Na pewno znacie to uczucie, kiedy kupujecie coś swojemu dziecku, a tak naprawdę to spełniacie swoją zachciankę i wypełniacie swoją tęsknotę za jakimś przedmiotem :-) Tak właśnie było w tym przypadku ze mną. Miałam potrzebę posiadania kredek. Kolorowych kredek, którymi będę robiła różniste maziaje i wypełnię moją osobistą plastyczną lukę, a przy okazji zapoznam Iventego z nową czynnością, jaką jest rysowanie. Sytuacja idealna! Ja mam kredki a moje dziecko rozwija się plastycznie. Boskość :-D
Nie mogłam nigdzie znaleźć kredek sojowych, teoretycznie jadalnych, które poleciła mi Basia z bloga Taste of life . Znalazłam jednak kredki 1+ i uznałam, że pomimo to, iż jadalne nie są, to mój Syn nie będzie zachwycony ich smakiem i nie zaliczy ich do kolejnej jadalnej pozycji w swoim różnorodnym menu, w którym śrubki i monety są na pierwszym miejscu.
Przystąpiliśmy do zrobienia dla Taty „Plakatu bez okazji” :-)
Dochodziły do mnie głosy, że rysowanie nie zachwyci rocznego dziecka i lepiej, abym znalazła nam inną rozrywkę. Nic bardziej mylnego. Ivek bawił się przednio!
Nie udało mi się kupić rolki papieru do rysowania z IKEI [super sprawa!], ale złączyłam ze sobą kilka kartek bloku rysunkowego, zrobiłam coś na kształt dywanu, na którym Ivek sobie wygodnie siedział. Zarzuciłam go kilkoma kolorami kredek i zaczęliśmy naszą kreatywną przygodę na podłodze. 1 godzina zabawy gwarantowana!
Nie było rozlewu krwi, jednak wystarczyła chwila mojej nieuwagi podczas robienia zdjęć absztyfikantowi i małe co nieco wylądowało w jego buzi. Miny po konsumpcji nie miał zachwyconej i szybko zaprzestał nieładnej praktyki ;-)
Macie już za sobą pierwsze próby kredkowe? Zakończone sukcesem? ;-P















