Na początku listopada trafiło mi się aparacisko. I to niebelejakie! Musiałam się pochwalić tym na szczesliva.pl , bo ja jestem chwalipięta. Opowiadanie o tym mojej rodzinie mi nie wystarcza. Ja muszę to robić na szerszym forum. Publicznie i głośno ;-) Tyle w temacie. Najwyżej zostanę oskarżona o materializm, chwalipięctwo i zostanie mi przyklejona cała reszta przywar ludzkich. Internety wszystko łykną. Internety oskarżają. Internety w naszym pięknym, nadwiślańskim kraju zajmują się ostatnio sądownictwem. Zapewne dlatego, że sądownictwo kuleje. Ale ja nie o tym.
Zostałam ostatnio pochwalona! Pochwalona przez mojego Małżonka. Nadmienił cicho, że zdjęcia moje już słabizną nie zalatują. Że mam jeszcze pewne problemy z perspektywą, że muszę popracować nad światłem. Że niektóre tajemne przyciski w aparacie nie są mi jeszcze najwyraźniej znane. Ale najważniejsze: idę do przodu i robię postępy! Już coraz rzadziej ucinam głowę na zdjęciach ;-P
Wiecie co robi taka pochwała? Taka pochwała motywuje. Daje kopa! Wyciąga Cię taka pochwała z domu i każe robić jeszcze więcej i więcej zdjęć. To nic, że 90% dorobku skasujesz, bo nie spełnia Twoich i mężowskich standardów. Trening czyni mistrza! Wracając jeszcze do tych pochwał – pamiętajcie o chwaleniu swoich maluchów. O biciu im BRAWO! O pokazywaniu im swojej aprobaty, jeśli robią coś dobrze. O uśmiechu, jeśli uda im się zrobić kolejny rozwojowy krok. Mój Syn tak cudownie i szczerze się cieszy, gdy uda mu się stanąć samemu, zrobić kroczek i znowu utrzymać równowagę! Śmieje się wtedy całym sobą. A ja biję mu brawo. Głaszczę po małej główce z kilkoma włoskami na krzyż i każę raz jeszcze próbować.
Motywacja! Pochwała! Aprobata! Doping! To jedne z wielu kluczowych dla mnie słów, o których staram się pamiętać wychowując Iventego :-)
I tak od robienia zdjęć przeszliśmy do metod wychowawczych ;-)





