie sami doskonale, że internet to doskonałe pole do tego, aby nie tylko dowiedzieć się interesujących nas informacji. Czasami służy niektórym jako instrument dzięki któremu mogą ulżyć swoim frustracjom, odreagują trudną codzienność i zagłuszają niespełnione ambicje.
Padały już pod moim adresem rozmaite pytania, począwszy od tych bardzo intymnych skończywszy na zupełnie niestandardowych, które nijak się mają do rzeczywistości, ale warto sprawę wyjaśnić.
W ten oto sposób byłam już kilkukrotnie pytana, czy miałabym ochotę uczestniczyć z moimi dziećmi w ospa party. Albo czy to prawda, że będąc w pierwszej ciąży pozwalałam sobie na picie piwa bez ograniczeń i czy mogłabym opisać moją historię z alkoholem w tle. A z jeszcze innej strony: dlaczego szczepię moje dzieci i czy jestem świadoma tego, że za jakiś czas będą mnie za to nienawidzić.
Jak widzicie rozstrzał pytań jest wyjątkowy. Część osób zupełnie na serio próbuje poznać moje zdanie, a druga część lubi prowokacje. Często trudno zgadnąć, który z tych dwóch obozów w danym momencie zadał mi to pytanie. Ja na samym początku zakładam zawsze, że to raczej ciekawość ludzka prowadzi do zadawania pytań i tego staram się trzymać.
I tym razem było podobnie.
Kasia zadała mi na blogu krótkie i bardzo konkretne pytanie pod tym postem:
„Czy Twoje młodsze dziecko ma zespół downa?”
Mogę się założyć, że większość matek, które ma zdrowe dziecko, na początku potraktowałoby to pytanie ze złością. W sensie: Jak to?! Jak to możliwe, że komuś przyszła do głowy taka myśl w ogóle? Mam śliczne, mądre, zdrowe dziecko, a ktoś insynuuje, że wygląda ono jakby miało Zespół Downa? Dla niektórych to byłaby wręcz obelga, mniej więcej porównywalna z tą, które często są serwowane młodym matkom.
– A Twoje dziecko jeszcze nie mówi? Wszystko z nim w porządku?
– A Twoje dziecko jeszcze nie chodzi? I nic z tym nie robisz?
Każde pytanie, które dotyka naszych czułych sfer, na samym początku boli. Boli, bo nas zaskakuje i zastanawia, skąd drugiej osobie przyszedł w ogóle do głowy taki pomysł.
Powiem Wam szczerze, że kiedy przeczytałam to pytanie po raz drugi nie wiedziałam, czy mam na nie odpowiedzieć, czy może powinnam była je zignorować. Doszłam jednak do wniosku, że muszę wziąć dwa głębokie wdechy. Czas zmierzyć się z tym pytaniem, tak samo jak z innymi pytaniami, które są mi zadawane każdego dnia. Tym bardziej, że naprawdę nie mam nic do ukrycia bez względu na to, jaka będzie moja na nie odpowiedź.
Dla niektórych Zespół Downa to wyrok. To temat tabu powiązany ze wstydem. Boimy się dotykać sfer, które są dla nas nieznane. Boimy się konfrontacji z czymś, czego nie widzimy na codzień i uznawane jest za nienormalność. Dlatego doszłam do wniosku, że w tym miejscu na tym blogu, temat Zespołu Downa nigdy nie będzie tematem tabu. Że my, jako rodzice bez względu na to, czy mamy zdrowe dzieci czy nie, powinniśmy mówić o tym głośno. Nie powinniśmy tematu unikać. Po to, aby Ci, których ta sfera dotyczy, czuli się swobodnie jako rodzice nawet przebywając w towarzystwie rodziców dzieci zdrowych.
Konkludując już:
mój Syn nie ma Zespołu Downa. Jest zdrowym i pogodnym trzyletnim chłopcem.
Ale jako mama zdrowego dziecka chciałabym dzisiaj wyraźnie powiedzieć, że wiem, że tutaj wśród nas są również rodzice dzieci z Zespołem Downa, Aspergera, z autyzmem czy innymi dysfunkcjami. Wiem, że często boicie się ujawnić. Wolicie pozostać anonimowi. Chcę tylko powiedzieć, że cieszę się, że tutaj jesteście i chciałabym, abyście nie czuli się tutaj nieswojo. Wiem, że moje życiowe trywializmy nijak się mają do Waszych codziennych zmagań i często moje posty są dla Was zupełnie oderwane od Waszej rzeczywistości! Rozumiem to!
Chcę tylko podkreślić, że możecie się tutaj czuć swobodnie. Zespół Downa to nie jest powód do wstydu. To powód do tego, aby mówić o tym głośno, wyraźnie i pokazywać wszystkim pokoleniom, że każdy z nas jest inny. Że jest miejsce dla każdego. Nasza w tym rola, rodziców zdrowych dzieci, aby asymilować wszystkich, jednoczyć ich a nie dzielić.
Macie moje pełne wsparcie. Może czas w końcu przestać idealizować naszą rzeczywistość, myślę sobie głośno? Każda odmienność jest naszym bogactwem (choć dla niektórych to niepojęte) i czegoś nas uczy. Od miłości, poprzez szacunek, skończywszy na cierpliwości i tolerancji.
Trzymajmy się razem! :-)
P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu ❤ Możecie też go podać dalej. Dziękuję! :*







